Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Miłość nie jest kochana...

2012-03-17

Mili Moi...

Wczoraj, po skupieniu poprowadzonym dla sióstr pasjonistek, poszedłem sobie na długi spacer ulicami Montrealu, chcąc nade wszystko uwiecznić na zdjęciach... kościoły. Jest ich tu nieprawdopodobnie dużo. Oczywiście dziś należą do różnych wspólnot chrześcijańskich i niechrześcijańskich. Na ulicy St. Urbain, przy której stoi nasz klasztor są kościoły co 150 metrów - nasz, grecki, buddystów, zielonoświątkowców... Do wyboru, do koloru... Pomysłowość ludu nie ma granic...

Nasza parafia znajduje się na terenie dzielniicy żydowskiej, więc miałem nadzieję, że uda mi się również uchwycić w kadrze żydów, którzy w swoich strojach, ze swym charakterystycznym wyglądem, bardzo często pojawiają się na ulicach. Wczoraj niestety nie spotkałem żadnego... Ale za to dziś rano, jadąc do naszej następnej parafii, z okien samochodu mogłem podziwiać całe tłumy mężczyzn zdążających do synagogi. Starzy i młodzi... mali chłopcy prowadzeni przez swoich ojców za rękę, szale modlitewne przewieszone przez ramię... Dostojeństwo i skupienie... Żydzi wyłaniający się z porannej mgły (jest dziś straszna mgła)... Przyznam szczerze, że wyobraziłem sobie, że podobnie musiała wyglądać na przykład przedwojenna Warszawa w Szabat o poranku...

Piękny obraz wierności tradycji religijnej, w którą są wprowadzane kolejne pokolenia. Życie w diasporze, w rozproszeniu nauczyło żydów dbałości o to, co dla nich, czy dla ich ojców było święte. I ta rola ojców w przekazie wiary... Mężczyźni, którzy się modlą, mężczyźni, którzy kształtują kolejne pokolenia modlących się mężczyzn. Ile moglibyśmy się od nich nauczyć...

Ten poranny obraz bardzo mocno związał mi się z dzisiejszą Ewangelią, z faryzeuszem i celnikiem, którzy stanęli przed Bogiem, aby się modlić... Daleki jestem od tłumaczenia i obrony postawy faryzejskiej, ale próbowałem dziś zrozumieć niechęć, którą żywi faryzeusz do celnika... Celnicy wywodzili się spośród żydów. Byli ich rodakami, którzy współpracowali z wrogiem. Stawali się często narzędziem ucisku w rękach okupanta. Sami przy tym zyskiwali... Żydzi żyli w stanie wojny z Rzymianami... a celnicy byli zdrajcami. W chwilach takich spotkań, jak to opisane dziś, smutek bardzo łatwo przeradzał się w gniew, a poczucie wierności zasadom moralnym zdawało się dawać pierwszeństwo chociaż przed Bogiem, który przecież czczony jest jako sprawiedliwy...

A zatem faryzeusz rozumuje całkiem zdroworozsądkowo. Oczekuje, że najpierw on będzie wysłuchany, przypomina swoje zasługi, może także swoje uciemiężenie i to właśnie z ręki takich jak ten oto celnik, zdzierca i oszust... Czyż Bóg mógłby go nie wysłuchać, czyż mógłby go zlekceważyć... Przecież on w codzienności płaci znaczną cenę za przywilej bycia wiernym. Bóg musi na to wejrzeć... Z takimi zaś jak ten tam, przy drzwiach... nie powinien wcale rozmawiać. Dopóki się szczerze nie nawrócą....

I to jest ten krytyczny punkt... Faryzeusz nie zauważył (bo i zauważyć nie mógł), że celnik jest tam właśnie dlatego, że się nawraca. Kiedy staje przed Bogiem, nie ma w nim nic z tego, o co zwykle oskarżano celników. Staje w pokorze, uważając siebie za ostatniego łajdaka... Zawsze mnie zastanawiało, czy gdyby faryzeusz znał serce celnika, to myślałby o nim inaczej... I mam szczerą wątpliwość... Po pierwsze przewidywałbym podejrzliwość i nieufność. Po wtóre niedowierzanie. Dalej rozczarowanie, a może i gniew połączony z agresją... Zemsta? Kara? Upokorzenie?

A może nie... Może radość z odzyskanego brata... Nie... Chyba nie... Chciałem napisać, że żydzi i wszyscy inni mogliby się tego nauczyć od nas, że my, którzy żyjemy Ewangelią moglibyśmy wszystkim pokazać, jak traktuje się grzeszników... Ale zawstydziłem się... Bo nie wiem, czy mamy prawo pretendować do bycia nauczycielami. Nie wiem czy my sami odkryliśmy piękno Ewangelii, która jest Dobrą Nowiną dla grzeszników, czy może nadal jesteśmy oślepieni swoim własnym blaskiem, który nie pozwala nam dostrzec nikogo innego, poza sobą samym.

Zawstydza mnie dzisiaj Pan, który patrzy na serce. Pan, któremu niewiele trzeba, żeby przybyć z cała potęgą swojej miłości. Moja miłośc natomiast, niczym wielki silnik napędzany mazutem - potrzebuje bardzo wiele czasu, żeby się uruchomić, a jak już zacznie działać, to domaga się ciągle paliwa, domaga się ciągle motywów, spełnienia konkretnych warunków, zasłużenia... Dlatego głównym przesłaniem moich rekolekcji tutaj jest mówienie o bezinteresownej, nadzwyczajnej, cudownej miłości Boga... Mówię do nich, mówię do siebie... Jeśli w to uwierzę (uwierzymy) to będę w stanie wysiąść z samochodu i ucałować każdego zmierzającego do synagogi żyda, jako brata danego mi z tego samego Ojca, będę w stanie spojrzeć z ufnością w oczy muzułmanina, będę umiał szanować buddystę, świadka Jehowy i każdego innego brata, choćby nie wiem jak poważnie zbłądził... Miłość wskaże mi do niego drogę...