Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

czy rozumiecie?

2011-11-16

Mili Moi...

2001 dzień mojego kapłaństwa i jest to naprawdę piękny dzień... Ale o tym za chwilę... Najpierw wczoraj... Kolejny dzień rekolekcji ewangelizacyjnych. Jesteśmy już na etapie "Nawrócenie uzdrowieniem człowieka", zbliżamy się do nabożeństwa uzdrowienia, które dla wielu z nas stało się takim naprawdę pierwszym momentem doświadczenia miłości Boga, który dotyka swoje dzieci z ogromną czułością i leczy ich wewnętrzne schorzenia, a czasem także zewnętrzne bolączki. Wierzę, że tych ponad 50 osób, które wciąż przychodzą na nasze rekolekcje również tego doświadczą. To jest czas dla nich. Tak wielką radość czuję, kiedy widzę jak się rozwijają, jak coraz bardziej dojrzale się dzielą, jak wchodzą coraz głebiej w treści, jak coraz bardziej regularnie czytają Słowo. Ten tydzień będzie dla nich trudny, bo muszą zmierzyć się ze swoim grzechem, ale będzie i dla mnie niełatwy, bo proponujemy jak zawsze spowiedź generalną, a wiele osób rzecz jasna zechce skorzystać z niej u mnie, jako prowadzącego, a co za tym idzie, wiedzącego o co chodzi... Sam ich zresztą do tego zachęcałem, dając oczywiście pełną wolność w wyborze spowiednika, acz zachęcając, żeby nie był to ktoś przypadkowy, bo takiej spowiedzi nie należy odprawiać z "marszu". W każdym razie idziemy ostro do przodu...

Dziś natomiast... Dzień skupienia. Cieszyłem się na niego, jak dzieciak na widok waty cukrowej. Tak strasznie byłem spragniony takiego odświeżenia, na które w codzienności nie ma szans. Chodzi o taki dzień, który prawie całkowicie byłby poświęcony modlitwie i rozmyślaniu. I właśnie udało mi się taki dzień wygospodarować, a właściwie mam poczucie, że dostałem go z Bożej łaski, bo naprawdę bardzo go już pragnąłem. Na miejsce skupienia wybrałem klasztor sióstr katarzynek w Braniewie, a dobre siostry przyjęły mnie bez problemu. Zacząłem o 8 rano i powiem szczerze, że nie robiłem żadnego planu, pozwoliłem Duchowi, żeby mnie prowadził. Rozpocząłem od fragmentu książki J. Ratzingera - Chrystus i Jego Kościół. Jest to zapis rekolekcji wielkopostnych wygłoszonych przez kardynała Ratzingera papieżowi Janowi Pawłowi II. Po kilku stronach, kardynał Ratzinger odesłał mnie do 13 rozdziału Ewangelii św. Jana, w którym Chrystus umywa Apostołom nogi. No i się zaczęło... Prawie cztery godziny nie moje... Tak mnie pochłonęła medytacja Słowa, że nie zauważyłem wcale upływającego czasu. A że od dłuższego już czasu prowadzę medytacje z długopisem w ręku, to zapisałem ogromnie dużo, właściwie nie mogłem powstrzymać myśli, których ogromnie dużo kotłowało mi się w głowie. Zobaczyłem moje fałszywe wyobrażenia wspólnoty, moje wizje, które rzecz jasna wydają mi się zawsze najlepsze, moje grzechy wobec wspólnoty, mój brak miłości... Jezus po umyciu nóg pyta uczniów - czy rozumiecie co wam uczyniłem?... Miałem ochotę Mu dziś wykrzyczeć wręcz - NIE! NIE! NIE! Nie rozumiem tego!!! Jak możesz ode mnie oczekiwać, że będę czynił to samo, jak możesz chcieć, abym z pokorą wychodził ku temu, co mnie irytuje, co mnie drażni, co sprawia, że się wściekam?... Jak możesz tego ode mnie oczekiwać?... A On mi odpowiedział - sługa nie jest większy od swego pana... Jeśli ja mogłem to zrobić, to i ty możesz.... Będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować....

Zmagałem się... Bo o myciu nóg we wspólnocie łatwo tylko się mówi. Prawdziwe mycie nóg kosztuje nieprawdopodobnie dużo. Ale nie ma szans budować cywilizacji miłości w sposób abstrakcyjny. Może się ona zacząć tylko od okazywania miłości w małych braterskich wspólnotach - jak pisze kard. Ratzinger. Miłość naprawdę kosztuje. Dziś zapisałem sobie bardzo długą listę kosztów, które musiałbym ponieść, gdybym chciał naprawdę okazywać miłość w mojej wspólnocie. Zrozumiałem na jak mało mnie dziś stać, jak bezradny jestem, jak nieumiejętny. I nie ma w tym żadnej fłaszywej skromności, bo i po cóż miałbym ją tu przelewać. Zdałem sobie sprawę, że wybrałem sposób życia, który ściśle wiąże się ze wspólnotą, ale nigdy przed moim wyborem nie zdawałem sobie sprawy jakie to trudne. Uświadamiam sobie to nieustannie na nowo każdego dnia. To kosztuje, boli, wnerwia, ale i niemało radości w serce wnosi. I dziś zdałem sobie też sprawę, że nie zamieniłbym tego sposobu życia na żaden inny. Bóg działa we wspólnocie. Janowe Słowo zdominowało moje skupienie. Ono stało się treścią kazdej mojej dzisiejszej modlitwy. Wróciłem do domu zmęczony, ale szczęśliwy. Oby ta medytacja się nie kończyła na jednym dniu...