Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

do pracy:)

2011-12-02

MIli Moi...

Dni płyną tak szybko... tak bardzo szybko... Powoli wchodzimy w głęboki Adwent. Dla mnie to czas bogaty w nowe doświadczenia. Przedwczoraj byłem w szpitalu psychiatrycznym z wizytą u człowieka bardzo młodego, u którego zdiagnozowano psychozę maniakalną. Koniecznie chciał się ze mną widzieć i opowiedzieć mi o swoim problemie, który dla niego nie ma nic wspólnego z psychiką... On uważa, że ma problem natury społecznej...

Bardzo to było dla mnie wstrząsające - siedzieć naprzeciw młodego, przystojnego mężczyzny, który wygląda zupełnie zdrowo, a wysłuchiwać historii... księżycowych...

Ale to jakoś mnie zbliżyło do Słowa - wczorajszego i dzisiejszego... Podstawowym warunkiem wyleczenia jest uznanie, że się jest chorym. Zaprzeczanie jest równoznaczne niejednokrotnie ze skazaniem się na śmierć. Dzisiejsi bohaterowie, dwaj niewidomi, doskonale wiedzą jaka jest ich niemoc, znają swoją słabość i nie udają kogoś, kim nie są. Nie zgrywają "twardzieli", ale wołają do Jezusa - ulituj się... A On ich pyta - czy wierzycie, że mogę??? Przyznam szczerze, że to pytanie idzie za mną przez życie i niejednokrotnie mnie zawstydza. Bo i mnie On pyta - a wierzysz, że mogę? I ja czasem naprawdę nie wiem co odpowiedzieć. Zwłaszcza jeśli chodzi o moje słabości, z którymi próbuję się uporać latami, o moje grzechy. Pewnie, że nie zaprzeczam im, wyznaję je Jezusowi, nawet modlę się, żeby mnie podźwignął... Ale kiedy pyta - czy wierzysz...?, to czasem zapada jakieś niezręczne milczenie... Bo cisną się słowa na usta - dlaczego zwlekasz tak długo, już tak długo czekam, mam w sobie tyle żalu i bólu, tak często czułem się przez Ciebie pominiętym, nie zważasz na moje cierpienie... i tak dalej. A może wystarczyłoby powiedzieć - wierzę... Może w wydaniu Marty, która mówi do Jezusa po śmierci Łazarza - Panie, ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz i że Bóg niczego Ci nie odmówi... Czy ja wciąż wierzę, że może mi się udać? Czy mogę jeszcze odzyskać to, co wydaje się być bezpowrotnie stracone (niczym wzrok u niewidomego). Chcę mieć nadzieję, że tak. Chcę mieć naprawdę dużo nadziei... Niech ona poda rękę mojej słabej wierze, niech ją umocni...

Za chwilę rozpoczniemy nabożeństwo Odrodzenia w Duchu Świętym. To już prawie koniec rekolekcji ewangelizacyjnych. Postanowiłem usiąść tu teraz, bo wieczorem będę pewnie nie do życia. Cieszę się z tego dzisiejszego wydarzenia, bo Bóg jest wierny swoim obietnicom i jeśli obiecuje swojego Ducha, to Go rzeczywiście posyła, wciąż na nowo. (To też paradoks, że z wiarą w obietnice wobec innych zwykle nie mam problemu, a jeśli chodzi o Boże obietnice wobec mnie...)

A już jutro ruszam najpierw do Gdańska, gdzie prowadzę skupienie dla dziewczyn u sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, a później do Gościcina za Wejherowem, gdzie od niedzieli rozpoczynam rekolekcje adwentowe... Szykuje się więc robotny tydzień, ale to jest to, co tygryski lubią najbardziej:)