Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

przyjdź i skorzystaj...

2011-11-25

Mili Moi...

Baaaardzo trudny dzień za mną. Wczoraj wysłuchałem ośmiu spowiedzi generalnych, czyli inaczej mówiąc spowiedzi z całego życia. Trwało to prawie bez przerwy od 8 rano do 16.30. Piszę, że to trudne, choć zdaję sobie sprawę, że w pełni zrozumieć mogliby to tylko ci, którzy sami kiedyś takiej spowiedzi wysłuchali. Towarzyszą jej zwykle ogromne emocje po stronie penitenta. Nic dziwnego, wszak zmierzyć się z cała historią swojego życia i przypomnieć sobie możliwie wszystkie jej bolesne momenty, nie jest niczym prostym. Zwłaszcza, że wiąże się to z ponownym przeżyciem doświadczenia odpowiedzialności za zło, które uczyniło się w swoim życiu. Ale spowiednik nigdy również nie pozostaje obojętny, uczestniczy w tym przeżywaniu, zwłaszcza że słyszy często o naprawdę wielkich dramatach. Nie chcę używać górnolotnych słów, ale o. Pio wyrażał to dość precyzyjnie, mówiąc o tym, że cierpi ze swoimi penitentami i cierpi również za nich. Coś z tego jest faktem w życiu każdego spowiednika, który uczciwie podchodzi do swojej posługi. Po prostu bierze się na barki człowieka, aby przynieść go do Jezusa, bo często jest tak obolały, że sam nie ma na to siły. Wyczuwam w tym jakąś wielką bliskość do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Uwielbiam to robić, ale kosztuje mnie to bardzo dużo. Wczoraj wieczorem plątały mi się słowa i bywało, że zwracałem się do znanych mi ludzi, myląc ich imiona. Wyczerpanie, to chyba dobre słowo... Ale to jeszcze nie koniec, bo zdaję sobe sprawę, że demon nie uśmiecha się radośnie na myśl o tym, czego dokonaliśmy wczoraj i w minione dni. Z pewnością jakoś mi zapłaci. Jedyna nadzieja w Bożej Opatrzności, że nie pozwoli mu na więcej, niż jestem w stanie udźwignąć.

Owe spowiedzi nie były jedynym zajęciem. Otóż wczoraj wieczorem, w ramach naszych rekolekcji ewangelizacyjnych, przeżywaliśmy modlitwę o uzdrowienie. Pięciu kapłanów modliło się nad gronem ponad pięćdziesięciu rekolektantów. Każdy indywidualnie korzystał z naszej posługi i wiele łez wylano tego wieczoru. Najpiękniejszym dla mnie widokiem byli mężczyźni, którzy tuż po powstaniu z klęczek, wychodzili z sali, żeby doprowadzić swoje oczy do porządku, bo i oni zanotowali nieoczekiwane przecieki gruczołów łzowych. Jestem jak najdalszy od nadmiernego przywiązywania wagi do reakci emocjonalnych, ale emocje są językiem, który niejednokrotnie wskazuje na to, że serce zostało jakoś dotknięte. I mam wielką wiarę, że wczoraj serca wszystkich w jakiś sposób otuliła na nowo łaska Boża, że Duch Pana wypełnił je szczelnie, że w niejednym dokonało się uwolnienie, a w wielu zostały zasiane nowe pragnienia i zupełnie nowe tęsknoty. Uwielbiam ten moment, bo bardzo często właśnie w nim rodzą się zupełnie nowe rzeczy...

Między innymi nowa odpowiedzialność. Ten temat dziś przykuł moją uwagę, bo przygotowywałem homilię na niedzielę, którą wygłoszę w Dobrej (pod Szczecinem), bo tam wyjeżdżam już jutro. Pewnie napiszę o tym jeszcze. Ale dziś, w kontekście dnia wczorajszego zdałem sobie sprawę, że nie ma odpowiedzialności bez ofiary - ze swojego czasu, ze swoich sił, ze snu itd. Moja odpowiedzialność za 54 osoby, które zbliżają się do Jezusa z prędkością światła nie pozwala powiedzieć - sorry, dziś nie mam dla ciebie sił, albo czasu, albo nastroju... Nie! Dziś jest czas łaski - jeśli ona przyprowadza cię do mnie, żebym ci posłużył, pomógł, może poniósł na plecach, to z pewnością również ta sama łaska doda mi sił do spełnienia tej posługi. Wówczas szczęśliwi będziemy oboje. A przecież właśnie na tym zależy Jezusowi...