Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

sercowe doświadczenia i balsamiczne doznania...

2012-04-11

Mili Moi...

No i jestem w Polsce... Wyruszyłem około 20.00 w poniedziałek z lotniska w Montrealu. Na szczęście mogę spać w samolocie i głównie tym się zajmowałem na pokładzie. Niestety tym razem nikt już nie popełnił pomyłki i leciałem w "zwykłej" klasie, a nie biznesowej:) Czułem się bardziej po franciszkańsku, choć trudno uznać to podróżowanie za wygodne. Nie jest to jednak tylko wina samolotu, ale również moich kilogramów, których znów mi przybyło. Najważniejsze jednak, że nie przywożę mniej obywatela, ale wręcz przeciwnie, nawet nieco więcej...

W Paryżu przesiadka i właściwie tyle czasu, że akurat zdążyłem przemieścić się do następnego samolotu. Kiedy lądowaliśmy w Paryżu, lał deszcz, a nasz samolot był wyposażony w kamerkę na ogonie, przez którą można było śledzić proces lądowania... Niesamowite wrażenie...

Równie niesamowite było spotkanie na lotniskach innych duchownych:) Bo że spotkałem skośnooką zakonnicę, to się nie zdziwiłem, one wszak noszą swoje habity, ale że wraz ze mną z Montrealu startował jakiś benedyktyn, to już mnie zadziwiło, a kiedy jeszcze na lotnisku w Paryżu spotkałem jakiegoś księdza w sutannie, to już w ogóle prawie padłem z wrażenia. W Warszawie zaś natknąłem się na lotnisku na siostry św. Rodziny, które akurat oczekiwały na lot do Paryża i to one mnie pierwsze powitały:)

A dotarłem wprost do Niepokalanowa, gdzie dziś wieczorem mamy jeszcze audycję. Zainspirowani Świętami Wielkanocnymi, które są przez chrześcijan przeżywane w tak zróżnicowany sposób, chcemy porozmawiać dziś na temat - "Święcone jajeczko i "zwiedzanie grobów Pańskich" - czyli porozmawiajmy o wierze powierzchownej". Jeśli ktoś ma nieco czasu dziś o 20.30, to zapraszamy na www.radioniepokalanow.pl

Słowo... Chce wrócić do wczorajszego fragmentu o płaczącej Marii Magdalenie, apostołce Apostołów... Tak bardzo dotknęło mnie to jej przesłanie... Idź i powiedz moim uczniom - wstępuję do Ojca mojego i Ojca waszego... Jezus, który wciąż, nawet po ich zdradzie, nazywa Boga Ojcem swoim i ich... Jak wielkim balsamem dla ich skołatanych serc musiały być te słowa przyniesione im przez Marię Magdalenę... Ukojenie i uciszenie, spokój... Tak pomyślałem, że jest to na wskroś kobiece zadanie - rozlewać balsam pociechy na skołatane, męskie dusze... Widzę to w kategoriach służby (nie mylić z służalczością). Ich kobieca, matczyna czułość, wrażliwość i delikatność stają się niejednokrotnie drogą przychodzenia Pana. Myślę, że warto byłoby to uzmysławiać samym kobietom, które mają nieprawdopodobną łaskę u Boga, a jednocześnie siłę uzdrawiania zbolałych serc. Ale również mężczyznom, po to, aby wiedzieli gdzie szukać pomocy i zdawali sobie sprawę, że skorzystanie z tejże, w niczym nie umniejsza ich męskości...

Kto wie, czy gdyby dwaj dzisiejsi bohaterowie ewangeliczni spotkali na swej drodze jakąś szlachetną i odważną kobietę, to również wybraliby się do Emaus... Być może potrzeba im było przebudzenia tej siły, która przysypana ruinami ich świata, który się zawalił i pogrzebał wraz z ich planami i marzeniami, również poczucie własnej wartości i sensu dalszego życia, nie dawała o sobie znać... Jezus jednak nie posłał ani kobiety, ani mężczyzny, ale sam postanowił przyłączyć się do nich, aby zrozumieli... Jemu tak bardzo zależy, żeby rozumieli. Ten sens wcale nie zniknął, ich życie się jeszcze nie skończyło, tak wiele jeszcze jest do przeżycia z Nim... On nie stracił wiary w nich i pragnął, aby również oni odzyskali wiarę w Niego, aby ta potęga wiary się w nich przebudziła... Czyż serca nie pałały w nas? Czują, że dzieje się coś ważnego i choć na początku nie potrafią tego odczytać, to Jezus pozwala im to już przeżywać... To jest ta droga, po której wiele osób do niego dochodzi. Mówią - ojcze, niewiele rozumiem z mszy, czasem jestem rozproszony, ale ta liturgia, zwłaszcza w ostatnie dni, tak pieczołowicie przygotowana, ona naprawdę prowadziła mnie do Boga, pozwolił mi Go odczuć, bo to chyba On był prawda? Prawda... To właśnie dlatego warto zadbać o piękną oprawę liturgiczną, bo w pięknie jest Pan i czestokroć to przeżycie jest uprzedzające wobec intelektu. Zanim człowiek zaczyna rozumieć, już doświadcza... I oby tego doświadczenia nie brakowało w te dni nikomu...