Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

kochać, jak to łatwo powiedzieć...

2011-10-23

Mili Moi...

Jeszcze jestem w Poznaniu i dzieje się wokół mnie strasznie dużo rzeczy... Wczoraj pierwsze śluby siostry Alicji, Ubogiej Siostry Św. Klary. Piękna uroczystość i sporo czasu na dobre rozmowy. Po południu dotarłem do Poznania, gdzie wieczorem spotkałem się z młodzieżą studencką wokół tematu krzywdy i przebaczenia. Spotkanie było znakomite i trwało dwie godziny. Dziś od rana głoszenie Słowa na każdej Mszy. Po obiedzie spotkanie z Darkiem w sprawach powołaniowych, a tuż po nim spotkanie z księdzem profesorem Adamem, prodziekanem UAM. Dopiero się skończyło... Jakieś wariactwo, ale Boże i nawet jakoś żyję, choć zmęczony się nieco czuję:) A tu jeszcze pewnie nocny powrót do domu... No nic, poniżej kilka zdań do medytacji...

Miłość należy do fundamentalnych tematów w naszym życiu, co do tego chyba jesteśmy zgodni. W przypadku chrześcijan, tym bardziej fundamentalnych, że Bóg w którego wierzymy sam o sobie mówi, że jest Miłością i do miłości nieustannie zachęca. Ale co to znaczy kochać?

 

Najlepiej, gdybyśmy otrzymali listę, która w nagłówku miałaby tytuł – kochać to znaczy… Wtedy wiedząc jakich zasad należy przestrzegać, a czego należy unikać, moglibyśmy czuć się w miarę komfortowo, bezpiecznie…

 

Ale czy taka lista jest w ogóle możliwa do stworzenia? Czy życie nie generuje coraz to nowych sytuacji, w których my nieustannie uczymy się miłości?

 

Kiedy dziś słuchamy Słowa, to ono najpierw pokazuje, że pierwszy krok w miłości to wyzbycie się postaw negatywnych. Rzecz jasna wymienionych jest tylko kilka z nich, bo i tu o wyczerpującą listę trudno. Ale czy zaniechanie zła jest miłością? To chyba za mało…

 

Moglibyśmy tę listę wydłużać, uwspółcześniać, dodawać coraz to nowe zakazy (na przykład – nie ubliżaj bliźniemu swemu w komentarzach internetowych, kierowco pohamuj swoją agresję na drodze), ale czy przez to mielibyśmy pewność, że kochamy drugiego człowieka, po prostu nie czyniąc mu zła?

A może rozwiązaniem jest obojętność… To zdaje się dziś dość popularna metoda – niech każdy zajmie się sobą, żyje tak jak potrafi, według swojego pomysłu, a pilnujmy po prostu, żeby ludzie siebie wzajemnie nie krzywdzili. To chyba podstawowe założenie religii „dobrego człowieka”. Bądź dobry, co znów znaczy – nie bądź zły, nie krzywdź drugiego, ale wara ci od jego życia i postępowania…

 

To powtórka z Kaina – nie jestem stróżem brata mego… Czy to rzeczywiście można nazwać miłością…? Wielu tak to rozumie – miłość to obojętność – skoro on tak żyje, to tak wybrał, nie przeszkadzajmy mu… Obojętność jest wartością, ale w społeczności egoistów, nie w społeczności chrześcijan…

 

Kiedy Jezus dziś stawia na miłość, rozpoczyna od miłości Boga samego, która jest nierozerwalnie związana z kategorią prawdy. Jeśli Bóg jest Miłością, to On nie tylko jest jej źródłem, ale również jedynym i absolutnym jej wzorem…

 

I tu zaczynają się małe schody. Bo żebym był zdolny kochać Boga całym sobą, jak chce Jezus, najpierw musze sam poczuć i uwierzyć, że jestem przez Niego kochany. Bez tego doświadczenia wszystko będzie zbyt trudne, niewykonalne.

 

Po wtóre, mam uznać, że miłość, której On mnie uczy jest związana z odpowiedzialnością i to nie tylko za siebie samego, ale również za tych, z którymi żyję na tym świecie – niezależnie od tego, czy zaliczam ich do kategorii przyjaciół, czy wrogów. Jeśli jestem ogarnięty Jego miłością, dużo łatwiej wyrwać mi się ze szponów obojętności, a już z całą pewnością wrogości…

 

Miłość, której On oczekuje w moim życiu jest miłością życzliwości i to nie byle jakiej, ale takiej, którą okazuję sam sobie. Jeśli stać mnie na taką życzliwość, jestem wolny od egoizmu i zagarniania wszystkiego dla siebie…

 

Okazywanie takiej miłości nie jest wówczas dla mnie przykrym obowiązkiem, który musi być regulowany prawem i przestaję potrzebować listy zaleceń, czy pomysłów w jaki sposób tę miłość okazywać, bo ta Boża miłość, której służę jest kreatywna, sama szuka nowych form wyrazu…

 

Jednocześnie nadal i zawsze jest zgodna z prawdą i nie ulega fałszywym uczuciom, czy tolerancyjnym poglądom…

Człowiek oddający swoją miłość we władanie uczuć i emocji zmierza prostą drogą do zaspokojenia pożądań, takich czy innych – natychmiast i za wszelką cenę. Wówczas liczy się to, co przyjemne, a nie to co wartościowsze…

Człowiek tolerancyjny zaś zrzuca z siebie odpowiedzialność i wyrzeka się prawdy. Tolerancja jest dramatyczną formą nieżyczliwości, bo głosi – nie jesteś dla mnie ważny, nie ma dla mnie znaczenia jak ty żyjesz, a co za tym idzie, nie interesuje mnie czy odkrywasz prawdę… A ona istnieje i jest obiektywna, czyli niezależna od mojego uważam, że…

 

Miłość, o której mówi dziś Jezus nie traci czasu na jałowe dyskusje, których głównym zadaniem jest najczęściej usprawiedliwić samego siebie, wytłumaczyć swoją bierność, nieumiejętność takiego kochania… A głównym argumentem jest to, że inni w taki sposób nie kochają, a  co za tym idzie – zginę w tym świecie, muszę zadbać o siebie…

 

Niewątpliwie taka miłość zawsze łączy się z ofiarą i naśladowaniem samego Pana, który zdecydował się kochać wszystkich aż po krzyż narażając się na odrzucenie, niezrozumienie, pogardę… A my tak nie umiemy, słabi jesteśmy…

 

Dlaczego? Po pierwsze z powodu owego braku doświadczenia Bożej miłości, która porywa i czyni zdolnym do radykalizmu, a po wtóre z powodu małej wiary naszej, którą najczęściej ograniczamy do wyznawania ustami…

 

I bynajmniej nie jest to oskarżenie, raczej wielkie wołanie – pozwólcie się ogarnąć tej Bożej, najprawdziwszej i najpiękniejszej miłości, a  żadne, zewnętrzne prawo nie będzie konieczne dla regulowania zasad życia społecznego…

 

To niegdyś wyróżniało chrześcijan – poganie mówili – zobaczcie jak oni się miłują, to przyciągało i fascynowało… Jak jest dziś i dlaczego tak jest… niech stanie się może tematem dzisiejszej, niedzielnej, chrześcijańskiej refleksji w sercu każdego z was…