Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

mądrości przybywaj...

2011-11-06

Mili Moi...

Mamy takie powiedzenie, że gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo w jakim kościele… Używamy go, kiedy chcemy powiedzieć, że ktoś ociera się o wiedzę, coś tam wie, ale nie do końca, jego wiedza jest szczątkowa…

 

Z dzisiejszymi nieroztropnymi pannami w Ewangelii jest nieco podobnie – zadzwoniło im… tylko nie do końca wiadomo w jakim kościele. Wiedziały, że coś trzeba zrobić, jakoś trzeba się przygotować na to ważne wydarzenie, którym ma być nadejście pana młodego…

 

Ale nie zadały sobie większego trudu, żeby dociec, co takiego należy do ich obowiązków, w jaki sposób tę doniosłą chwilę należy celebrować, co zabrać ze sobą, jakie poczynić starania… Z pewnością możemy powiedzieć, że zlekceważyły sobie to spotkanie…

 

Słowem kluczem zaś w dzisiejszej Ewangelii jest Królestwo Niebieskie. Dla ludzi głębokiej wiary słowa Królestwo i lekceważenie nie mogą współistnieć w jednej osobie, ale to dla ludzi głębokiej wiary…

 

Niestety coraz częściej obserwujemy ich znakomitą koegzystencję polegającą na tym, że ludzie wierzący w Królestwo i oczekujący jego przyjścia całkowicie lekceważą jego zasady i nie zamierzają stosować się do jego praw. Moglibyśmy powiedzieć – coś tam dzwoni, ale nie bardzo wiadomo w jakim kościele…

 

Zanim jednak o Królestwie – powiedzmy sobie szczerze, że dla doczesnej wygody jesteśmy w stanie zrobić ogromnie dużo. Potrafimy znaleźć sobie „plecy”, cierpliwie pukać do wszelkich drzwi, cierpieć upokorzenia, poświęcić duże pieniądze na odpowiedni „prezent”, zaplanować ściśle cały ciąg różnych zabiegów z wieloma wariantami – byle tylko osiągnąć zamierzony cel. I wcale nie uważamy tego trudu za zbędny, niesprawiedliwy czy krzywdzący, co najwyżej ponarzekamy trochę na zmęczenie.

 

Po prostu uważamy, że to ważne, a czasem najważniejsze, więc nie dbamy o koszta, tylko patrzymy na cel

 

A teraz, mówiąc o szczęściu wiecznym, najwyższym, ostatecznym celu naszego istnienia, o Królestwie Bożym… Czyż nie jest tak, że wymagania, które w imieniu Chrystusa stawia nam przecież Kościół przyjmujemy ze złością, wrogością, buntem i pogardą. Przecież każda, nawet najmniejsza trudność, wymaganie, konieczność wysiłku, budzi potworny lament i nieustanne komentarze o tym, jaki ten Kościół nieżyciowy i jak tak będą ludziom utrudniać życie, to już nikt do kościoła chodził nie będzie…

 

O dziwo, całkowicie zapomina się o celu, którego osiągnięciu ma służyć to wszystko…

 

No hola hola, ale skąd te podwójne standardy? Dlaczego tak różne miary wobec doczesności i wieczności? Może wydaje nam się, że to my czynimy Panu Bogu łaskę i to On powinien o nas zabiegać, to Jemu powinno zależeć. A może po prostu nie zdajemy sobie sprawy, czym jest Królestwo, do czego zmierzamy… A może wydaje nam się, że Kościół błądzi, i Bóg, którego głosi, to nie ten, w którego wierzymy – sympatyczny hipis, który się przecież nie będzie czepiał, bo nie jest drobiazgowy i mówi ciągle pokój wam wszystkim… To ludzie, źli księża wypaczają miłość Boga…

 

I może właśnie to ostatnie dziś dominuje… Brakuje refleksji i namysłu, a w ślad za tym pojawia się impulsywność – jest akcja, natychmiast jest reakcja. Nikt nie zastanawia się nad przyczynami, czy konsekwencjami – pojawia się hasło protestujemy? I odzew – tak, protestujemy – i płyną listy protestacyjne w tej, czy w innej sprawie, ale nikt nie zadaje sobie pytań podstawowych, które powinny paść…

 

Gdzie w tym wszystkim mądrość, o której dziś mowa w Słowie… Mądrość, która sama szuka człowieka, wychodzi mu na spotkanie, jest stęskniona za tym, żeby zamieszkać w jego sercu… Ta mądrość sprawia, że panny roztropne są przygotowane na przyjście oblubieńca – nic nie jest w stanie ich zaskoczyć, włożyły wiele trudu w dopięcie wszystkiego na ostatni guzik…

 

Ta mądrość wyklucza lekceważenie, ona nie dyskutuje z wymaganiami pana młodego, ale czyni wszystko, żeby je zrealizować i wypełnić. I nie czuje się przez to upokorzona, czy gorsza. Wręcz przeciwnie – jest nagrodzona – wchodzi na gody weselne i zamykają za nią drzwi..

 

Mądrość, która staje się drogą do Królestwa, mądrość, w której dokonuje się spotkanie, mądrość, która jest domeną ludzi głęboko wierzących. Oni wiedzą, że przygotowania są wymagające, ale wiodą na spotkanie, spotkanie, którego nie zna nikt, spotkanie przy drzwiach zamkniętych…

 

Warto może dziś pomedytować nieco o celu naszego istnienia, i o środkach dla jego realizacji, a zanim określimy kto wróg, a kto przyjaciel naszego zbawienia, warto poprosić Ducha Świętego o dar mądrości, żeby nie odnosiły się do nas słowa – coś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele…