Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

kochaj Montreal... i znajdź tu choć garstkę sprawiedliwych...

2012-03-09

Mili Moi...

W srodę zakończyłem rekolekcje w parafii Św. Trójcy, co oznacza, że mam kilka dni wolnych do rozpoczęcia następnej serii, tym razem w prarafii św. Michała Archanioła. Wykorzystuję ten czas na szwendanie się po centrum tego wielkiego miasta. Odwiedziłem już trzy wielkie bazyliki - Matki Bożej Królowej Świata, św. Patryka oraz bazylikę Notre Damme. Zdjęcia zamieszczę pewnie po powrocie, na razie na bieżąco dodaję je na Facebooku.

Oczywiście moje eskapady są związane z modlitwą za to miasto. Łażę rzecz jasna w habicie i zastanawiam się czy Jonasz, kiedy wchdził do Niniwy miał podobne odczucia do moich, kiedy chodzę po tym wielkim mieście. To, co jakoś szczególnie uderza, to... obojętność. I ja nie mówię już o tym, żeby ktokolwiek mnie zauważał, pozdrowił serdecznie, czy pochwalił Pana Jezusa, nie... Chodzi raczej o jakąś taką ogólną atmosferę obojętności. Ludzie chodzą jak roboty, zaprogramowane na osiąganie celów, wszyscy są włączeni w nieprawdopodobny zamęt, hałas, pęd... Czasem mam ochotę stanąc i krzyknąć - ludzie, dokąd wy tak wszyscy pędzicie?

Dziś poszedłem na ulicę (nomen omen) św. Katarzyny. Znałem ją już z poprzedniej wizyty. Poszedłem sprawdzić co się zmieniło... Niewiele... Ulica pełna kin erotycznych, sex shopów, domów publicznych, klubów... W jednej części ulicy większość lokali adresowana do osób homoseksualnych. Odważyłem się tam pójść zimą. Jest tam nieco spokojniej. O tym, co działo się tam latem, podczas mojej poprzedniej wizyty w Montrealu nie chcę nawet wspominać. Trzeba było wręcz walczyć z naganiaczami, którzy wciągali na siłe do domów publicznych...

Miasto, w którym niemal każda ulica nosi imię jakiegoś świętego. Miasto, w którym, o ironio, kościół znajduje się niemal na każdym rogu. Miasto, które mówi Bogu nie... Jakoś szczególnie myślałem o tym dziś, kiedy to Jezus opowiada przypowieść o rolnikach, którzy przywłaszczają sobie winnice, która do nich nie należy, ale którą otrzymują od Pana. Jak bardzo trzeba być zaślepionym żądzą posiadania i życia po swojemu, żeby wejśc w taką niewdzięczność, w tak wielką niegodziwość. Ciężko mi myśleć o nich ze spokojem. Jeszcze trudniej mi umieścić samego siebie pomiędzy nimi. A przecież z pewnością i ja miewam chwile działania podobnego do owych "zaradnych" rolników...

Co więcej, z jaką łatwością przychodzi mi żądać sprawiedliwości dla niegodziwców. Podobnie jak faryzeusze mam znakomite wyczucie sprawiedliwości jeśli chodzi o nnych, ale już znacznie słabsze, jeśli chodzi o mnie samego. Sobie chętnie przyznaję prawo do miłosierdzia... Myślę sobie dziś o miłosierdziu wobec mieszkańców Montrealu... Tak wielu z nich, podobnie jak mieszkańcy Niniwy, nie odróżnia swojej lewej ręki od prawej, nie ma pojęcia o dobroci i miłosierdziu Boga, a tak wielu z nich uwierzyło, że można Go przepędzić i zawłaszczyć sobie to, co należy do Niego...

Dziś piątek... Kiedy tak szedłem odmawiając Różaniec, widziałem oczami duszy Jezusa biczowanego, koronowanego cierniem, krzyżowanego, właśnie dla nich, dla tych ludzi, którzy zewsząd mnie otaczali i patrzyli na mnie zupełnie niewidzącymi oczami... O ile w Iralndii, nawet dla niewierzących, ksiądz jest jakimś elementem krajobrazu, który często skłania do machnięcia ręką i przyjaznego "hallo father", o tyle tutaj mój widok nie wzbudza większej emocji, niż widok rowera przykutego łańcuchem do słupa... A przecież Jezus dla nich... dla nich także... umarł i zmartwychwstał... Oni muszą o tym usłyszeć, oni powinni to zobaczyć... Jestem tu już prawie trzy tygodnie, ale jeszcze ani razu nie zobaczyłem tu na ulicy księdza, czy siostry zakonnej. A łażę dużo... Ani razu...

Jałowa ziemia... Czy przyjdzie Pan i nędzników marnie wytraci, jak sugerują sprawiedliwi? Mam nadzieję, że zdecyduje się posłać jeszcze całe zastępy swoich sług, którzy będą próbowali w nowy sposób, z nowym zapałem, nowymi środkami i metodami głosić miłość Boga do człowieka. Miłość, która nigdy się nie zniechęca, nigdy nie rezygnuje i nigdy się nie kończy... Jezu, kochaj Montreal... i znajdź tu choć garstkę sprawiedliwych...