Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

posłani do wszystkich...

2012-02-01

Mili Moi...

Usiłuję pracować, ale jak zwykle moja przypadłość odkładania rzeczy koniecznych na ostatnią chwilę się odzywa... Nie to, żebym się lenił, ale zabieram się niestety za wiele rzeczy trochę nie po kolei, co owocuje później gonitwą. Ale dobra, nie będę się użalał. Sam jestem sobie winien. W każdym razie coś tam tworzę na przyszłotygodniowe rekolekcje u Sióstr św. Rodziny do Warszawki. A jutro już kolejny dzień życia konsekrowanego. Wybieram się do katedry elbląskiej i zapraszam wszystkich, którzy mogą - bądźcie z konsekrowanymi w Elblągu o 11.30.

Ostatnie dni to również planowanie II Wieczoru Ewangelizacyjnego w naszej elbląskiej, franciszkańskiej parafii. Nie będę na razie zdradzał szczegółów, bo trzeba je dopracować, ale w tym roku poza koncertem zanosi się jeszcze na trzydniowe rekolekcje z modlitwą o uzdrowienie i na nocne czuwanie... Będę informował na bieżąco. Skoordynowanie terminów jednak jest najtrudniejsze...

A dzisiejszy wieczór spędzony z Anią i Arturem.. Jakże ja lubię te wizyty u nich. Nie raz już o tym pisałem. Nie ma tam zmarnowanej minuty na gadanie o rzeczach nieważnych. Od razu moja myśl biegnie do św. Klary, tak, do niej, bo jej współsiostry świadczą, że kiedy wracała z modlitwy nie chciała mówić i słyszeć o rzeczach ziemskich. Te nasze spotkania można chyba również tak scharakteryzować... Nie ma tam mowy o ziemskich rzeczach, chyba tylko wówczas, kiedy mają one ścisły związek z niebieskimi. Podziwiam tempo w jakim oni się rozwijają duchowo. Im wydaje się, że uczą się ode mnie, ale ile ja uczę się od nich... Przede wszystkim pokornej wytrwałości w poszukiwaniu prawdy, stawiania pytań, gotowości do korekty swoich przekonań... Piękni są...

Wczoraj przeczytałem przy jakiejś okazji świadectwo pewnego rzymskiego kleryka, który pochodził z bardzo bogatej rodziny, a który odkrył powołanie patrząc na papieża Benedykta XVI. Po prostu powziął w sercu decyzję, że nie może papieża zostawić samego w jego zmaganiu się o świętość tego świata. Na coś takiego bym nie wpadł, ale rodzi to we mnie swoisty zachwyt nad wrażliwością młodego czlowieka. Ileż w takim sercu może się szlachetnych pragnień i myśli znaleźć i do czego można się odwoływać. To dla nas, duszpasterzy powołań, ważne obrazy...

A dziś Jezus pokazuje nieskuteczność prorokowania w swojej ojczyźnie. Ale zastanawia mnie, że jednak tam idzie. Dziwi się ich niedowiarstwu, ale ono chyba jaoś było przewidywalne. Dla nich to był Jezusek... ten, którego poklepywali po plecach, może wysyłali Go, żeby im coś załatwił, może częstowali smakołykami... A dziś On przychodzi i próbuje ich pouczać... Tym dzieciakom to się już w głowach przewraca... Chwilę go we wsi nie było, a kiedy wraca, wydaje mu się, że wszystkie rozumy pozjadał... Czy na takie komentarze nie był narażony? Czy ich nie przewidywał?

Czy na takie komentarze nie jest narażony każdy, który chce się podzielić swoim odkryciem Boga z najbliższymi? Jak często ta religijna sfera jest traktowana jako intymny, a właściwie całkowicie niedostępny dla innych świat. Jak wiele zawstydzenia towarzyszy niejednokrotnie rozmowom o wierze w rodzinie. Obcych posłuchamy, ale swoi... Przecież ja ich znam, ja potrafię przewidzieć ich każdy ruch, każde słowo. Mogę spokojnie nałożyć czapę moich wyobrażeń i doświadczeń na każdą ich opowieść. Niech więc mi nie mówią o jakimś nawróceniu...

A jednak, wydaje się, że nie można się wycofywać... Mimo, że to wszystko działa w dwie strony. Jest tym trudniej świadczyć, jeśli się swojej rodziny nie cierpi, ma się wobec niej wiele zastrzeżeń, czy jest się przez nią poranionym, albo żywi się wiele niedobrych wspomnień. Wówczas opowiadanie o Jezusie staje się niełatwe, bo częściej dominuje postawa "religijnej pomsty" - powinni zostać ukarani... A Jezus nie rezygnuje... Nawet wobec ich niedwowiarstwa... Niewiele zdziałał, ale tych kilku chorych, których uzdrowił, nie zpomni Mu tego do końca życia. Cuda się dzieją nawet wówczas, jeśli tylko jedna strona jest na nie otwarta... Miłość Jezusa przedziera się wówczas niejako wolniej, ale jednak pozostawia ślad... Gutta cavat lapidem, non vi sed saepe cadendo - kropla drąży kamień, nie siła, lecz częstym spadaniem...

Nigdy nie rezygnuj... I wierzcie mi, przede wszystkim mówię do siebie... Oj tak, przede wszystkim do siebie... Do siebie w mojej popapranej rodzinie...