Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

God bless America...

2012-01-13

Mili Moi...

Moja trzydniowa wyprawa w okolice Warszawy dobiegła końca, ale bez przygód się nie obeszło... Najpierw była środowa audycja i naprawdę zaczyna nam ona sprawiać coraz więcej radości, głównie za sprawą słuchaczy. Po prostu cieszy, że są... Ale nie tylko są, lecz jeszcze aktywnie współtworzą z nami ten czas, który, muszę to przyznać szczerze, mija niemiłosiernie szybko. Bardzo dobrze nam się z Jackiem gawędzi, a świadomość, że do kogoś to trafia i jeszcze, że komuś to coś daje, naprawdę dodaje nam skrzydeł. Dzięki więc wam wszystkim, którzy słuchacie nas każdego miesiąca...

We czwartek pół dnia czytałem "Ojca Eliasza..." To już niemal rytuał. Oczywiście nagrywam duży fragment, który później jest montowany w odcinki. Nie ukrywam, że to duże wyzwanie i czasem zachodzę w głowę, jak oddać głosem koloryt postaci, w jaki sposób zarysować sytuację, jak przeczytać, żeby słuchacz znalazł się niejako "w środku". Z jednej strony to dla mnie ambitne zadanie, z drugiej... dobra zabawa. Zanosi się na to, że pierwszy audiobook w moim wykonaniu niedługo będzie do nabycia:) (rzecz jasna tylko u mnie...)

Ale dzisiejszy dzień pobił dwa pozostałe. Na godzinę 10.00 miałem naznaczone spotkanie w konsulacie amerykańskim w sprawie wizy... Nie pisałem tu jeszcze bliżej o tym projekcie i teraz też nie zamierzam (wszystko w swoim czasie), ale zdobycie amerykańskiej wizy w tym roku również okazało się potrzebne. Tuż przed 9.00 przestało mi w samochodzie działać ogrzewanie:( Zadrżałem (ni to z zimna, ni to z trwogi), ale kiedy spod maski zaczęły wydobywać się kłęby dymu, stwierdziłem, że może lepiej się zatrzymać i "przewietrzyć pojazd" (pamętam, że niegdyś była to jedna z możliwych odpowiedzi na testach teoretycznych na prawo jazdy przy pytaniu - co robisz, kiedy świeci się kontrolka braku oleju:) Więc przewietrzyłem:) Podniosłem maskę i ku mojemu zdumieniu pojemnik na płyn chłodniczy okazał się zupełnie pusty (a przecież ja wiem, który to pojemnik, bo jestem znanym specem od Opli Corsa). Nakupiłem, nalałem, ruszyłem... i po 45 sekundach znów kłeby dymu spod maski... Kolejna stacja benzynowa okazała się elitarną stacją służby pocztowej - tylko paliwo, nawet płynu do chłodnicy nie mieli... Ale w swej przenikliwości pojąłem, że wlewanie kolejnej butelki nie ma sensu, zwłaszcza, że przeprowadziłem subtelny eksperyment... Wlałem do pojemnika na płyn chłodniczy wodę, uruchomiłem silnik i... jak nie tryśnie. Prawie mi dziurę w czole wybiło... No jakiś przeciek. Na szczęście na owej elitarnej stacji paliw, mieściła się równie elitarna stacja diagnostyczna, ku której zmierzając śmiało, od drzwi rozpocząłem lament, że ja w trasie, że sika woda, że kłęby dymu, że... No w każdym razie Pan Jurek (Janek, Jacek, czy jakkolwiek mu było na imię) nadszedł i wprawym okiem ocenił, że się przewód upier... (przez szacunek dla wrażliwych uszu czytelnika nie zakończę). No, mówię, rzeczywiście się u... (powstrzymałem się w ostatniej chwili). U nas nie ma części, jedź pan do Opla, kilometr stąd, tylko na małych obrotach, to pan dojedziesz...

Pojechałem, dojechałem... Panowie pod krawatami przyjęli mnie nie tylko uprzejmie, ale wręcaz wylewnie. Bez problemu, wszystko się zrobi... A płatność będzie gotówką, czy kartą? No kartą, mówię (zakładając, że gotówki, która będzie potrzebna dla zapłacenia tego rachunku, to nawet w pobliskim banku o tej porze nie posiadają). Mamy godzinę 9.20... Szybka refleksja nad możliwościami, konsultacje z przyjaciółmi, ale równie szybka decyzja - bierz taksówkę (bo pewnie już tam konsul na ciebie z herbatą czeka i się niepokoi, gdzie ten Nowak tak długo utknął - może w korkach). Więc rzeczywiście taksówka zajechała (proszę jaśnie pana) wsiadłem i pod konsulatem byłem o 9.59. A tam... kolejka. Mówię sobie - ot, konsul więcej osób na 10.00 zaprosił na herbatę. Dialogi na cztery nogi jak to pod konsulatem - a ci z Wrocławia, a ci z Koluszek, a ksiądz? aż z Elbląga... no proszę... Ale to skandal swoją drogą, taki ziąb, a my tu stoimy... Proszę pana ja tego tak nie zostawię, ja zrobię taką awanturę... I tak dalej i tak dalej...

Wchodzę - najpierw zabierają mi telefon komórkowy (koniecznie wyłączony) - dostaję pokwitowanie w formie numerka (szczęsliwa 12). Potem kontrola na metale. Odkąd krzyż przy koronce zmieniłem na drewniany (co historycznie nawet bardziej wiarygodne) nie muszę już się nadmiernie rozbierać przy bramkach do metalu:) Przeszedłem. A moja kurteczka i czapeczka ze mną... Dalej uprzejmy pan ogląda dokumenty i zakłada głośno - wyjazd religijny... A gdzie tam panie - mówię - turystyczny. Nie dziwi się, tylko stawia inny znaczek (jakieś tajemnicze Ł). Potem schodzimy do piwnicy, a tam miła pani kieruje mnie do rejestracji - okienko 4. Ludzi niemało. Uprzejmy pan zdejmuje moje odciski palców (wszystkich), co skutecznie pewnie uniemożliwi mi zajmowanie się stręczycielstwem, prostytucją i handlem ludźmi (pytano o to w formularzu wizowym - czy aby nie zamierzam? - teraz już chyba nie:) Dostaję numerek i idę zasiąść w tłumie. A tam już "konsul" w rozlicznych postaciach, w pięciu, czy sześciu okienkach przyjmuje. Nadchodzi moja kolej, miła pani z wyraźnie amerykańskim akcentem pyta - po co, do kogo, kto płaci, co robi, gdzie mieszka, gdzie pracuje? Księdzem jestem... Reaaaaaaaaaaaallllllllllyyyyyyy? No, realy... Po 3 minutach i 20 sekundach dowiedziałem się, że dostaję wizę na 10 lat z możliwością wielokrotnego przekraczania granicy... I ja się pytam... gdzie ten konsul z herbatą???

Potem już tylko znalezienie mojego samochodu, opłata w kwocie, której z pewnością się normalnie w kieszeni nie nosi i podróż do domu... Nareszcie trochę normalności (zadbałem o to, wywalając przed chwilą choinkę przez okno - nie wiem co pomyśleli sąsiedzi). A ja siadam do książki... Co za dzień...