Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

czy szukam???

2012-01-24

Mili Moi...

No i zaczęło się... Wczoraj wieczorem dotarło do naszego domu powołaniowego pięciu odważnych, którzy chcą się zmierzyć z wyciszeniem i refleksją podczas najbliższych dni. Nasze rekolekcje powołaniowe są poświęcone tematycznie świętemu Franciszkowi i świętej Klarze (co za niespodzianka!). Dziś mówiliśmy o relacjach, właśnie na ich przykładzie, wchodziliśmy powoli w modlitwę Liturgią Godzin i w modlitwę adoracji. Nawet nieco zwiedzaliśmy Elbląg. Teraz bracia oglądają "Prymasa" (ja już chyba po raz ósmy - dlatego wyskoczyłem na chwilę, bo jak wrócę to będę wiedział co się dzieje)... Zawsze jednak poruszają mnie słowa - był las, nie było was... będzie las, nie będzie was.

A jak już jestem, choć przemijam, to musze sobie postawić pytanie - po co jestem? I jest odpowiedź - wola Boża. Skoro On mnie zechciał tu mieć na ziemi, to niewątpliwie przypisał temu jakieś mniej lub bardziej znaczące cele i chętnie je przede mną odkryje, jeśli tylko Mu na to pozwolę... Dzisiejsze Słowo, w którym On sam mówi - kto słucha i wypełnia, ten mi jest bratem, siostrą i matką... Ta bliskość, więź, relacja... to jest najcudowniejszy dar, jaki sobie umiem wyobrazić... Ileż to razy obiecywałem sobie i Jemu, że będę Go pytał, że nie będę zakładał, że wszystko, co się w moim życiu dzieje, tak z dnia na dzień, jest po prostu Jego wolą. Obiecywałem, że będę jakoś świadomie wybierał, że będę selekcjonował, oddzielał rzeczy ważne, od mniej ważnych... I na obietnicach się kończy... Wiele razy Go przepraszam za to, ze znów zrobiłem po swojemu, że znów zadziałałem tak, jak logika ludzka podpowiadała, a przecież nie ona jest Absolutem w moim życiu, ale On...

Zawsze mi przy okazji medytacji nad wolą Bożą staje przed oczami Matka Teresa, którą Pan Bóg wyprowadził z bezpiecznego i jakoś wygodnego świata, na ulice Kalkuty, gdzie pierwsze słowo ludzkiej logiki musiało chyba brzmieć - uciekaj... A ona w to wchodzi. I choć szybko kończą się duchowe pociechy, ona wie, że jest na swoim miejscu, jest na nim tak samo niezbędna, jak Archanioł na swoim... Bóg chciał ją tam mieć i z samego faktu odkrycia Jego woli i jej realizacji płynęło jednak to niewypowiedziane szczęście wewnętrzne, któremu daleko było do entuzjazmu i euforii, ale które zawsze miało pogodny uśmiech dla świata i dla tych, którzy umierali w jej ramionach...

I za tym tęsknię... Za takim głebokim przekonaniem graniczącym z pewnością, że to, co czynię każdego dnia, naprawdę Mu się podoba, że On tego naprawdę chce, że to nie tylko moje pomysły na życie. Bo one choćby najpiękniejsze i najgłębiej przemyślane, zapobiegliwie zaplanowane i przygotowane, niosą ze sobą zbyt duże ryzyko. Ryzyko związane z moją omylnością i pułapkami demona, które on zawsze i wciąż chce na mnie zastawiać... Kiedy idę z wolą Bożą, jestem bezpieczny i nie mogę zginąć, bo bezpieczniejszej drogi po prostu nie ma... Mój Bóg to nie złośliwiec, który chce tę wolę przede mną ukryć i triumfować, że jednak nie znalazłem. Mój Bóg kocha mnie jak nikt inny, i Jemu dużo bardziej, niż mnie zależy, żebym ją odnalzł... Ale czy szukam???