Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

no to jak robimy???

2012-04-23

Mili Moi...

Ostatnie dwa dni byłem pozbawiony internetu... Niektórzy śmiali się, że nieomal doprowadziło mnie to do zejścia z tego świata. Ale tak naprawdę okazuje się, że nie jestem tak całkowicie uzależniony od sieci. A czego ja w te dni nie robiłem?:) Napisałem list... To w ogóle jest nieprawdopodobne - wziąć długopis do ręki i popełnić kilka stron o swoim zyciu. Kiedyś to uwielbiałem, a teraz w epoce maili i smsów... Wszystko jakoś wzięło w łeb. Niemnie jeden udało się napisać i miałem z tego ogromną satysfakcję... Poza tym poczytałem książki. Nigdzie się nie śpiesząc, bez odrywania się od czytania, bo ktoś dał znać, że żyje, i właśnie jest w sieci:) Zdałem sobie sprawę, że kiedy komputer mam włączony, to nie zawsze oddajac się jakiejś pożytecznej pracy, spędzam przy nim bardzo dużo czasu. Pewnie wiele osób tak ma. Bo przechodząc obok... nie sposób nie spojrzeć na ekran... a tam zawsze coś się znajdzie ciekawego... i cenne minuty przemijają...

No, ale jak widać internet powrócił i, pomijając jakieś mniej ważne zajęcia z nim związane, dobrze, że jest, bo czas najwyższy uruchamiać kolejny pakiet działań związanych z naszym majowym koncertem ewangelizacyjnym (o którym w swoim czasie więcej napiszę) oraz, co tu dużo mówić, z pielgrzymką... Pomysły organizatora (czyli moje:) poszły dzis do projektanta, więc sądzę, że w tym tygodniu już coś będziemy mieli w dłoni:)

W dziś św. Wojciech przypomina nam prawdę o obumieraniu ziarna, wyrażoną przez Jezusa w Jego Ewangelii. To jest chyba jedna z największych tajemnic Boga - jak można ze śmierci wyprowadzić życie? Okazuje się, że On to potrafi. Co więcej, to nie jest takie samo życie, ale niejako pomnożone. Bo jedno ziarno, które obumiera, nie przynosi w ramach owocu kolejnego ziarna, ale wiele ziaren... Jeżeli tego obumierania nie ma, to nie ma też żadnego ruchu, dynamizmu, rozwoju. Jest stagnacja, która ostatecznie również kończy się śmiercią, bo wszystko, co żyje jest na nią skazane... A zatem śmierć, która może okazać się życiodajna, oraz śmierć, która po ludzku jest smutnym kresem egzystencji... Dziś Słowo zdaje się mówić, że wybór również w jakimś sensie jst w naszych rękach.

Rzecz jasna mówimy w jakimś metaforyczny sposób o naszych życiowych decyzjach, postawach, tudzież ofiarach, w które świadomie wchodzimy, które stają się naszym umieraniem. One czasem dotyczą tak małych rzeczy, a są tak dotkliwe niczym drzazga, która  wbija się za paznokieć... Pamiętam taką sytuację w seminarium jeszcze... Każdego roku byliśmy przeprowadzani i przydzielani do nowych współlokatorów (do diakonatu niemal mieszkaliśmy po dwóch). Jednego roku zostałem przydzielony do współbrata, z którym bardzo, ale to bardzo mieszkać nie chciałem. Różniło nas prawie wszystko i szczerze, to chyba słabo się lubiliśmy... To była taka ofiara, do której oczywiście zostałem nieco "przymuszony", ale kiedy tylko zobaczyłem listę, poszedłem do kaplicy prosząc Jezusa - skoro zrobiłeś nam takiego psikusa, to teraz czuwaj, żebyśmy się nie pozabijali... W tym samym czasie dwóch innych braci świętowało, bo przydzielono ich razem i wydawało się to w ich mniemaniu doskonałym pomysłem... Ja ów rok wspominam bardzo dobrze - bez jednego konfliktu, czy sprzeczki, spokój i życie razem, choć prewnie bardziej obok siebie, niż w nadzwyczajnej jedności. Druga wspomniana przeze mnie para konfratrów wraca do tego czasu z wielką niechęcią, bo okazało się, że ich wspólne mieszkanie było dla nich szalenie trudne...

To oczywiście drobiazg. Dziś myślę sobie o wiele poważniejszych kwestiach wobec ktorych jestem stawiany przez Pana, który czasem przychodzi i mówi - to jak, zrobimy to po mojemu, czy wedłu twojego pomysłu? Bywa różnie, bo boję się obumierania, boję się bólu z tym związanego, boję się rezygnacji z własnych planów. To dla nikogo nie jest proste. Ale wielokrotnie Pan pokazał mi, że z mojego obumierania rodzi się życie. Nawet w  tak prozaicznych sytuacjach, kiedy robię coś wbrew swojemu zmęczeniu, albo czuję, że bardzo mi się nie chce... Wówczas często pojawiają się nieprzewidywane nawet owoce... W Bogu wiele rzeczy jest odwrotnych do mojego ludzkiego sposobu kombinowania i trudno się do tego przyzwyczaić. Ale cieszę się z tego, bo dzięki temu z pewnością nie grozi mi nuda... A wezwania przed którymi staję są coraz poważniejsze... A obumieranie jest coraz trudniejsze... Tak wykuwa się świętość... Innej drogi nie ma...

W tym kontekście proszę was szczególnie o modlitwę, abym umiał obumierać, jeśli Pan znów przybędzie do mnie z propozycją. A zdaje się, że wybiera się do mnie we środę w osobie nowego ojca prowincjała, który przybywa, aby ze mną rozmawiać o przyszłości... Obym umiał pokornie pamiętać, że poza moimi planami, a raczej ponad nimi jest Bóg, który doskonale wie, jak byc powinno, a wobec mnie znów stanie z propozycją - robimy to po mojemu, czy tak jak ty chcesz??? Proszę was o modlitwę, abym znał odpowiedź (ehhh, przecież ją znam:) Więc może raczej o siłę, abym mógł ją zdecydowanie wypowiedzieć:)