Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

wypędzaj...

2011-11-18

Mili Moi...

Wczoraj spędziłem dzień w Warszawie... Pojechałem na spotkanie z  pewnym profesorem UKSW, z kórym chciałem porozmawiać o kilku istotnych dla mnie kwestiach. Dzięki Bogu towarzyszył mi Tomek, me duchowe dziecię, bo inaczej miałbym wrażenie, że śnię, tak nierealne były wydarzenia, które działy się wokół nas. Obecność Tomasza uwiarygodniała rzeczywistość. Naukowcy są nieprawdopodobnie oryginalni, ale ten, ktorego spotkaliśmy wczoraj, bije na głowę wszystkich spotkanych przeze mnie do tej pory razem wziętych. Spotkanie poza informacjami dostarczyło nam ogromnie wiele radości, no i zjedliśmy smaczny obiad w gronie naukowców. Przy okazji nawiedziliśmy uczelnię, kościół i klasztor oo. jezuitów, dobrą warszawską restaurację... Nieprawdopodobny dzień, kóremu dziś przyglądam się z niedowierzaniem... Oryginał... Każdy z nas nim jest, ale niektórzy jakby bardziej... W każdym razie, było pozytywnie...

A dziś od samego rana przygotowania do weekendu formacyjnego, który rozpocznie się właściwie jutro rano. To spotkanie dla chłopaków, którzy chcą dobrze przygotować się do Adwentu i zobaczyć co znaczy, że ich życie również jest jakimś "adwentem". Poza zakupami spotkałem się też dziś z o. Prowincjałem, co zaowocowało nową wiedzą. Mogę więc już oficjalnie chyba napisać, że przyszłoroczny Wielki Post i Święta Paschy spędzę w Kanadzie głosząc tam rekolekcje dla Polonii. Cieszy mnie ten wyjazd, bo zawsze to jakaś odskocznia od codzienności i swoista przygoda. Jadę w miejsca, w których już byłem, ale z radością nawiedzę je ponownie...

Wracając do weekendu formacyjnego. Uczestników będzie 4 - wszyscy z Elbląga. I choć cieszy mnie fakt, że spotkamy się w "swojskim" gronie, to jednocześnie bardzo mnie martwi, że zaproszenia nie przynoszą żadnego skutku w szerszym świecie... Mimo szerokiej promocji, także internetowej, zainteresowanych brak i to jest dla mnie smutne, ale dla nas wszystkich jakoś "refleksjotwórcze". Proszę was, módlcie się o powołania, bo naprawdę będzie kiepsko...

A dziś Pan Jezus wypędza przekupniów ze świątyni, czyli tych, którzy próbowali ją zawłaszczyć do celów dalekich od sakralności. Nie zastanawiałem się dziś nad zewnętrznością, nad świątyniami zbudowanymi ręką ludzką, ale jakoś moje myślenie natychmiast dotknęło świątyni, którą ja jestem. Każdy z nas jest świątynią Bożą, a zatem pomyślałem jakie targowiska tam, w moim sercu się rozgrywają. Kto, czym kupczy, kto i co próbuje sprzedawać... Jednym z głównych sprzedających jest tam... internet. Spędzam z nim zbyt wiele czasu, kupując niejedno. Rzecz jasna w szlachetnych celach, podobnie jak bankierzy w świątyni jerozolimskiej - byli tam po to, aby można było wymienić walutę i zapłacić świątynny podatek; podobnie jak sprzedający baranki - byli tam, aby przybysze mogli złożyć ofiarę... Internet również jest po to, żeby ewangelizować, żeby poszerzać horyzonty, żeby się uczyć... A warstwa kurzu w kaplicy coraz bardziej zauważalna... I po co mi ta cała mądrość, jeśli nie prowadzi mnie ona do Jezusa? I po co mi te wszystkie kontakty, jeśli dzięki nim nie staję się bardziej otwarty na Jego Słowo? I po co mi te wszystkie duchowe doznania, jeśli one nie zginają moich kolan? Pamiętam jak jeden ze spowiedników nakazał mi za pokutę dzień wolności od internetu... Zrealizowałem go bez większego trudu. A zatem można... Miniona środa to mój dzień skupienia, dzień ciszy i refleksji, lektury i modlitwy... A zatem można... A przecież internet jest tylko jednym z wielu sprzedawców i gdybym zastanowił się bardziej wnikliwie, to aż z obawą myślę o tych wszystkich, którzy wewnątrz mnie czymś handlują... Czasem więc pojawia się pragnienie, które dziś z cała wyrazistością zabrzmiało we mnie - Jezu przyjdź do mojego serca... i nie zapomnij bicza ze sznurków... a może z drutu kolczastego, bo nie wiem czy sznurkowy odniesie zamierzony efekt:) I wypędzaj, oczyszczaj, wypełniaj sobą. Wtedy będę bezpieczny... A kiedy to się stanie, może wreszcie w sercu będzie cicho... A w ciszy słyszy się wiele z tego, co umyka w hałasie. Hałasie wykrzykiwanych ofert handlowych, które nie szanują sacrum...