Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

aby żyć na wieki...

2012-03-28

Mili Moi...

Dziś ostatni dzień rekolekcji na ziemi kanadyjskiej. Jeszcze tylko Msza wieczorna i będzie można powiedzieć, że dzieło zostało zakończone... Czy z sukcesem? Jeden Pan Bóg wie... Ale nadzieję mieć trzeba... Jedno, co z pewnością powiedzieć muszę, to nie uprawiam "duchowych pieszczot", to znaczy nie głaszczę i nie usypiam sumień, nie zapewniam, że wszystko jest w porządku i sam fakt obecności w kościele jest już tak nadzwyczajnym dowodem wiary, że już nic zmieniać nie trzeba, ani nic dodać do tak fantastycznego życia chrześcijańskiego się nie da.

Mam szczerą nadzieję, ze choć odrobinę naśladuję w tym Jezusa, zwłaszcza w miłości, którą on żywił do wszystkich, których nauczał. Ta miłość objawiała się w bardzo różny sposób. Bo czasem rzeczywiście był bardzo łagodny, a czasem bezlitośnie demaskował cyników. Ja rzecz jasna nie mam takiego wglądu w ludzkie serca, jak Jezus, stąd muszę zastosować jakąś wersję "uśrednioną", ale zawsze Go proszę, abym to ja najpierw był adresatem tego, co mówię, abym to ja najpierw poczuł bicz ze sznurków na swoich plecach, zanim kiedykolwiek ośmielę się go użyć wobec innych. Oczywiście nie chcę przesadzić:) Nie grzmię tu znowu jakoś nadmiernie. Ale też nie waham się mówić o rzeczach trudnych. Czasem są to sprawy małe, a istotne, bo przyczyniają się do wypłukiwania chrześcijańskiego sposobu bycia... Taka prosta rzecz jak pozdrowienie "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" tu dość powszechnie zastępowane zwrotem "dzień dobry". I powie ktoś, no ale o co się czepiać? Przecież to taki szczegół... Gdybyśmy zebrali te szczegóły...

O dziwo, obserwuję tu zdecydowane pragnienie powrotu do korzeni u wielu osób. Także do korzeni naszej tożsamości chrześcijańskiej, do gestów, do szacunku wobec świętości. Czasem to niestety przejaskrawienie w drugą stronę, ale muszę przyznać, że nie jeden raz odczułem jakiś szczególny szacunek wobec ludzi, którzy upadają na kolana przed Jezusem podczas komunii świętej, bo widziałem, że jest to podyktowane szczerą i pozbawioną przerostów pobożnością. Są tu i tacy, którzy z szacunku do kapłaństwa całują duszpasterza w rękę, a to też postawa dość rzadko spotykana. Owszem, praktykują ją ludzie, którzy długi czas byli pozbawieni księdza, jak opowiadają nasi bracia pracujący na przykład na Białorusi. Ale na Zachodzie zdarza się to bardzo rzadko...

Tak jak powiadam, podziwiam, bo u wielu ludzi nie jest to coś, co tak łatwo określamy słowem "nawiedzony", ale jest to wyraz rzeczywistego zrozumienia, że czas zacząć prawdziwie dbać o naszą tożsamość, o rzeczywistą cześć dla tego, co święte, o uszanowanie przestrzeni sacrum, o gorliwość i radykalizm w sprawowaniu świętych czynności... Wierzę, że i takich ludzi Pan Bóg wzbudza dla przypomnienia wszystkim o tym jak bardzo On sam jest święty...

Dziś Jezus dialoguje z tymi, którzy, jak zaznacza Jan, uwierzyli w Niego... Także oni wielu rzeczy zrozumieć nie mogą. Wiara to jedno, ale dostosowanie do niej sposobu swojego myślenia, wyjście poza swoje doskonałe samopoczucie duchowe, krytyczne spojrzenie na siebie - to drugie... Jezus próbuje z nimi zejść do fundamentów, a oni zatrzymują się na piętrze i twierdzą, że schodzić tam nie muszą, bo już wszystko wiedzą. Co więcej nie bardzo mają ochotę wpuścić tam Jezusa... Na każde Jego słowo mają gotową odpowiedź. Niby pytają, ale w zasadzie jest to raczej wyraz ich wewnętrznego oburzenia, niż szczerego zainteresowania... Przekonani, że już bardziej wolni być nie mogą, czynią się zupełnie zamkniętymi na wszystko, co On im chce powiedzieć...

Jak ocenić taką wiarę? Nie muszę się na szczęście sam na to zdobywać, a co za tym idzie narażać zaraz na zarzuty o niewrażliwości czy o nieznajomości wszelkich uwarunkowań itd... Jezus ocenia i mówi wprost, że jeśli nie będzie w nich postawy ucznia, który rzeczywiście chce się uczyć, chce trwać w nauce; jeśli nie zdobędą się na otwartość na Jego Słowo i nie skorygują swojego sposobu myślenia; jeśli nie będą szczerze pragnąć wolności, to nigdy jej nie osiągną, to nie spotkają się z Ojcem, o którym tylko im się wydaje, że wiedzą sporo...

A ta wolność, to przede wszystkim wolność od samego siebie, a mówiąc inaczej, zdolność słuchania Boga, który nieustannie chce przemawiać i nie milknie w swoim Kościele i nie milknie w swoim Słowie. A odpowiedź? Jeśli się powiedziało w wierze "A", to nie można zatrzymać się na "B", tylko trzeba wytrwale i konsekwentnie zmierzać do "Z" jakkolwiek byłoby to trudne i wymagające. Wszak nie idziemy sami, a wiara i jej wymagania nie są naszym wymysłem. Opierając się na Jezusie z zaskoczeniem stwierdzimy, że minęliśmy już "X, Y"... i będzie można z ufnością umierać. Aby żyć na wieki...