Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

audire et obedire...

2012-02-06

Mili Moi...

Właśnie dotarłem do Niepokalanowa, gdzie dziś i jutro troszkę nadganiam nagrania... A jadę prosto z Lidzbarka, gdzie spędziłem trochę czasu wśród sióstr katarzynek... Taką już mam duchowość, że siostry zakonne skłaniają mnie do modlitwy, a bycie wśród nich zwraca zawsze mój zagoniony świat, ku sprawom Bożym. Jeśli więc jadę gdzieś na dzień skupienia, to zawsze do żeńskiego klasztoru. Cała niedzielę spędziłem w bliskości Pana i medytowałem w sercu zwłaszcza sprawy związane z bliską już przyszłością. Nadchodzi bowiem kapituła prowincjalna, nieuchronne zmiany, więc pytam też w sercu o wolę Bożą, o to, czego Pan Bóg chce ode mnie na następne cztery lata... Pytań miałem sporo... A On naprawdę odpowiadał...

Bardzo proste wydarzenia... Pierwsze - zabrałem kobietę na "stopa"... Jak się okazało, była również głodna... Pierwsze ważne spotkanie z potrzebującym... I to nie tylko chleba powszedniego, ale i duchowej strawy. W niedzielny poranek - zimny prysznic... To nie metafora... dosłownie... ciepła woda skończyła się w najmniej pożądanym momencie... To było bardzo trzeźwiące... Zwłaszcza, że jestem na antybiotyku... Owoc...? Jakiś przełom - totalna bezsilność w dzień, nie mogłem ruszyć ręką, ani nogą... Wołałem - pomoż, bo naprawdę źle się czuję... I podźwignięcie na Eucharystii. To po niej zrobiło mi się lepiej... I na niej Bóg przemówił do mnie najmocniej...

Otóż celebrowałem mszę świętą w Domu Pomocy, który prowadzą siostry... Nie pierwszy raz w takim miejscu i pewnie nie ostatni. Patrząc w te dziecięce twarze chorych na Alzheimera, na te powykręcane ciała, pochylone głowy... Zacząłem rozumieć na nowo coś, co przecież doskonale wiedziałem. Mianowicie - niezależnie od tego, jaka będzie moja przyszłość, to właśnie stoję przed ludźmi, do których jestem posłany. To ci, którzy sami do Chrystusa przyjść nie mogą, bo nawet kapci sami nie ubiorą. To ci, którzy mi w żaden sposób nie są w stanie się odwdzięczyć, niczym odpłacić... To ci, którzy jednocześnie bardzo, ale to bardzo tęsknią za Bogiem i za tym, żeby im ktoś dostatecznie głośno o Nim opowiadał, bo starośc przytępiła już ich słuch.... Wczoraj byli szczęśliwi, bo usłyszeli...

Znów Pan przemówił do mnie przez człowieka starego. Wracam do mojego sprzeciwu wobec przekonania wielu, że młodzi powinni być w centrum zainteresowania Kościoła, bo oni są przyszłością... Nie... Człowiek musi być w centrum, bo to człowiek jest przyszłością. Także stary człowiek, przez którego Bóg potrafi mówić do młodego księdza... Oni tego księdza potrzebują... A ja w swojej istocie mam wszystko, co jest potrzebne, żeby im Jezusa przynieść i żeby ich zanieść Jezusowi. To jest moja misja. I niezależnie od tego, czy pewne przypadłościowe cechy uda mi się rozwinąć, czy takie lub inne talenty zrealizować, ja już dziś mam wszystko, co niezbędne, żeby być dla Boga i z człowiekiem... Nic więcej mi nie potrzeba. Nikt nie może też niczego z tego odjąć, ani nic do tego dołożyć... Jestem kapłanem...  To wystarczy...

Dzisiejsze ewangeliczne słowo zdaje się potwierdzać moją intuicję serca... Jezus najbardziej cieszy się ze spotkania z człowiekiem, ludzie Go nie męczą. I to zwłaszcza ci niedoskonali, chorzy, cierpiący, opętani... Oni muszą się pilnie z Nim spotkać, a ja mam im w tym pomóc... A czy to będzie tu, czy gdzie indziej, w takiej, czy innej funkcji, z takim, czy innym doświadczeniem... Ważne, żeby robić to, do czego On wzywa... Jak Mojżesz, który stał się dla mnie obrazem przewodnim podczas tego dnia... Audire et obedire... Słuchać i być posłusznym. W Jezusie, z Jezusem, dla Jezusa... z człowiekiem i dla człowieka