Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

poganie...

2011-11-04

Mili Moi...

Niezwykłe są te listopadowe dni... Przede wszystkim ze względu na odpusty... Od 1 do 8 listopada włącznie, każdy po spełnieniu zwykłych warunków, a dodatkowo po nawiedzeniu cmentarza i modlitwie za zmarłych, może uwlonić jedną duszę z czyśćca, czyli zyskać odpust zupełny dla jednego zmarłego. Jakoś w tym roku w nadzwyczajny sposób staje mi ta prawda przed oczami. Gdyby tak wszyscy chrześcijanie się tym przejęli.... Ja staram się pójść na cmetarz jak najprędzej każdego dnia, bo rzecz jasna zamierzam zrealizować wszystkie możliwe formy pomocy dla naszych braci i sióstr oczyszczających się, bo boję się, że później mogłoby mi coś stanąć na przeszkodzie... A nie wolno marnować łaski... po prostu nie wolno. Wczoraj byłem na cmetarzu z naszym seniorem, o. Ferdynandem, który stwierdził z zadumą - zobacz Michasiu, z jaką wielką nadzieją oni muszą tam na nas patrzeć, jak bardzo możemy im pomóc, zwłaszcza my, kapłani, którzy powinniśmy mieć większą świadomość tego, jak wielka to łaska... I tak to staramy się pomogać, a na koniec naszego życia dowiemy się ilu osobom w ten sposób coś daliśmy... Choć ja kilka dni temu przeżyłem coś z dziedziny tej pomocy... Obudził mnie w nocy stukot w szafie... Powtarzało się to kilkakrotnie, a ja sądziłem, że mi się po prostu przyśniło... Tymczasem po którymś razie, zupełnie już przebudzony usłyszałem to znowu i znowu... W żaden sposób nie byłem w stanie tego wytłumaczyć, więc siadłem na łóżku i zacząłem się modlić... Nie odczuwałem żadnego lęku, ani trochę, i to mnie przekonuje najbardziej w tej całej sytuacji... Odmówiłem wiele różnych modlitw, a pukanie co jakiś czas się powtarzało. Ustało dopiero po Koronce do Miłosierdzia Bożego, a ja zasnąłem i spałem już do rana... To takie małe doświadczenie i wcale pewnie nierzadkie. Wierzę, że czasem są z nami ci, którzy potrzebują pomocy, a których nie widzimy...

Dziś św. Paweł mówi, że głosił poganom, że tak bardzo mu zależało, aby zapłonęli żywym ogniem dla Boga, że wszystko w swoim życiu temu poświęcił... I pomyślałem sobie dziś - hej, św. Pawle, ale czy nie wybrałeś łatwiejszej drogi... Bo życie pokazuje, że łatwiej nawrócić poganina, niż człowieka, który uważa, że wierzy... Rzecz jasna ta myśl trwała we mnie tylko chwilkę, a zaraz potem przypomniałem sobie jak musiały wyglądać plecy Pawła, po tych wszystkich napaściach, które go spotkały. Zawstydziłem się nawet nieco:) Niemniej, rzeczywiście chyba najtrudniej nawrócić tych "wierzących", którzy kiedyś nimi byli, albo z reguły wciąż się za takich uważają. I nie widzą żadnego powodu, żeby się nawracać, bo przecież są "w porządku" - nikogo nie zabili, nikogo nie okradli... Z tymi jest najtrudniej i zafascynowanie ich Jezusem, który oczekuje nieustannie więcej jest morderczym wysiłkiem (który rzecz jasna warto i należy podjemować). W przypadku pogan, kiedy już "zaskoczą", to wszystko idzie lawinowo, bardzo szybko i dochodzą w krótkim czasie do dużej gorliwości... Czym to jest spowodowane? Może pustynia jest bardziej chłonna? A może pragnienie życia, które zapisane jest w sercu każdego człowieka, w poganach jest jakieś bardziej "naturalne", otwarte na poszukiwanie... W każdym razie ani pogan, ani letnich chrześcijan nam nie brakuje... A fascynowanie innych Jezusem wciąż jest nieprawdopodobnym wysiłkiem, który trzeba podejmować, a robić to trzeba niezwykle umiejętnie... To może jeszcze w nawiązaniu do gorącej dyskusji, ktora rozgorzała tu ostatnio nad tematem bywania z niewierzącymi... Nigdy nie użyłbym wobec siebie określenia, że jestem "profesjonalistą" (choć takowe po drodze padło), ale nadal stoję na stanowisku, że niekoniecznie trzeba bywać wszędzie i nie każda sytuacja jest "świadectwolubna". Przepraszam, że jeszcze raz do tego wracam, nie chodzi o to, że moje musi być ostatnie zdanie, tylko raczej o pewną ostrożność, żeby wiedzieć co, do kogo i kiedy... Musimy pamiętać o tym, żeby nie profanować pereł, które dał nam Pan i nie rzucać ich... w sytuacjach, w ktorych nie powinny być rzucane... Jesteśmy również stróżami świętości tych prawd, które mamy innym głosić... Trzeba więc dbać o to, żeby nie zostały sprofanowane... Choć  podziwiam wszystkich, którzy mają tak szczery przecież poryw serca, żeby iść do trudnych środowisk. Ja pisząc o "igrzyskach z niewierzącymi", właśnie na "igrzyska" położyłem nacisk. I one mnie nadal nie intersują:)

Ale wracam do Słowa... Myślę sobie, że fascynowanie Jezusem jest na tyle trudne, pracochłonne i czasochłonne, że wielu głosicieli próbuje iść na skróty, stosując system nakazów i zakazów. To stanowczo upraszcza sprawę - to wam wolno, a tego nie wolno... Wielu jest również takich, którzy chętnie się w takim systemie odnajdą, bo czują się bezpieczni. Ale przeczuwam, że nie o to chodziło Jezusowi... Chodziło Mu o spotkanie i świadomy wybór. Kto jest do tego zdolny - żeby dać się porwać Jezusowi, spotkać Go i postawić na jedną kartę całe swoje życie, ten będzie wiedział co należy czynić w takiej, czy innej sytuacji i nie trzeba mu będzie tego mówić, bo powie mu to... Jezus! Dlatego stanowczo bliżej mi do tego, co trudniejsze, kosztuje więcej, ale daje trwalsze owoce i prowadzi do głebszej relacji. Czy to wobec pogan, czy wobec "wierzących, którzy niczego już nie potrzebują do nawrócenia, bo nie mają się z czego nawracać" trzeba iść i głosić. Byle z dobrym planem i gorącym sercem. Jedno i drugie zaś jest dziełem Ducha.

A u mnie w chałupie znów remont:( A już miałem nadzieję, że wszystkie za mną... Ale kaplica zalana, wielki zaciek na ścianie i okazało się, że rozszczelniła się rura głęboko w owej ścianie ukryta... Borowanie muru, kurz, pył, bałagan... Kocham to po prostu. No ale jak trzeba to trzeba... Jutro do Nazaretu w Gdyni z dniem skupienia, w niedzielę cały dzień kazania w naszej elbląskiej parafii, co mnie cieszy (bo mogę pomieszkać w domu choć przez chwilę:) A w niedzielny wieczór zapraszam na www.radioniepokalanow.pl na godzinę 20.30. O tej porze, w pierwszej audycji o. Damiana Karczmara "Za klauzurą" będę opowiadał o naszym, zakonnym życiu:) Kto zainteresowany niech podłączy się do błękitnej fali Radia Niepokalanów...