Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Tatusiu...

2012-01-01

Mili Moi...

I oto Nowy Rok... Co to dla mnie znaczy? Właściwie nic... Przełom roku kalendarzowego nie ma dla mnie żadnego znaczenia i od lat go lekceważę:) A wczoraj przeżyłem jednego z piękniejszych "sylwestrów". Mianowicie, jak każdego roku, znacznie przed północą udaję się na spoczynek do własnego łoża... Niestety koło północy jacyś szaleńcy zawsze budzą mnie hukiem petard... A w tym roku nic:) Nie zakładam, żeby nagle szaleńców zabrakło, ale ja szczęśliwie dospałem do poranka nie słysząc nadejścia nowego roku... To była cudowna noc... poza tym, że taka sama dokładnie jak wszystkie inne noce. I to wybieram, i na to się decyduję, i tak chcę żeby w moim życiu było...

A dziś nawiedziłem rodzinę Grzesia, Jadzi, Kamili i Damiana i spędziłem z nimi naprawdę miłe popołudnie. To kolejna rodzina z tych przywracających mi nadzieję. Ludzie głebokiej wiary uważani przez niejednego za dziwaków I choć ich to niemało kosztuje, to są wierni i konsekwentni w wyznawaniu swojej wiary i zachowywaniu jej zasad i za to ich naprawdę podziwiam.

A Słowo dziś fascynuje tą wieścią, którą Paweł ponownie wkłada w nasze serca, przypomina ją nam. Jesteś synem. W moich uszach brzmi to jak najsłodsza melodia, bo na ziemi żadem mężczyzna-ojciec mnie tak nie nazywał. Nigdy z męskich ust nie usłyszałem słowa "syneczku". Może dlatego tak chętnie posługuję się w modlitwie tym słowem, które Duch mi podsuwa - Abba. Tatusiu... Tak właśnie często mówię do mojego Ojca w niebie przeżywając nieprawdopodobną tęsknotę za doświadczeniem ojcowskiej miłości, której zostałem w życiu pozbawiony...

Dziś zastanawiałem się co to znaczy być synem, jak tej relacji mają się nauczyć tacy biedacy jak ja, których ojcowie wysłali im komunikat - nic dla mnie nie znaczysz... Stanęli mi przed oczami ewangeliczni synowie. Ten marnotrawny, który miał wobec ojca stosunek raczej zuchwały. Wiem, że wszystko twoje jest moje, więc dawaj mi ten kawałek, który mi się należy, a ja pójdę w świat, bo wiem jak chcę żyć... I ten drugi, który raczej jest niewolnikiem, niż synem, który wątpi o ojcowskiej miłości, który wciąż konkuruje z bratem, który mu zazdrości - a mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi...

Potem zobaczyłem ojca, właściciela winnicy, który mówi do jednego syna - idź i pracuj, a ten mówi - dobrze, ale nie idzie. Przekorny syn, wieczny aktor, grający swoją rolę. Te same słowa ojciec kieruje do drugiego syna - idź i pracuj. Tamten mówi - nie chcę, ale idzie po zastanowieniu. Ten zyskuje pochwałe od słuchaczy Jezusa. Bo rzeczywiście, przy tak ustawionej alternatywie, to raczej ten wypełnił wolę ojca... Ale czy takim synem chcę być? Jakim w ogóle chcę być?

Na dziś mogę i chcę być synem Boga. Tylko On jest moim Ojcem. Czuję się trochę jak święty Franciszek wyrzekający się swojego ojca wobec biskupa asyskiego, z tą różnicą, że to nie ja wyrzekłem się ojca, ale on mnie, jeszcze zanim się urodziłem. A zatem jednego mam Ojca, tego w niebie. Kiedy zastanawiam się jak być Jego synem, to z pomocą przychodzą mi dziś pasterze, którzy pojawiają się przy żłóbku bez żadnej sprawy... Nic nie chca załatwić, nic ugrać. Chcą po prostu być. I to kojarzy mi się nade wszystko z relacją syna z ojcem - być i w tym byciu razem wzrastać, budować więź, wzajemnie się poznawać, ciągle od nowa, ciągle ku pełni... Po wtóre Maryja, która zachowuje wszelkie sprawy w sercu też uczy mnie mojego synostwa wobec Boga. Ufać, że On jest we wszystkim, że On nad wszystkim panuje, a co za tym idzie - czuć się bezpiecznie w Jego obecności i poszukiwać jej. Nie zamieniać jej na nic innego, walczyć o nią, o czas, o chęć, o możliwość spotkania...

Tatusiu... Znasz tę ranę w moim sercu, która wciąż nie jest uzdrowiona, znasz moje pragnienie bycia synem, wiesz jak bardzo Cię kocham jako mojego Ojca, jedynego, którego wciąż poznaję, jedynego, który mnie w moim życiu kochał, jedynego, któremu na mnie zawsze zależy... Chcę nauczyć się być synem. Synem, z którego Ty będziesz dumny, synem, który zawsze będzie miał miejsce w Twoim domu, synem, którego Ty nigdy nie odrzucisz, nie zostawisz, nie wzgardzisz mną... Tatusiu... Pozwól mi przytulić się do Twojego serca i usłyszeć jego bicie... ten mocny rytm, który będzie wyznaczał rytm moich kroków na tym świecie. Daj mi poznać ten szczególny, ojcowski sposób w jaki Ty na mnie patrzysz, żebym mogąc przejrzeć się w Twoich oczach przekonywał się nieustannie, że moje życie ma wartość... dla Ciebie Tatusiu...