Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Armagedon...

2011-11-11

Mili Moi...

No coraz mniej nadążam za moim życiem... Ciekawe jak to się skończy:) Dziś pobudka 4.00, bo jak człowiek z czymś zwleka, to potem tak ma... Nie zdołałem się wyrobić z tworzeniem rekolekcji na weekend formacyjny dla wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym Syjon, z którą dziś wyjeżdżamy do Gdańska i musiałem wstać o świcie, zeby dokończyć ostatnią konferencję...

Zdradzę wam moje marzenie... Takie malutkie, a może całkiem wielkie... Marzy mi się urlop... Ale taki specyficzny - na którym nie będe musiał obmyślać już kolejnej akcji, kolejnego ruchu, na którym nic nie będzie mi "wisiało nad głową". To ostatnio szczyt moich marzeń i coś takiego niestety tylko w sferze marzeń pozostać na razie może. Ale to też znak dla mnie, że już naprawdę jestem zmęczony...

Minione dwa dni spędziłem w Niepokalanowie. Musieliśmy nagrać dwie audycje, choć zwykle nagrywamy jedną, ale w przyszłym miesiącu zmieni się kolejność - najpierw będzie nagrana, a potem na żywo, ponieważ zaczyna się wkrótce Adwent, a on mnie posyła na kolejne rekolekcje, więc do radia zawitam tuż przed świętami, 21 grudnia. A zatem nagranie było potrzebne na 14, bo musimy zadbać o drugą i trzecią środę miesiąca. Poza tym rzecz jasna mieliśmy audycję na żywo. Tym razem na temat - Jestem chrześcijaninem i jestem z tego dumny. A w czwartek podjąłem nowe dzieło. Otóż zacząłem czytać książkę na antenie... Wyzwanie, bo nie robiłem tego dotąd i okazuje się, że wcale nie jest to proste... Czytałem całe pięć godzin (rzecz jasna będzie to puszczane w odcinkach), ale po całej akcji byłem zupełnie wypluty... A przeczytałem zaledwie 131 stron z 607:) Premiera 18 listopada o godzinie 16.45 na www.radioniepokalanow.pl Książka zaś to - "Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy". Rzecz znakomita i naprawdę polecam - albo do czytania, albo do słuchania...

Trwają też nasze rekolekcje ewangelizacyjne. Spotykamy się we wtorki i naprawdę z radością patrzę na tych, którzy przychodzą. Coraz bardziej otwarci, chłoną i dzielą się tym, co Pan Bóg robi w ich wnętrzu. Wszyscy na tym korzystamy i jest to dla mnie samego czas łaski. Zwłaszcza, że mobilizuje mnie do tworzenia nowych konferencji, żeby nie "odgrzewać kotleta", więc musze trochę poczytać, poszperać, no i dać sobie czas... Bo to rzeczywiście dużo czasu zajmuje...

Dziś jedziemy na rekolekcje. Krótkie, bo właściwie dwudniowe. Ale siedem konferencji przewidziano:) Przyjrzymy się Jezusowi w Ewangelii świętego Marka. A za tydzień planowany jest weekend formacyjny dla chłopaków w naszym elbląskim domu powołaniowym, ale jak na razie cieszy się mizernym zainteresowaniem - jak zwykle chyba musze już dodać. Właściwie im dłużej jestem "powołaniowcem" tym mniej wiem jak to robić i w jaki sposób docierać do "odbiorcy", jak zachęcić, jak zapraszać... Widomy to znak, że już czas spadać:) Kiedyś, jako dzieciak, śpiewałem pewną piosenkę, której tytuł brzmiał chyba "Szycha":) Refren brzmiał tak:

Ach spadaj, mała spadaj

Nie jesteś aż taka szycha

Wiecznie nie będziesz tu wisiała

Choćby las się cały skichał

Choćby wydali orędzie

W tej sprawie niedźwiedź i ryś

Kiedyś wiatr drzewkiem zatrzęsie

I spadniesz ty mała na pysk...

Zaczynam sobie nucić tę pioseneczkę coraz częściej:)

A Słowo nam dziś zapowiada Dzień Pański, który wprawi wielu w przerażenie.. Zastanawiałem się, czy chciałbym go dożyć, czy raczej wolałbym "oglądać" wszystko z góry? Ale to tak naprawdę namysł nad moją wiarą. Bo jeśli wierzę w Boga, co rzecz jasna oznacza, że również usiłuję podążać Jego ścieżkami i wcielać Ewangelię w życie, to nie powinienem drżeć wobec zapowiedzi tego dnia. Jeśli mu rzeczywiście ufam, to przecież doskonale rozumiem, że On mnie przez ten dzień przeprowadzi i nic nie uczyni mi szkody... A jednocześnie trudno się uwolnić od lęku przed cierpieniem, bo takowy chyba rzeczywiście gdzieś mi się w sercu plącze... Wierzę jednak, że i od niego mnie Pan Bóg uwolni w swoim czasie.Niemniej dziś zastanawiam się, czy wiem, co mówię, kiedy wypowiadam aklamację po przeistoczeniu - głosimy śmierć Twoją Panie Jezus, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale... Czy ja rzeczywiście czekam? Na Jego przyjście, tudzież na moje dojście do chwały? Czy ja tęsknię za moim Bogiem, za spotkaniem z Nim twarzą w twarz... Jeśli nie, to do czego mnie prowadzi moja wiara? Cały dzień, żeby o tym pomyśleć... Znikam stąd na razie, bo mi głowa pęknie od natłoku pytań:) Dobrego dzionka... Niech Pan obdarzy was swoim pokojem +