Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

odwagi!!!

2012-04-16

Mili Moi...

Już kilka dni w Polsce, a ja ciągle nie doszedłem do siebie. W sensie fizycznym:) Senność dopada mnie w najmniej oczekiwanych chwilach i po prostu "odpadam". Dziś przespałem właściwie pół dnia. Ale zaczęły się już zajęcia, które sprawiają mi zawsze dużo radości. Wczoraj na przykład dzień skupienia dla dorosłych zorganizowany przez siostry Franciszkanki Rodziny Maryi z Gdańska. Piękne dzieło. To już drugi taki dzień, na który przyszło 20 osób (chętnych jest podobno ze 40, ale warunki domu nie pozwalają). Ludzie chcą i pytają o następne. I to mnie nasyca wielką nadzieją i radością, bo to znak, że są duchowe potrzeby, które można zaspokoić w bardzo łatwy sposób, bo przecież mnie to aż tak wiele nie kosztuje, a oni korzystają (mam nadzieję). To dla mnie kolejny argument przeciwko często powtarzanym sloganom, że nic się nie da zrobić. Da się, tylko trzeba wiedzieć jak:) Siostra Barbara jest katechetką, dobrą zakonnicą, pełną poświęcenia i zapału, bardzo lubianą przez ludzi (sam ją bardzo lubię). Rozpuściła wici, zaprosiła i mamy skutek. Bez plakatów, bez zadęcia, bez nagabywania i namawiania - mężczyźni i kobiety - słuchają, modlą się, adorują, rozmawiają o rzeczach ważnych... 

A u mnie wróciło coś, co zniknęło całkowicie w Kanadzie... Mianowicie takie poczucie, że ucieka mi czas a ja go gonię. Sporo zajęć, sporo rzeczy do zrobienia, ale przy tym wszystkim jakiś niepokój, który wcale nie pomaga się z tym wszystkim zmierzyć. Może to też bliskość kapituły prowincjalnej, która pewnie przyniesie sporo zmian w moim życiu (chyba czas zacząć zbierać kartony:)... W każdym razie nie mogę się do końca ogarnąć... 

A dziś taki swoisty powiew polskości... Poszedłem zakupić dmuchawę, żeby ocieplić nieco mój pokój, w którym po przerwie w grzaniu spowodowanej moim długim wyjazdem jest mocno chłodno. Zapłaciłem, przyniosłem do domu - nie działa. Poszedłem wymienić - wziąłem następną, pani w punkcie obsługi klienta sprawdza - też nie działa. No ok, zwrot pieniędzy... Idę do innego sklepu, wybieram kolejną, okazuje się, że ostatnia. Mówię - dobra, ważne, żeby działała. Ale sprzedawca stwierdza, że jest połamana. Pytam dlaczego stoi na połce i jest nieprzeceniona. Nie umie odpowiedzieć. Ale mówi mi, że jednak jest w komputerze jeszcze jedna i pójdzie poszukać. Po chwili wraca z... i tu istota, kuriozum wręcz... Wraca z dmuchawą, która wygląda jakby ją ktoś przez rok używał. I tak właśnie jest - okazuje się, że używano jej w punkcie kasowym do grzania nóżek. No i on mnie pyta czy ja reflektuję... Słowa, które cisnęły mi się na usta daleko odbiegają od pięknej polszczyzny, stąd nie zamierzam ich cytować (zresztą wobec niego też ich nie wypowiedziałem:). W każdym razie spanko w sweterku przede mną:)

A dziś odczytuję Słowo w kontekście daru odwagi... Apostołom niewątpliwie jej nie brakuje. Wszak dopiero co spotkali się z gronem ludzi skrajnie im nieżyczliwych, z Sanhedrynem, który grozi i zakazuje im głosić. Oni wiedzą, że przywódcy ludu mają władzę, władzę, która może na "wrogów" sprowadzić nawet śmierć. Ale zachwyca mnie dzisiejsza ich modlitwa. Oni nie proszą o wyzwolenie od ucisków, nie szukają pociechy - raczej wołają o odwagę w głoszeniu, kiedy ręka Pana będzie objawiała swoją chwałę. Cudowna modlitwa, która objawia prawdziwy stan ich ducha. Oni widzą, że jest coraz gorzej, że każdy następny dzień to nowe napięcia, to nowe zagrożenia, niebezpieczeństwa. Ale oni są przemienieni w mocy Ducha, w pełni zależni od Jezusa, zjednoczeni z Nim. Proszą o więcej odwagi, żeby nic nie stanęło na przeszkodzie w ich ewangelizacji.

Wówczas doświadczają tzw. małego zesłania Ducha Świętego. Zadrżało miejsce, gdzie byli i zostali napełnieni. Bóg odpowiada na ich prośbę. Duch przemienia... To próbuje też Jezus wyjaśnić Nikodemowi w dzisiejszej Ewangelii. Człowiek przemieniony przez Ducha może zdobywać Królestwo Niebieskie, jest do tego zdolny, wystarczająco odważny. Tego odrodzenia potrzeba, żeby się nie bać, żeby nie przychodzić w nocy, żeby nie wahać się stracić dla Jezusa, żeby podjąć decyzję, a nie być wiecznie poszukującym...

Stoimy dziś wobec wielu napięć. Chyba trochę jak Apostołowie, widzimy, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Chrześcijanie to ludzie, których głosu nie daje się zagłuszyć, nie można im zakazać głosić, nie sposób ich całkowicie zmarginalizować... Można próbować ich zastraszyć, można ich nawet zabijać, próbując sprawę rozwiązać w sposób ostateczny (czyż w historii wielu już nie próbowało?)... Antagonizmy narastają, napięć coraz więcej, przyznawanie się do Jezusa i odważne głoszenie kosztuje coraz więcej... Jeśli nie znajdziemy odwagi w Jezusie, jeśli do Niego nie będziemy o nią wołać, jeśli nie pozwolimy na przemianę Duchowi Świętemu... Możemy pozostać na etapie Nikodema - swoistego sympatyka, kogoś, kto nawet czasem wypowie jakieś słowo obrony, ale nie za głośno, ponieważ za wiele ma do stracenia... A przecież prawie każdy z nas jest skąpany w Duchu... Najpierw w chrzcie, a potem, dużo bardziej świadomie, w bierzmowaniu, w tym sakramencie dojrzałości chrześcijańskiej...

Jeśli teraz ktoś z niedowierzaniem pokiwał głową i stwierdził - o czym chłopie piszesz? Przecież wiadomo, że to bierzmowanie to też tak bezrefleksyjnie najczęściej się przyjmuje, to chcę powiedzieć, że nic straconego. To jest tak zwany sakrament odżywający. To znaczy, że nawet jeśli wówczas, gdy go przyjmowałem, nie miałem właściwych dyspozycji, to jeśli dziś zapragnę go w sposób świadomy, to jego łaska zacznie we mnie działać. I do tego z serca zachęcam. Do powrotu do łaski bierzmowania, do wielkiej modlitwy o odwagę, która przecież jest jednym z darów Ducha, aby ta nasza wiara rozszerzała się z takim dynamizmem, jaki występował wśród pierwszych naśladowców Jezusa... On sam mówi do nas - odwagi, Jam zwyciężył świat... Nic nam nie grozi, kiedy idziemy z Nim. Oby nam się chciało iść... Odwagi... (a swoją drogą Niko - demos oznacza - "zwycięski lud"...)