Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

naucz mnie...

2012-03-13

Mili Moi…

Głoszę rekolekcje w parafii św. Michała Archanioła i jak niemal w każdej z montrealskich parafii, mam sporo czasu wolnego. Tu być może jest to spotęgowane faktem, że wszyscy bracia duszpasterze miejscowi są znacznie, ale to znacznie starsi ode mnie, co pewnie sprawia, że nie spędzamy całych dni na radosnych pogawędkach.

Ale może dzięki temu wziąłem się z coś, co z pewnością zaczęło powoli spędzać sen z moich powiek, a mianowicie za napisanie sprawozdania na Kapitułę Prowincjalną z mojej czteroletniej działalności jako duszpasterza powołań. Każdy, kto kiedykolwiek musiał coś takiego uczynić, doskonale wie, że najtrudniej… zacząć. Potem już jakoś się pisze… Termin mam do 30 marca, więc nie jest jeszcze tak całkiem dramatycznie, ale cieszę się, że właśnie się za to zabrałem i dziś powinienem nawet ukończyć.

 

Ale to dziś. A wczoraj… Przypomniałem sobie, że kilka osób polecało mi film o Klarze i Franciszku, który jakiś czas temu był emitowany we włoskiej telewizji. A jako, że jestem od wielu lat pasjonatem Świętego Ojca i chętnie czytam i oglądam wszystko, co o nim, to stwierdziłem, że Świat według Kiepskich może poczekać, a ja zabieram się za wspomniany film, który na YT jest podzielony na 21 odcinków.

 

Przyznam, że pierwsze z nich mnie rozczarowały, bo moim zdaniem na zagajenie całej sytuacji poświęcono zbyt wiele czasu, ale potem… Przerwałem oglądanie po 14 odcinku i poszedłem do kościoła. Spędziłem tak ponad dwie godziny… Naprawdę byłem wstrząśnięty. Nie robiłem właściwie nic innego, tylko przepraszałem Jezusa, że tak daleko odeszliśmy jako duchowi synowie Biedaczyny od ideału, który przed nami zakreślił. A każde spojrzenie na kościół, w którym się akurat znajdowałem, wielki i piękny (około 1000 miejsc siedzących), który z pewnością nie przypomina w niczym Porcjunkuli, wzbudzało we mnie jeszcze większy smutek. Nie pamiętam już, kiedy wylałem tyle łez, ile wczoraj. I nie wstydzę się tego ani trochę, bo jestem przekonany, że to wielki dar Boży – móc zapłakać nad swoją słabością. A to właśnie ona stała mi ciągle przed oczami. Bo co stoi na przeszkodzie, abym to ja był skrajnie ubogi, w czym problem, żebym to ja całkowicie podporządkował się Ewangelii, a moje życie stało się jedną wielką pieśnią zwiastującą Dobrą Nowinę…

 

Tymczasem ja wciąż „na pół gwizdka”, wciąż pełen zabezpieczeń, wciąż bardziej skupiony na sobie i swoich marzeniach i oczekiwaniach, wciąż nie zaangażowany na sto procent… Dawno już nie było mi tak wstyd wobec Franciszka. Ale dawno też nie odczuwałem już tak głębokiego pragnienia, żeby przylgnąć do Franciszkowego widzenia świata, żeby wejść głębiej w jego ducha, żeby lepiej go rozumieć…

 

Pierwszy też raz od dawna poczułem się zmęczony moim przeciętniactwem w naśladowaniu Franciszka, przeciętniactwem, które zabija wolność… Dlaczego? Cóż, kiedy wstępowałem do zakony czułem się niezwykle wolny wewnętrznie. Mój dobytek mieścił się w kilku kartonach, a jedyne marzenia dotyczyły tego, żeby całe życie spędzić blisko Boga i w Jego służbie… Dziś stałem się „bogatszy”. Przybyło mi kilka koszul, setki książek, a moja wolność, niczym kołdra,  stała się za krótka. Odpowiedzialność za wielu sprawiła, że trochę zapomniałem chyba o odpowiedzialności za siebie, za moje naśladowanie Chrystusa, za moje naśladowanie św. Franciszka… Przeciętniactwo, które niszczy wolność wewnętrzną i pokój… A jeśli nie ma pokoju, to co można zanieść temu skołatanemu i pogubionemu światu?

 

Myślę, że autorom filmu udało się uchwycić wiele „kwestii franciszkańskich” w sposób niezwykle wyrazisty. Inne znów ukazali w sposób bardzo czuły i delikatny. Pokazali zwłaszcza dylematy świętej Klary, dzięki której widać, że poszukiwanie woli Bożej, to nie dziecinna igraszka, ale dynamiczny trud, który kosztuje wiele i naraża na niezrozumienie nawet wśród najbliższych… Dzięki tym dwojgu widać też jak radykalizm i zdecydowanie w sprawach Jezusa, zdobywa dla Niego serca innych…

Wieczorem skończyłem oglądać film. Ale nie przestałem sobie zadawać pytania – czego chcesz ode mnie Panie? Czego chcesz ode mnie, franciszkanina żyjącego w XXI wieku, a obecnie stąpającego po ziemi kanadyjskiej? Pokaż mi Franciszka i naucz mnie iść… Iść ku ostatniemu miejscu, a którego już nie będę nigdy uciekał; iść ku umiłowaniu Pani Biedy, która będzie dla mnie cenna, niczym woda i chleb; iść ku całkowitemu posłuszeństwu, pokorze, prostocie, które wciąż jawią mi się jako obce planety; iść ku braterstwu zbudowanemu na gorliwej tęsknocie za naśladowaniem Jezusa, które jest skłonne nieustannie przebaczać; iść ku zrozumieniu, że „wszyscy jesteśmy trędowaci... nawet jeśli chowamy nasze rany pod najpiękniejszymi ubraniami i nawzajem się oszukujemy, aby próbować przekonywać się, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi, a tak bardzo zapominamy o jedynej prawdziwej racji, dzięki której mamy być szczęśliwi... że Bóg nas kocha, mimo ran, które chowamy...”; iść ze słowami Klary – idź Franciszku… i nie oglądaj się za siebie…

 

http://www.youtube.com/watch?v=dsU5MT4Q_Ok&feature=related