Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

bo służyć to znaczy królować...

2012-04-01

Mili Moi…

Weszliśmy dziś w Wielki Tydzień, czyli ten czas bezpośredniego przygotowania do celebracji największych tajemnic naszej wiary. Zdecydowanie w mniejszym stopniu odczuwam „nadchodzenie świąt”, niż w Polsce, ale to nie jest znowu takie dziwne. Dlatego właśnie zdecydowałem się wracać do Polski dopiero po świętach, bo ciężko byłoby mi wejść w tę potężną machinę przygotowań, po takim spowolnieniu, którego tu doświadczyłem. Do świąt więc przygotowuję się w Montrealu…

 

Wczoraj długi spacer, bo pogoda śliczna. Wszędzie daleko, ale przecież stary pielgrzym ze mnie, więc łażenie mi nie straszne, choć butów najlepszych nie mam. W każdym razie w ramach tego spaceru zawędrowałem do katedry protestanckiej wspólnoty Christ Church. Obszedłem tę świątynię ze średnim zainteresowaniem, wszak w protestanckich kościołach nie ma żadnych ozdób, ani znaków skupiających w modlitwie… Niemniej przy drzwiach doznałem szoku, bo był tam pewien znak… Macie go na zdjęciu rozpoczynającym ten wpis. Tęczowa flaga, którą, jak głosi tabliczka wyjaśniająca wisząca poniżej (a której zdjęcie zamieszczę na końcu) jest znakiem powitania i poparcia środowisk homoseksualnych…

 

Zdębiałem… Szacunek owszem, traktowanie z miłością – jak najbardziej, modlitwa i pomoc w pokonywaniu słabości – zawsze, ale wsparcie właśnie tego (a nie innego, żadnego innego), wymienionego z nazwy środowiska… To się  w moim sercu nie mieści… Jestem naprawdę szczerze ciekaw jak włodarze tego kościoła odczytują Słowo Boga – czy zamykają oczy na fragmenty, które wprost taki styl życia potępiają, czy czytając, włączają w tym czasie zagłuszanie, żeby te treści nie stały się przedmiotem pytań ze strony wierzących… Zresztą jeśli owa flaga nie jest źródłem pytań i wątpliwości, to dlaczego Ewangelia miałaby być? Jak wielką cierpliwość musi mieć Jezus, jak wielką wyrozumiałość dla ludzkiej głupoty, pychy i złej woli… Ile trzeba jej mieć, żeby powołując się na imię Jezusa tak gorąco popierać coś, co prowadzi ludzi dokładnie w przeciwnym kierunku, niż Jezus… Cóż za niefrasobliwość wiernych, ale ta jest łatwiejsza w tłumaczeniu. Na niefrasobliwość pasterzy jednak patrzę z największym smutkiem… Mam już intencję na Wielki Tydzień. Jak wielkiej modlitwy potrzeba, żeby pomóc innym zrozumieć Ewangelię… Pełną miłości, ale przecież również wymagającą… Bo tylko wymagająca miłość pozwala dojrzewać do prawdziwego obrazu człowieczeństwa, który Pan dla każdego przygotował…

 

Swoją drogą pomyślałem sobie, że tego typu wspólnot, które rozwodniły Ewangelię, bo inaczej tego procesu nazwać nie sposób, świat się właściwie nie czepia. Polityczna poprawność zjednuje przychylność wszelkiej maści krzykaczy przedziwnych, ale z pewnością nie przyczynia się do zapełnienia kościołów ludźmi, którym podobno właśnie taki system wiary odpowiada… Wniosek? Może każdy wyciągnie sam… Ale jedno jest pewne… Kategoria prawdy z pewnością tu nie występuje…

 

Dziś medytowałem rano Markowy opis Męki Pana. Moje myśli poszły nieco za inspiracją ks. Stańka, aby przyjrzeć się pokusie władzy i temu, co z nią związane… Rzeczywiście może stać się ona bożkiem, który będzie pożerał swoich wyznawców. Władza, która ostatecznie przestaje się liczyć z człowiekiem, tłumacząc to czasem najbardziej szlachetnymi motywami. Czyż Arcykapłan mówiący, że lepiej gdy jeden zginie, niż cały naród miałby ucierpieć, nie ma „dobrych intencji”? Czyż tłum rozwrzeszczany nie domaga się sprawiedliwości? Na jakiej podstawie? A czy to ważne? Podobno… Mówi się… Słyszałem że… Czy te argumenty nie wystarczą? Czyż Piłat nie dąży ostatecznie do zdławienia rozruchów w tym miejscu, gdzie na święto przybyło tak wielu ludzi z innych miejsc? Wszyscy oni jednak realizują pragnienie władzy, przewagi, panowania… Każdy chce dominować nad swoim bratem, wykorzystując szlachetne, czy mniej szlachetne motywy…

 

Ale są i inni… Opowieść rozpoczyna się od opisu namaszczenia w Betanii. Kobieta, która ma przekonanie, że nic nie jest zbyt cenne dla Jezusa, kobieta, która staje w postawie służby… Potem setnik, który wyznaje wiarę w obliczu takiego umierania. Wreszcie Józef proszący i ciało Jezusa… Przeciwstawieniem władzy jest służba. Dyktowana miłością, gdzie „ten drugi” jest dla mnie pierwszym, stoi zawsze wyżej, niż ja i moje potrzeby… Obraz takiej służby nade wszystko widać w postawie Jezusa… Smutek wobec uczniów, którzy nie zrozumieli lekcji z dzieckiem stojącym wobec nich. Takimi bądźcie  - woła Jezus – nie będzie między wami, jak w świecie żadnym władzy, zaszczytów i pełnym krzywdy…  Smutek wobec tych, którzy jeszcze niedawno tak ochoczo krzyczą Hosanna… A dziś te same usta wykrzykują – na krzyż… ! Tak łatwo ulegli manipulacji… Smutek wobec władzy, która nie jest zainteresowana prawdą, ale raczej swoją własną skutecznością i przewagą… Gdyby Ewangelia kończyła się w tym momencie, to byłaby to naprawdę smutna nowina…

 

Pokusa władzy stoi przed nami każdego dnia – pokusa przewagi nad innymi, pokusa „moje na wierzchu”, pokusa – „mam pieniądze, to mam wszystko”, pokusa – „będzie tak jak ja zaplanowałem”… i tak dalej i tak dalej… A wybór jest wciąż w nas. I nie jest fikcją…

 

Zamieszczam na koniec dwa linki. Pierwszy do ostatniego w tym Wielkim Poście komentarza ewangelicznego, drugi zaś do jednej z katechez rekolekcyjnych, wygłoszonych przeze mnie w Montrealu. Miłego odbioru…

http://www.youtube.com/watch?v=QzwCZSzI238

http://www.youtube.com/watch?v=88E2P8rf61A&feature=share