Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

w Twoim ręku są moje losy, Panie...

2012-02-02

Mili Moi...

Z jednej strony dziś przeżyłem naprawdę bardzo dobry dzień. Zawsze mnie cieszy przeżywanie Dnia Życia Konsekrowanego we wspólnocie. Wówczas szczególnie staje mi przed oczami wielkość mojego wybrania, wielkośc daru i moja małość, to jak bardzo do niego nie dorastam. Ale nie jest to niszczące doświadczenie. Bóg mnie tą prawdą nie upokarza, ale raczej objawia perspektywę rozwoju i pokazuje, że horyzont jest nieskończony i w tym dojrzewaniu nie można się zatrzymać. Ono trwa... Lubię iść do katedry, lubię te dzisiejsze życzenia, których całkiem sporo zwłaszcza smsami nadeszło. Sa one dla mnie jakoś istotniejsze, niż wszelkie świąteczne, czy imieninowe... Jeśli ktoś o mnie pamięta w tym dniu, to znaczy, że naprawdę wie kim jestem... A jeśli ktoś nie pamięta, to nie za dobry znak dla mnie, bo to oznacza, że jeszcze nie pokazałem kim jestem, że moja konsekracja, moje życie zakonne, mój dar w Kościele jeszcze nie został ukazany. 

Z drugiej strony jest mi co roku smutniej. Bo co roku jest nas w katedrze mniej. I naprawdę nie wierzę, że wynika to z tak dramatycznego spadku powołań w naszym kraju. Daleki też jestem od sądzenia kogokolwiek, bo z pewnością przyczyn nieobecności może być całkiem sporo. Najbardziej jednak niepokoi mnie, że jedną z nich może być lekceważenie, albo, delkatniej mówiąc - nie docenianie wartości takich dni dla naszej, zakonnej tożsamości. I gdyby tak było, to wówczas te 50-60 osób, które dziś zebrały się w katedrze, stanowiłyby niezwkle przygnębiający obraz.

A w Słowie dziś czytelne dla mnie staje się, dzięki Maryi, że bycie z Jezusem nie chroni automatycznie przed cierpieniem. Ba, może nawet na nowe, inne cierpienia naraża. Bliżej niż Maryja z Jezusem nikt nie był. To Ona Go przewijała, to Ona brała Go na ręce, to Ona trzymała Go za rękę, to Ona bujała Go na kolanach, to Ona... I dlaczego te wszelkie straszne cierpienia nie zostały Jej oszczędzone? Otóż pójście drogą Jezusa oznacza wejście w Jego los. To jest bardzo realne. Naśladowanie Pana nie jest mżonką, nie jest baśnią, nie jest wymysłem. Idąc za Nim na poważnie, idziemy z Jezusem nie tylko w triumfie i chwale, ale również w Jego upokorzeniu i cierpieniu. Jego obecność chroni przed rozpaczą, Jego obecność pozwala uznać życie za zrealizowane, czyli osiągnąć te cele, które związał z nim sam Bóg, choć po ludzku nie zawsze bywa to logiczne, czy nawet sensowne. Bo jaki sens potrafimy nadać naszymi ograniczonymi umysłami życiu człowieka, który sparaliżowany całe dnie spędza w łóżku... Wielu w kontekście ogromu tego cierpienia doznaje takiego buntu, który wręcz każe mówić o prawie do śmierci...

Prawo do życia... To jest coś, co otrzymujemy z ręki Boga. Nawet najsłabsze, najgorsze, czy najmniej sensowne po ludzku życie, ma wartość w Jego oczach, bo On je powołał do istnienia, a to zawsze ma jakiś cel. Na ten cel można się zgodzić z Jezusem, także wówczas, gdy trudności, czy kłopoty są po ludzku nie do zniesienia. Nie chlapię jęzorem bezmyślnie i bezpodstawnie. Ja znałem takich ludzi, któych cierpienia były niewyobrażalne, ale wiara w Boga była jeszcze większa. Ludzi, którzy nie przeklinali Boga w swoim cierpieniu, ale błogosławili Go i Jemu się zawierzali... A ilu jest takich, którzy cierpią, a nawet o tym nie wiemy. Ilu takich, którzy w codziennosci borykają się z niemałymi trudnościami... Dziś dla wszystkich jest nadzieja... Twoją dusze miecz przeniknie... Ale z Nim udźwigniesz. Dziś nie rozumiesz, ale kiedyś pojmiesz... Wartość twojego cierpiącego "szczęścia"...

Każdego dnia na nowo odmawiamy modlitwę Symeona - teraz o Władco pozwól odejść swemu słudze... Kolejny dzień przeżyty z Jezusem sprawia, że te słowa przechodzą nam przez gardło i czynimy z nich modlitwę. Jeśli On jest przy mnie, to nawet umierać nie jest ciężko, bo z Nim wszystko jest możliwe. Bo z Nim moje życie jest zawsze zrealizowane... Moje konsekrowane życie, którego wartość wciąż dla mnie samego jest nieogarniona. Dlatego to, na co mnie dziś stać, to trwać w ciszy wobec tajemnicy mojego powołania, trwać z wdzięcznością, że dołączył mnie do grona swoich przyjaciół, mnie, który wywodzę się z tych "nieszlachetnie urodzonych, głupich i wzgardzonych" w oczach świata, jak napisze św. Paweł. I trwałem... na adoracji wieczorem... i trwam, nawet tu, przed ekranem, w niemym zachwycie nad Jego miłością i dobrocią... Pozwól odejść, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie... W Twoim ręku są moje losy Panie... W Twoim ręku...