Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

śmierć z przejedzenia...

2012-02-28

Mili Moi...

Dni płyną powoli i nawet już zacząłem przywykać do innej strefy czasowej. Nie budzę się już o czwartej nad ranem bez możliwości ponownego zaśnięcia. Wciąż jednak senność przychodzi wcześnie. Gdzieś koło 20 odjeżdżam. Biorąc pod uwagę, że w Polsce jest sześć godzin później, to nic dziwnego. Kiedy siedem lat temu byłem tu po raz pierwszy, to znacznie łatwiej było mi się przystosować, ale może dlatego, że było to latem. Zima dodatkowo utrudnia organizmowi takie manewry...

Drugi dzień rekolekcji w Peterborough mamy za sobą. Ludzi było około 40. Nie za dużo, ale godzina 18 naszych nauk jest dla niektórych nie do przeskoczenia. Po prostu pracują. Mówili już o tym z żalem w niedzielę po mszy. Ci, którzy byli reagują bardzo sympatycznie. Po mszy odbyło się spotkanie w sali pod kościołem z okazji dzisiejszych urodzin o. Krzysztofa. Ciasto, herbatka i polskie... Happy birthday to you...

Wczoraj nawet wybrałem się na mały spacer. Żadne to przełomowe wydarzenie, może poza temperaturami na zewnątrz, które zdecydowanie do spacerowania nie zachęcają... No i przekonałem się znów, że mój angielski jest kiepściutki. Mówię do gościa w sklepie z kawką "latte", a on słyszy "black". To i tak lepiej, niż w Irlandii - tam mówiłem "latte", a babka słyszała "lotto"... Cały sklep miał ubaw - powiedziałem jej, że wiedziałem, że mój angielski jest słaby, ale nie wiedziałem, że aż tak... Nawiedziłem miejscową katedrę, strasznie brzydką nota bene. Ale młody pan z odkurzaczem życzliwie mnie zagadnął i okazało się, że mama jego żony była Polką, a on bardzo lubi polskie piwo. Rzecz jasna na jego pytanie, czy ja też lubię, wykazałem się postawą patriotyczną...

Sekretarka parafialna chciała błysnąć polskim i stwierdziła, że umie powiedzieć "sto lat". Zaleciłem, żeby poćwiczyła z czymś trudniejszym - może "wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku". Śmiała się przez 15 minut... Szefowa komitetu parafialnego znalazła się przypadkowo na polskiej mszy w niedzielę, na której śpiewałem pieśń "O Jezu, Boże utajony" - generalnie mówiącą o Miłosierdziu Bożym... Wczoraj owa Elizabeth mnie zaczepiła i spytała, czy to była pieśń o umieraniu, bo ona rzecz jasna nie zrozumiała słów, ale zamknęła oczy i tak sobie wyobraziła... Aaaaaaaaa... Nie kochaniutka... pieśń była jak najbardziej o życiu:)

No ale poza humorem kanadyjskim jest jeszcze Słowo, które cały czas nas wprowadza w praktykę postu ukazując niejako te jego najmilsze Bogu formy. Wczoraj o miłosierdziu wobec człowieka, dziś o modlitwie, która ma być prosta, ale sercem zwrócona ku Bogu... Doskonale rozumiał to św. Franciszek, który braciom nie umiejącym czytać zalecał odmawianie określonej liczby "Ojcze nasz" dziennie, bo w tej modlitwie streszczają się najważniejsze tematy ludzkiego życia. Wczoraj o modlitwie mówiłem katechezę. Dziś zakończymy tematem radykalizmu chrześcijańskiego... Tylko człowiek umocniony Słowem i modlitwą może być do niego zdolny, dlatego też wybrałem taką kolejność tematów.

Tak bardzo staram się uzmysłowić innym i sobie, że nasza modlitwa może być czymś nieskończenie prostym, może stać się prawdziwym oddechem duszy, może nas wypełnić i trwać w nas nieustannie. Wiele rzeczy bardziej przeczuwam, niż już ich doświadczam, dlatego być może nie wszystko łatwo ubrać w słowa, ale wiem wewnętrznie, że to jest możliwe i czasem mam takie przebłyski tego nawiedzania duszy przez łaskę. Nieprawdopodobnie dużo radości pojawia się wraz z ową łaską. Wtedy nie dbam o to, czy jestem na ulicy, czy w samotności, po prostu śpiewam, bo ta łaska przelewa się z serca... To są szczególne momenty, one również związane są z uczuciami. Ale modlitwa jest jeszcze czymś więcej. Ona jest moją decyzją, ona jest pamięcią na obecność Bożą, ona jest umiłowaniem...

Chciałbym powiedzieć tak dużo, a język się temu pragnieniu nie poddaje. W każdym razie moje dążenie związane jest z tym, żeby wyprowadzać ludzi poza "pacierz". On jest oczywiście dobrą praktyką, ale to tylko część modlitwy. Nasza modlitwa nie może się w nim zamykać, bo wówczas utknęlibyśmy na poziomie siedmiolatków. Nasza modlitwa musi rosnąć razem z nami, dojrzewać, stawać się powoli sercem naszego życia... Czy to owocuje dewocją, która zamyka na ludzi i na liczne życiowe tematy? Nic bardziej błędnego!!! Jeśli modlitwa wpada w dewocję, która oddziela od drugich, udziwnia, czy wchodzi w teatralność... to już po niej. Wtedy to nie modlitwa. Gra... Aktorstwo... A widzów ostatecznie brak...

Prawdziwa modlitwa odsyła do człowieka i tu miejsce na miłosierdzie... Zdałem sobie sprawę wczoraj na nowo, że Jezus nauczała, ale głodnymi nie odsyłał. Muszę to sobie mocno wziąć do serca, żeby nie przeakcentować tylko jednego tematu, przy zaniedbaniu innych, ważnych. Głodny żołądek nie ma uszu... Wiedzą o tym misjonarze, którzy najpierw karmią i leczą, aby móc owocnie głosić Słowo... Ale takie miejsca jak Kanada przekonują, że przesyt i przejedzenie jeszcze skuteczniej ucho zamykają... I wówczas już się nie chce słuchać nikogo i niczego... Kiedy wczoraj poszedłęm do kościoła zaśpiewać Różaniec (tylko dla Jezusa - wszak On ma największe prawo do korzystania z mojego talentu, jako jego dawca), to modliłem się o życie dla tego Kościoła, dla Kościoła w Kanadzie, dla Kościoła w Irlandii, dla Kościoła w Niemczech i w tak wielu innych miejscach, gdzie tego życia zaczyna brakować... z przejedzenia... Niech Pan łaskawie obudzi życie na nowo w tych wszystkich miejscach,w  którcyh ono nieco przygasło...