Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

TAK

2011-10-28

Mili Moi...

Dni płyną bardzo szybko i nie co dzień udaje mi się tu zasiąść, a szkoda, bo tematów nie brakuje... Ale praca nieustannie domaga się tego, żeby siadać do komputera, więc czasem wieczorem już mi się po prostu nie chce wpatrywać w ekran. Chwytam wówczas za książkę, czyli oddaję się mojej pasji... To moja wielka słabość... Rzadko zdarza się, żebym wyszedł z księgarni bez jakiejś książki, dlatego staram się nie bywać tam za często:) W każdym razie, poza pracą, jest jeszcze braterstwo. I to też cieszy, kiedy możemy pobyć razem i, jak wczoraj na przykład, obejrzeć wspólnie film. Nie pierwszej już świeżości, bo o "Iluzjoniście" mowa, ale było radośnie, towarzyszyła nam "zwierzynazpuszczybiałowieskiej", co dodatkowo skłaniało do dyskusji i refleksji:)

W każdym razie codzienne Słowo inspiruje do refleksji dużo bardziej... A dziś znów wybór Dwunastu... Słyszymy tę Ewangelię w różnych okolicznościach, ale to, co dla mnie na dziś w niej ważne, to wezwanie Jezusa do konkretnego opowiedzenia się za Nim, do jasnego wyboru i do zdecydowanej deklaracji. Obraz jest bardzo uroczysty, tłumy zebrane na górze, tłumy, które są tak naprawdę pełne słabości, nękane chorobami, złymi duchami, które się manifestują... I w tych tłumach znajdują się uczniowie, których On po imieniu wywołuje. Ten tłum też jest podzielony, jedni są Jego zwolennikami, inni nie. Większość przyszła z ciekawości. mniej są zainteresowani tym, co Jezus mówi, bardziej Jego nadzwyczajnymi czynami...

A uczniowie, którzy przecież już wcześniej powołani, wybrani, zaproszeni, chodzący z Jezusem, dziś mają odejść od tego tłumu i stanąć po Jego stronie, dając niejako do zrozumienia, że wszystko trzeba postawić w życiu na jedną kartę, że oczekiwaniom Jezusa można sprostać. I oni to czynią. Ich decyzja to decyzja o nowej jakości, radykalna, oznaczająca wejście w Jego świat, ścisłe przylgnięcie do Niego, całkowite poświęcenie Jego sprawie. Do dziś chadzali z Nim, widzieli, słyszeli, ale to jeszcze było jakoś niezobowiązujące. Dziś ich decyzja ma charakter publiczny, wobec tłumów się dokonuje...

Jakie to jest niezwykłe dla nich samych. I takim być powinno dla każdego, kto w sposób publiczny, wobec Boga coś deklaruje... I zwykle jest. Dlaczego więc z czasem ta decyzja traci na znaczeniu, dlaczego to słowo bywa rzucane na wiatr, dlaczego za drzwiami czai się zdrada? Myślę dziś o tym, bo tak wielu wokół mnie już te swoje publiczne deklaracje wycofało, odeszło, przestało z Nim chodzić... Myślę tu zarówno o kapłanach, jak i o małżonkach... Jak łatwo sprzeniewierzyć się słowu nie znając jego wartości, nie dostrzegając, że ono ma nieprawdopodobną wartość dla Boga... Słowo "tak", które wypowiadam w sposób publiczny, słowo "tak", które może ucichnąć tylko wówczas, kiedy moje życie się zakończy, nie wcześniej... Wówczas wejdę w wieczne "tak". Moje "tak", które nie może być równocześnie "nie", "nie wiem", "być może"... Moje tak, które musi być poparte również decyzją na ofiarę, nie może być naiwne i "spontaniczne"... Spontanicznie mogę kupić kapcie, ale nie dokonywac najważniejszych wyborów w życiu... Moje "tak", któremu dziś się przyglądam, bo przecież mnie również z takiego tłumu wywołał do szczególnej bliskości, do zażyłości, do budowania więzi i do posługi, do ofiary, do odważnego świadczenia... Oby moje "tak" brzmiało wystarczająco głośno... dopóki żyję...