Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

prawda jedyna...

2012-03-21

Mili Moi...

Trwają rekolekcje w Misji św. Wojciecha i św. Maksymiliana. Rzeczywiście jest to najmłodsza wiekowo wspólnota i najliczniejsza zarazem, spośród innych, montrealskich wspólnot polonijnych. Dobrze się do nich mówi. Reaguję i słuchają, a to zawsze radość dla kaznodziei. Pojawiają się też głosy odzewu, a zwłaszcza w konfesjonale, co cieszy najbardziej. Cudownie jest usłyszeć - ponieważ powiedział ojciec to i to, to ja sobie przemyślałem i... W takich chwilach z cała mocą doświadczam jak żywe i skuteczne jest Słowo. Wczorajszy wieczór był naprawdę intensywny. Ponieważ w minione dni nie sprawowałem Eucharystii, głównie oddając się spowiadaniu, a dziś mam Eucharystię sprawować, to wczoraj bracia ogłosili, że "misjonarz" (tak mnie tu wszyscy nazywają:) będzie już trudno dostępny. Zaowocowało to taką ilością spowiedzi, że wróciliśmy do domu prawie o 22.00. Dziś już kończymy po to, żeby jutro rozpocząć w małej polonijnej wspólnotce przy francuskojęzycznej parafii św. Antonina.

Dziś w moich wędrówkach zaszedłem do miejsca, w którym znajduje się ogromny szpital żydowski (General Jewish Hospital). Z opowieści braci wiem, że w szabat kursuje tam winda, która zatrzymuje się na każdym piętrze, zwalniając pobożnego żyda z obowiązku wybierania piętra i wciskania guzika... Pomyślałem dziś o tym, kiedy mijałem to miejsce, również w kontekście dzisiejszego i wczorajszego Słowa.

Ileż to rzeczy ludzie robią, a od ilu się powstrzymują, sądząc, że właśnie taka, a nie inna postawa zaskarbi im Bożą miłość, przychylność, błogosławieństwo. Jak wiele jest w nas prób zapracowywania sobie na Jego miłość poprzez nasze dobre postępowanie. Wydaje się czasem, że tylko to, co ja robię jest słuszne, tylko moje formy pobożności są Panu Bogu miłe, a inni to mają jakieś takie dziwne zwyczaje, albo nie robią nic, żeby Pan Bóg był zadowolony...

Jak bardzo współczuję takim ludziom. I to tak naprawdę szczerze, bez cienia pogardy, czy ironii. Duża praca, której Pan się nie domaga i która nie ma nic wspólnego z poziomem Jego serdecznej miłości wobec nas. Ta miłość jest cudowna i dziś znów przez Izajasza słyszymy zapewnienie o niej... Czyż może zapomnieć Bóg o swoich dzieciach? Czy może przestać kochać? Czy może swoją miłość uzależnić od ludzkiego stroju, przejścia odpowiedniej ilości kroków w szabat, przyciśnięcia guzika w windzie? Czy będzie kochał bardziej, im mniej będzie w człowieku niedoskonałości i braków? Absolutnie... Nie może kochać bardziej... Tak bardzo kocha, że żadna niedoskonałość od tej miłości odwieść Go nie może. Moja percepcja, moja otwartość, moje przyjmowanie... O tak, to już jest zależne od moich wysiłków, ale z pewnością nie Jego miłość...

Kto słucha Słowa... i wierzy... ten nie idzie na sąd. Kto słucha Slowa i wierzy, tak kształtuje swoje życie, że w sprawach, które od niego są zależne idzie za Jezusem, wiernie i odważnie... Chcę dziś mówić o tym prawie Jezusa, które sprawia, że jesteśmy Jego własnością, należymy do Niego, a On jak nikt inny szanuje swoją własność i nie "używa jej" wbrew niej samej, wbrew jej przeznaczeniu... Zanurzyć się w Jego obecności, wyznać ustami wiarę, którą potwierdzać musi rzecz jasna działanie i praktyka życia, czyli tak naprawdę pozwolić się przebóstwić, pozwolić łasce rozkwitnąć wewnątrz, objawić światu co znaczy być człowiekiem. I to wszystko On może uczynić, w życiu tych, którzy tego zapragną... Cudowna rzecz. Bez zasługiwania, bez płacenia, bez ciągłego niepokoju, że mógłbym dać Mu za mało... Jeśli daję wszystko, to nie ma takiej obawy:)

Dziś ktoś mnie zapytał - dlaczego chodzisz w habicie do miasta? Przecież dla tych ludzi to nic nie znaczy, dla nich ten znak habitu jest już zupełnie nieczytelny, przecież spotykasz się z zupełną obojętnością... Ale dla mnie ten znak jest wciąż czytelny. To mnie nie wolno zapomnieć o tym, kim ja jestem pośród tłumu. To ja musze sobie nieustannie przypominać po co jestem i w jakim celu przysyła mnie tu Jezus. A jeśli w kimś wzbudzi to jakiekolwiek pytanie, nawet najmniejszą refleksję... Dlatego chylę czoła przed żydami i ich żonami, których bardzo wyraźnie można odróżnić od innych; przed muzułmankami, których nawet czterdziestostopniowe upały nie rozdziewają z ich chust; przed hindusami, którzy w turbanach są zawsze i wszędzie. Bo tożsamość wyrażająca się na zewnątrz, jest umocnieniem dla tej skrywanej wewnątrz. A znak wskazuje na to, co za nim się ukrywa... A miłość Boga podtrzymuje w istnieniu i habiciastych i pejsiastych, i turbaniastych i wszelkich innych... A każdy z nich wezwany jest do jej odkrywania i zachwytu nad nią... A jak już zachwyci się miłością, to bardzo blisko mu do prawdy, która jest jedyna, a jest nią Jezus Chrystus...