Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

słońce dla dobrych... i dla tych, którzy wciąż mogą się dobrymi stać...

2012-03-03

Mili Moi...

Wczoraj dotarłem do Montrealu po tygodniu spędzonym w Peterborough. Bracia mnie odwieźli na dworzec, bo przyjechałem pociągiem. Nie wspominałem dotąd, że jeden z braci, sędziwy o. Jerzy, cierpi na zaburzenia pamięci. Właściwie nie wiadomo czy to Alzheimer, czy "zwykła" miażdżyca. W każdym razie wypływa z jego ust niekontrolowany ciąg słów bez żadnego ładu i składu. Ale zmierzam do tego, że byłem zbudowany troską, jaką bracia mu okazują. Bierze udział we wszystkich wydarzeniach domu, towarzyszy wszystkim wyjazdom. Naprawdę miło było popatrzeć na taki przykład braterskiego życia...

A w pociągu sympatycznie. Żeby w Polsce wszystkie takie były... No ale nie ma co marzyć. Cztery godziny minęły błyskawicznie. A na dworcu czekali bracia, którzy przyjęli mnie niezwykle serdecznie. Okazało się, że parafa św. Trójcy jest zaledwie jakieś dwa kilometry od dworca, a to właśnie tam skierowaliśmy nasze kroki. Dziś wieczorem zaczynam tu głosić. Rzecz jasna mszy będzie nieco więcej, a zatem i pracy trochę więcej, co mnie cieszy, bo zabija mnie to nieróbstwo:)

Wczoraj poprosiłem o możliwość poprowadzenia Drogi Krzyżowej, potem przewodniczyłem Mszy Świętej i poczułem się trochę jak w Elblągu. Na Mszy podobna ilość ludzi, zbliżona struktura wiekowa. Miło było popatrzeć na ludzi, którzy przed Mszą adorowali Jezusa w Najświętszym Sakramencie odmawiając Koronkę do Miłosierdzia jako wynagrodzenie za grzechy, wszak wczoraj był pierwszy piątek miesiąca. Myślę sobie, że takiego wynagrodzenia trzeba ogromnie, ogromne dużo... Ludzi zdolnych do jakiejkolwiek ofiary...

Wczorajsze i dzisiejsze Słowo wydaje się mocno restrykcyjne, a momentami nawet niesprawiedliwe z ludzkiej tylko perspektywy. No bo wczoraj dowiadujemy się, że jeśli grzesznik się nawróci, to całe jego dotychczasowe życie zdaje się nie mieć znaczenia; natomiast jeśli sprawiedliwy zbładzi... to ma być tak samo, jego dotychczasowe wysiłki nie będa wiele znaczyć. Dziś także słyszymy, że Pan sprawia wschód słońca dla sprawiedliwych i dla niesprawiedliwych... Jak więc różni się to "Boże kochanie" nas, którzy pretendujemy do miana wierzących, a tych, którzy mają Boga w ...

No własnie nie różni się... I na tym polega wielkość Bożej miłosci, którą tak trudno nam pojąć. Może dlatego, ze doskonale wiemy jak najskuteczniej ukarać drugiego człowieka, zwłaszcza bliskiego - przykręcić "kurek z miłością". To go zaboli. Bóg jest inny... Wracam z uporem maniaka do istoty naszej wiary i naszego poznania Boga. Tą istotą, jestem o tym głęboko przekonany, jest zachwyt, fascynacja, odkrycie Boga żywego... Jeśli ktoś ma takie odkrycie za sobą, to wprost niemożliwym jest, żeby z Boga zrezygnował. A jeśli to czyni, to zasługuje na miano, którego używamy wobec ludzi rezygnujących z największego dobra i szczęścia dla kilku błyskotek... Jakim słowem ich określamy? Dopowiedzcie sobie sami... Wówczas taki człowiek ponosi konsekwencje świadomej i dobrowolnej rezygnacji z Boga, konsekwencje straszliwe, ale i decyzja jest porażająca...

Kiedy zaś grzesznik i ten, który Boga nie odkrył, nawraca się, czyli odkrywa Go jako żywego, żyjącego ustawicznie dla nas, fascynuje się Nim i chłonie Go całym sobą, wówczas Bóg z wielkiej radości płynącej z odzyskania dziecka zapomina o Jego dotychczasowych błędach i upadkach, które zostają pokonane w tej chwili poznania... Po ludzku współczujemy raczej temu pierwszemu - tyle wysiłków na nic... Tak jakby owa decyzja o porzuceniu Boga była tylko jakimś błędem, potknięciem... Nie... To wolny i świadomy wybór... Dramatyczny w konsekwencjach, których uczciwy Bóg nie ukrywa... Znamy je od samego początku. Jeśli rezygnujesz z miłości, to żyjesz bez niej... a taki sposób życia nazywa się piekłem. Ono istnieje i próżno się łudzić, że jest puste...

Może więc lepiej Boga nie znać, może lepiej się do Niego nie zbliżać, a gdzieś pod koniec życia - hop... i już, wskoczyliśmy w Jego prawa... Na wyrachowanie Pan pewnie ma swoje sposoby. Ale pomijając nieuczciwość takiego sposobu myślenia, pozbawilibyśmy się nieprawdopodobnego szczęścia, które już tu na ziemi płynie z obcowania z Bogiem. Kiedy go doświadczamy okazuje się możliwe nawet miłowanie naszych nieprzyjaciół, nawet przebaczanie naszym wrogom. Możliwym okazuje się budowanie pięknego świata...

Tak bardzo bym chciał pomóc wszystkim chrześcijanom w głębszym odkrywaniu Jego miłości (licząc na to, że i mnie ktoś w tym pomoże). Tak widzę rolę kapłana we współczesnym świecie. Kiedy bowiem człowiek tą miłością się zachwyci, nie trzeba będzie palcem wskazywać co należy czynić, a czego unikać, nie trzeba będzie nieustannie tłumaczyć najbardziej podstawowych moralnych praw, bo dla człowieka, który kocha i doświadcza Bożej miłości wiele rzeczy jest tak oczywistych jak to słońce, które wstaje każdego dnia i jak deszcz, który rosi ziemię i spada na głowy tych dobrych... i tych, którzy dobrymi wciąż mogą się stać...

A na koniec zamieszcam link do rozważania Słowa na jutro... Miłego odbioru:)

http://www.youtube.com/watch?v=ByhyDfU7hQE