Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

tańcz, głupia tańcz...

2012-02-03

Mili Moi...

Siedzimy, antybiotyk bierzemy (oj złamało mnie coś znowu okrutnie) i usiłujemy pracować. Dziś udało mi się zakończyć przygotowania do przyszłotygodniowych rekolekcji w Warszawie, a już czas zabierać się za przygotowywanie komentarzy na Wielki Post, które również w tym roku z Bratem Patefonem zamierzamy nagrać. Ale te przygotowania zaczynamy od jutra...

Jutro też jadę do Lidzbarka Warmińskiego, do sióstr katarzynek, odprawić swój, indywidualny dzień skupienia. Cieszę się z tego okrutnie, bo już mi takiego dnia wyciszenia brakuje. A stamtąd prosto do Radia - trochę nagrywania, no i rekolekcje w Warszawce. Wrócę za dobry tydzień:) A potem jeszcze jeden tydzień i do Kanady. Dziś dowiedziałem się na co będą przeznaczone ofiary, które tam Polonia złożyć zechce. Będzie to przeznaczone na naszą najmłodszą misję w Kłajpedzie na Litwie. I bardzo mnie to ucieszyło. Bo wolę pracować na ewangelizację, niż na przykład na odrestaurowanie jakiegoś zabytkowego kościoła.

A dziś pomyślałem sobie, że córka Herodiady, która swoim fantastycznym tańcem tak zachwyciła króla Heroda, spodziewała się od swojej matki raczej innej rady. Miała prawo myśleć o bogactwie, sławie, czy Bóg wie jeszcze o czym. Ale nie sądzę, żeby spodziewała się usłyszeć radę, że ma żądać głowy jakiegoś obdartusa siedzącego w lochu... Chyba, że była tak samo zdegenerowana jak jej matka... A może po prostu była całkowicie zdominowana przez tę władczą kobietę... Jak wiele trzeba mieć w sercu nienawiści, żeby w dniu sokcesu i radości swojego dziecka, ugrywać swoje gierki... A może patrzę na to zbyt współczesnym okiem... Może taka była norma...

Niemniej dziś refleksja, żeby się przyjrzeć sytuacjom, w których bywam upominany... Może niezbyt często mi się to ostatnio zdarza, ale jednak. Stąd wiem jak trudno upomnienie przyjąć i mu się spokojnie przyjrzeć. Już w czasach nowicjatu postanowiłem sobie, że każdej krytyce pod moim adresem się przyjrzę, żadnej od razu nie odrzucę. Chyba było to dość stanowcze postanowienie, bo ono we mnie trwa i staram się za nim iść. Ale trudne to... Dla mnie dokładnie tak samo, jak dla wszystkich innych, bo chyba nikt nie lubi być upominany...

Co robię z upominającymi? Co robię z nimi w moim własnym sercu? Czy nie morduję ich, nie torturuję, nie dyskutuję z nimi, nie gardzę, nie mszczę się??? Pomyśleć, że w niejednym słowie krytyki, wypowiedzianym czasem w gniewie, pod wpływem emocji, kryje się ziarno prawdy... A może nawet Boży głos przestrogi dla mnie... Dużej pokory się to domaga. A mnie jej zawsze brakuje...

Swoją drogą, szkoda, że król Herod nie umiał inaczej rozwiązać konfliktu, który zaistniał w nim samym. Z jednej strony wierność głupiej i pochopnie uczynionej obietnicy, strach przed utratą dobrego imienia, szacunku... Z drugiej życie czlowieka, który owszem, wywoływał w nim niepokój, ale niczym nie zasłużył sobie na śmierć... Priorytety... Jeśli jedynym priorytetetm dla mnie jestem ja sam... to moje życie jest zawsze jakoś "śmiercionośne"... Jeśli priorytetem są inni, to i ja jestem "życiodajny"... Dzięki Bogu, jestem trochę mniej podatny na urok tańczących kobiet, niż król Herod... Tak przynajmniej czuję:)