Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

święty Józefie, patronie nasz...

2012-03-19

Mili Moi...

Dzisiejszy poranek spędziłem w Oratorium św. Józefa (na zdjęciu), które znajduje się na odległość jednego Różańca od klasztoru, w którym obecnie mieszkam. Bardzo się z tego cieszę, bo zamierzam tam bywać codziennie, choćby po to, żeby popatrzeć na żywy Kościół, którego obraz tam doskonale widać... Naprawdę byłem dziś zafascynowany ilością ludzi, których tam zobaczyłem... Pogrążeni w modlitwie, w skupieniu. I próżno sądzić, że to tylko sędziwi ludzie, którzy z czasem nie mają co robić... Otóż nie... Spotkałem wielu młodych ludzi, o różnych kolorach skóry... Już na wysokich schodach wiodących do sanktuarium, po których wielu ludzi wspina się na klęczkach, spotkałem młodych chłopców, klęczących na stopniach z twarzami, które promieniały modlitwą... Wewnątrz było podobnie - wiele młodych małżeństw z wózkami, wielu ludzi w kolejkach do konfesjonałów, dziesiątki niepełnosprawnych (Józef chyba specjalizuje się w uzdrowieniach nóg - nigdzie dotąd nie widziałem tylu kul i lasek pozostawionych jako wota). Powiem szczerze, że ten obraz żarliwego, modlącego się tłumu głeboko mnie poruszył...

Sam siadłem przed św. Józefem, prosząc go o wstawiennictwo przed Panem, aby On objawił mi co mam czynić... Idą zmiany, zbliża się kapituła... Pragnę jak najlepiej rozeznać, czego Pan chce ode mnie na najbliższy czas. Modliłem się o Ducha dla przełożonych, którzy będa o mnie decydowali... Patrzyłem na ludzi i... żaliłem się św. Józefowi... Na co? Na to, że mam taki kiepski łeb do języków... Mówiłem mu - Józefie, ilu tu jest ludzi, którzy chętnie posłuchaliby o Jezusie; jak bardzo chciałbym im coś powiedzieć, a nie umiem... Jak bardzo chciałbym niejeden raz zatrzymać się przy kimś, pobłogosławić (kulejąca dziwczynka, kobieta w ciąży, mężczyzna pochylony), a nie umiem... Oczywiście w sercu tak... Może nawet po polsku, gdybym się zatrzymał i zaproponował... Ale jak dobrze móc się zwrócić do człowieka w jego własnym języku... Zamiast tego mogłem jedynie opowiedzieć im o Jezusie moim habitem, który nawet bywał rozpoznawany (słyszałem za sobą nie jeden raz - franciscan, franciscan...)

Patrzyłem na Józefa i myślałem sobie o potędze miłości... To jest przewodni temat mojego głoszenia zawsze i wszędzie. Także tu, w Kanadzie... Jak on musiał bardzo kochać Maryję. Jak bardzo musiał kochać Boga. Jak bardzo sam musiał czuć się kochanym, skoro zdecydował się na taką ofiarę. To była prawdziwa ofiara z życia... Bo mógł pędzić spokojny żywot człowieka poczciwego... A łaska Boża zaprosiła go do uczestnictwa w nieprawdopodobnym dynamizmie, choć wyznaczyła mu miejsce w cieniu... Od czasu do czasu (moim zdaniem stanowczo za rzadko) z tego cienia jest wydobywany, odkurzany i ukazywany jako wzór... Właściwie trudno mi sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek słyszal o św. Józefie poza dniem jego święta... Taki cichy kochający, taki cichy ukochany...

Jak bardzo musiała go podziwiać Maryja, jakim musiała go otaczać szacunkiem. Czlowieka, który jej uwierzył, człowieka, który ostawił wszystko na wolę Bożą, człowieka, który mimo nieprawdopodobnej historii, którą usłyszal, zdecydował się trwać i kroczyć dalej po tej cichej ścieżce... Z jednej strony pytania o jego rolę jako mężczyzny, jako męża, jako ojca, z drugiej zapewnienie Boga o szczególnej opatrzności nad Józefem i jego rodziną... Dla mnie to jakaś wielka tajemnica pokory tego człowieka. Tajemnica szacunku do rzeczy większych od niego, których on nie rozumie, ale w których ma uczestniczyć...

Józef to dla mnie swoisty "heros" również dla życia konsekrowanego... Zwykły człowiek z wszystkimi popędami natury, co więcej, uczciwie ożeniony po to, aby owe popędy realizować, jest w stanie odsunąć siebie i swoje potrzeby na bok, jest w stanie złożyć z nich ofiarę... Jak bardzo chciałbym, żeby Józef przemówil do wszystkich tych, którzy twierdzą, że życie zakonne jest dziś niemożliwe, że celibat jest niemożliwy, że czystość to przeżytek, że seksualność domaga się realizacji niczym potrzeba jedzenia i spania... Józef mistrz czystego życia, świętego bo przenikniętego miłością... Miłość, miłość, miłość... To słowo mnie urzeka, fascynuje, pociąga...

Wczoraj mówiłem o miłości... Długo mówiłem (nigdy nie mówię krótko). Ale na koniec mszy powiedziałem, że tak długo będzie codziennie, nie zamierzam nikogo oszukiwać, więc jeśli ktoś jest w stanie to znieść, to jest szczerze zaproszony... Pod drzwiami podszedł do mnie czlowiek i stwierdził, że jeszcze nie spotkał na kanadyjsiej ziemi księdza, który by nie przepraszał, że było za długo, i że jemu się podoba i zamierza przychodzić... Ktoś drugi podszedł i mówił, że modlił się, żebym jeszcze nie kończył mówić, żebym mówił jeszcze dłużej (a to z kolei nowina dla mnie samego), wiele innych osób twierdziło potem, na sali (zwyczaj kaweczki parafialnej po mszy), że mogliby słuchać godzinami... Tak wielkie jest pragnienie miłości w nas... Ja o miłości też mógłbym słuchać godzinami... Siewca wyszedł siać... Oby ziarno trafiało na glebę żyzną... Modlę się o to dnia każdego...

A wczoraj wieczorem miałem jeszcze spotkanie z młodzieżową grupą "Betania". Kilka zaledwie osób, ale pośpiewaliśmy, podzieliliśmy sie obserwacjami na temat współczesności, oświetliliśmy wszystko Słowem Bożym, pomodliliśmy się... Nadzieja... Nasz Kościół żyje... Bo Jezus żyje... i KOCHA!!!