Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

"katolickość"

2011-10-20

Mili Moi...

Niezwykły to tydzień, zwłaszcza jeśli chodzi o pracowitość. Po prostu mi się dużo chce, co nie jest częste, bo czasem się muszę do roboty zmuszać, a w ostatnich dniach, jakoś wszystko robi się samo... A wisi nade mną tych różnorakich zobowiązań niemało... Dziś doszło następne. Dostałem zaproszenie na rekolekcje adwentowe do Gościcina koło Wejherowa. Cieszę się, bo Słowo się szerzy... A wieczorem dzwonił pan Włodek, który koniecznie chce mnie gościć... w Chicago. Ludzie są wspaniali i mają w sobie tyle bezinteresownej serdeczności... Pan Włodek stwierdził, że potrzeba tam w Ameryce świeżości, i że ja mógłbym jej trochę przywieźć... Wesoło... No zobaczymy... Wszystko w rękach Bożej Opatrzności...

Dziś natomiast Słowo o ogniu, który Jezus chce rzucić na ziemię i pragnie, aby on już zapłonął. Zastanawiałem się co to dokładnie dla mnie znaczy... Ale odpowiedź daje zawsze sam Jezus, poprzez wydarzenia codzienności. Wczoraj zadzwonił do mnie Piotr, który skarżył się, że ludzie mieniący się katolikami, na portalach społecznościowych zamieszczają informacje, które bynajmniej ich katolicyzmu nie potwierdzają. Prosił, żebym może coś zredagował, co możnaby wklejać w takich sytuacjach, jakieś wezwanie do opamiętania... Ja w takich sytuacjach nie jestem zwolennikiem wielkich dyskusji, raczej prostego świadectwa... Dziś rano Słowo o ogniu, a potem... No właśnie, jeden z moich znajomych, który przez fakt miejsca gdzie pracuje jest kojarzony z katolicyzmem, zamieszcza niebywale głupi i klasycznie new age'owy tekst na jednym z portali, z którego to tekstu wynika, że wszyscy jesteśmy bogami... Poczułem w sercu, że musze zareagować... I zrobiłem to... W sposób najgrzeczniejszy z grzecznych... Rzecz jasna wywiązała się krótka na szczęście dyskusja... Ale co się okazuje... Założenie, że ktoś jest katolikiem tylko dlatego, że tak sam siebie nazywa, albo dlatego, że pracuje gdzieś, gdzie katolikiem się być powinno, jest, czy bywa fałszywe... Czasem w rozmowie pada stwierdzenie - wiesz moja wiara, a moje poglądy to dwie różne rzeczywistości... I myślę, że to sprawia największy ból Jezusowi... Kiedy dziś stwierdza, że nie przyszedł przynieść pokoju, ale miecz, kiedy twierdzi, że dwoje będzie przeciw trojgu, ojciec przeciw synowi... To zaczynam rozumieć, że nie wolno milczeć, że trzeba odpowiadać i piętnować błędy z wielkim szcunkiem do człowieka. Także po to, żeby nie stać się winnym grzechów cudzych...

Radykalizm w wierze to coś, co przez niewierzących rzecz jasna będzie nazywane fundamentalizmem. Ale bez tego ani rusz. Miałkie i niewyraziste poglądy to domena współczesności. Elastyczność, która najczęściej polega na tym, że w ogóle nie mam zdania, bo tak bezpieczniej, bo wówczas nikomu się nie narażę i ze wszystkimi żyję w pozornej zgodzie... Nie ma ideałów, za które gotów jestem umrzeć, nie ma fascynacji niczym... Jest gotowość przyjmowania wszelkich poglądów - to kojarzy mi się z kontenerem, do którego wszyscy coś wrzucają, każdy śmieć znajdzie tam miejsce dla siebie... Tylko że kontener od czasu do czasu bywa opróżniany i na tym polega jego przewaga nad człowiekiem bez ideałów. Jeśli nie mam czegoś, za co jestem gotów umierać, to wówczas wszystko może stać się "ideałem" i można stać się sługą własnej głupoty. Przed czym niech nas Pan zachowa...