Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Michale, nawracaj się...

2012-04-20

Mili Moi...

Bardzo miłe spotkania za mną... Takie jakieś wizytowe dni... Wczoraj moje duchowe dziecię z Bydgoszczy przybyło zasięgnąć duchowego kierownictwa. Zawsze ze szczerym podziwem patrzę na tych świeckich braci, czy siostry, którzy są zdolni jechać pół Polski, żeby zadbać o swoje życie duchowe. Są oni dla nas kapłanów niejednokrotnie wielkim świadectwem jak należy traktować sprawy ducha. I oczywiście można dyskutować czy nie ma nikogo bliżej, czy to konieczne tak jeździć... Ilu ludzi, tyle opinii. Sam wiem po sobie jak niełatwo dziś znaleźć kierownika duchowego i przyznam szczerze, że jestem w stanie zrozumieć tych, którzy czasem wolą wsiąść w pociąg i wyruszyć w duchową podróż. Mnie to mobilizuje do jeszcze większej troski o te "moje dzieci" choć nie zawsze jestem w stanie sprostać i muszę to szczerze wyznać... Zaniedbania mi się zdarzają i czasem muszę dostać po uszach (jak wczoraj na przykład:) Może uda się coś zmienić... Upomnienia bywają inspirujące:)

Dziś natomiast pojawili się u mnie bracia orioniści - Robert i Michał. Szalenie miła, kapłańska wizyta, no i trochę wspominek z jakże miłych rekolekcji adwentowych w Zduńskiej Woli. Za jakiś czas pojawię się tam znów, bo w listopadzie czekają mnie Misje Święte, które mam poprowadzić w parafii św. Pawła.

Dziś pomyślałem sobie w kontekście Ewangelii odczytywanej w kościołach, że koniecznie muszę zastanowić się nad swoją dietą. I wcale nie chodzi o to, że przywiozłem z Kanady cztery kilogramy obywatela więcej:) Chodzi raczej o dietę duchową. Otóż postawiłem sobie dziś pytanie czy ja też znajduję się w tym wygłodzonym tłumie, który korzysta z miłosierdzia Jezusa i spożywa chleb przez Niego mnożony... Myślę sobie, że czasem jako ksiądz staję wobec pokusy "lekceważenia" pewnych składników diety... A jeszcze jaśniej... Niejednokrotnie pojawia się we mnie taka myśl, że potrzebuję się czymś nasycić, coś "zjeść", a jednocześnie doświadczam, że moje wymagania są dość duże. Czasami oceniam pokarm duchowy mi serwowany i mówię sobię - no może innym to wystarcza, ale nie mnie... To trochę tak, jakbym mówił - no może innym suchy chleb wystarcza, ale ja bym tu jeszcze szyneczkę, śledzia i nóżki w galarecie widział... To niebezpieczeństwo, które sprawia, że można pozostać głodnym. Bo jeśli nie spożyję tego, co akurat jest (bo przecież właśnie to, a nic innego mieli Apostołowie, kiedy Jezus sugeruje, że trzeba nakarmić te tłumy), to pozbawię się czegoś, co jest darem Jezusa, sam wyłączę się z cudu...

Zmierzam do tego, że wygórowane pragnienia duchowe mogą wyprzeć duchowy rozsądek i mogą wieść do wiecznego oczekiwania na coś, co ma mnie, właśnie mnie nasycić. Stąd już tylko krok do duchowej pychy, która stwierdza, że to, czym karmią się inni nie jest dla mnie, bo ja jestem lepszy... Suchy chlebek mnie nie interesuje. Ja muszę korzystać z najlepszych (katechez, konferencji, homilii) wyselekcjonowanych właśnie dla mnie (przecież jestem zakonnikiem, więc to, co dla świeckich, to nie dla mnie). Myślę, że komuś takiemu grożą chwile wielkiego głodu, co niewątpliwie wpłynie na stan zdrowia jego ducha. Trzeba chyba takiej potęznej wiary, której Jezus szuka dziś u Apostołów, że jest w stanie nasycić mizernym pokarmem, którego jest mało, który nie jest wyszukany, wyselekcjonowany i skonstruowany "własnie z myślą o tobie", ale jest prozaiczny, powszechny, a może i kiepsko wykonany, tych wszystkich, którzy tam się zgromadzili, a samych meżczyzn było przecież pięć tysięcy...

Warto o tym pamiętać przy każdorazowej ocenie kazania, konferencji, czy homilii. Mizerny pokarm dzielony rękami Jezusa ma niezwykła moc sycenia ludzkich serc... A sam cudotwórca usuwa się w cień, a właściwie odchodzi na górę, czyli na miejsce symbolizujące bliskość z Bogiem Ojcem, bo to On jest ostatecznym sprawcą jakiegokolwiek nasycenia i to Jemu nade wszystko zależy na tym, żebyśmy się "najedli" Jezus nie szuka wladzy, panowania, królowania. Nie chce też otwierać darmowej piekarni, ani rozwiązywać problemów głodu na świecie jednym pociągnięciem swojej miłosiernej ręki. Chce raczej wiary, która jest w stanie dostrzec w mizernym pokarmie źródło życia wiecznego... I znów dziś zaprosił do nawrócenia... przynajmniej jednego człowieka... o. Michała Nowaka, franciszkanina:)