Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

ZwiastowaniA...

2012-03-26

Mili Moi...

Normalnie wypadłem z rytmu... Wczoraj rozpocząłem ostatnią serię rekolekcji w parafii Matki Boskiej Częstochowskiej. Ponad miesiąc minął od mojego przyjazdu i wszystkie dotychczasowe rekolekcje były dość oszczędne w ilość spotkań. A wczoraj... Cztery Msze Święte w parafii i piąta u sióstr pasjonistek. No w polskich warunkach to żaden rekord i nawet bym nie śmiał o tym wspominać. Ale tu.. Tak odwykłem od intensywnych działań, że wczoraj wieczorem byłem nieżywy i nie wiedziałem jak się nazywam. Obejrzałem Wiadomości (pierwszy raz od kilku tygodni:) i padłem nosem w poduszkę. Nie miałem nawet sił, żeby cokolwiek tu zapisać. Zresztą akcja była w ciągu dnia tak wartka, że kiedy wreszcie mogłem zasiąść na chwilę do komputera, to w Polsce było już po północy. Przesunęliście zresztą zegary w kraju i znów między nami a wami zionie przepaść sześciogodzinna:)

Dziś Zwiastowanie. Najpierw to przez duże "Z". Próbuję sobie wyobrazić Maryję i Jej serce, które zaczyna bić w przyspieszonym tempie. Myślę, że tak właśnie było. Zawsze chyba tak jest, kiedy człowiek słyszy o czymś, co go przerasta, a co przy tym jest tak niezwykłe, że w głowie pomieścić się nie może. Mało tego - jest fascynujące i ekscytujące... Myślę, że serce Maryi załopotało niczym "drżący słowik w garści". Widzę ją, jak próbuje uspokoić oddech, widzę, jak pierwszy lęk i napięcie ustępuje fali gorąca, która rozlewa się po całym ciele, kiedy człowiek już wie, że bać się nie musi, ale ciągle nie dowierza i emocje powoli ustępują... Widzę Jej rumieniec, który wskazuje na intensywne krążenie krwi w organizmie, a co za tym idzie na dotlenienie mózgu, który za chwilę zderzy się z tajemnicą, ale będzie musiał ją w jakiś sposób ogarnąć. Jak wielki znak zapytania, jak wielkie wyczekiwanie w Maryi na to, co się ma stać...

I dokonuje się spotkanie łaski z człowieczą naturą, która okazuje się zdolna do rzeczy nadzwyczajnych. Kiedyś był taki program w telewizji: "Zwyczajni - niezwyczajni". Maryja jest chyba najbardziej "zwyczajną - niezwyczajną" osobą, jaką znam. W tak niezwykłych okolicznościach decyduje się zaufać i przyjąć. Tak, "przyjęcie" to jest słowo, które jakoś szczególnie dziś za mną chodzi. Jezus, który pragnie być przyjęty przez Jej matczyne łono, znajduje w nim dom, dom, który wydaje się być najbezpieczniejszym domem pod słońcem...

Dziś okazuje się jednak, że wcale tak nie jest, że matczyne łono może być miejscem równie niebezpiecznym dla bezbronego człowieka, jak czteropasmowa autostrada, przy czym na tak ruchliwej ulicy dochodzi zwykle do wypadków, rzadziej do mordów... Podczas, gdy dziś wiele matek zamienia się w grobowce. Dokonuje się mordów w majestacie prawa... Mord zwany aborcją, który w efekcie nie prowadzi do tego, że kobieta nie będzie matką, ale czyni ją matką nieżywego dziecka, zamordowanego dziecka, czasem na jej własne życzenie... Nie zacierając proporcji i nie myląc katów z ofiarami mam w sercu dużo współczucia... do jednych i drugich. A tak wielu morderców już na swoich drogach spotkałem... tak wielu... Jak dotąd żałujących, smutnych i zbolałych... nawracających się... I za każdą nawróconą matkę zabitego dziecka, za każdą, która zrozumiała ogrom i szczególną perfidię tej zbrodni dokonanej na niewinnym człowieku, dziś z całego serca Panu Bogu dziękuję i proszę Go o uzdrowienie ich matczynych serc...

Zwolennikami aborcji są TYLKO ci, którzy mieli szczęście się urodzić... Piszę o tym, bo dziś moja myśl krąży wokół gromadki "moich dzieci". W tej chwili już dwunaste mam w duchowej adopcji i żywię szczerą nadzieję, że i to zostanie przyjęte przez swoich rodziców. Modlę się o to dnia każdego... Myślę dziś o tych, które się urodziły. Wyobrażam sobie gdzie żyją, co teraz robią... Ufam, że Pan nadal się o nie troszczy i ze wzruszeniem myślę o chwili spotkania z nimi w niebie... Wierzę, że Bóg pozwoli im mnie rozpoznać i że tam dane mi będzie usłyszeć po raz pierwszy i jedyny to piękne słowo "tato"... Może któreś z nich uzna nawet za słuszne rzucić mi się na szyję, przytulić i powiedzieć - żyłem także dzięki twojej modlitwie... Czekam na tę chwilę...

A dziś jeszcze zwiastowanie przez małe "z"... Otóż zwiastowano nam, że mamy nowego Ojca Prowicjała, którego wybraliśmy w głosowaniu powszechnym, a którym został o. Jan Maciejowski, proboszcz z Gdyni, pod rządami którego dane mi było odkrywać moje kapłaństwo i który w wiele jego tajemnic mnie wprowadził. Pierwszy rok mojej pracy kapłańskiej to była właśnie Gdynia, a obecny nasz Prowincjał był moim przełożonym. Niech Pan mu okaże dużo miłości i prowadzi go po niełatwych drogach kierowania tym statkiem, któremu na imię "nasza Prowincja":)