Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

ryzyko... i piękno

2011-10-15

Mili Moi...

Właśnie wróciłem z jubileuszowych obchodów dwudziestopięciolecia istnienia naszej zakonnej prowincji św. Maksymialiana. Jestem tak zmęczony, jakbym tonę węgla przerzucił. Nie wiedzieć czemu... Za nic nie byłem tam odpowiedzialny... Po prostu być i cieszyć się braćmi, ludźmi... Tak wiele osób przybyło. Z każdej parafii właściwie autokar ludzi, a z niektórych nawet dwa. Dobre spotkania wielu dawno niewidzianych braci. Ale też i wyczerpanie najczęściej zadawanym pytaniem - co słychać? Też go nie lubicie? Ja naprawdę szczerze nie...

Ale to, co najbardziej było dziś dla mnie zastanawiające i budujące to słowa naszego generała, o. Marco Tasca, które wypowiedział do nas w homilii... Mówił tak pięknie o radykalizmie... O tym, żebyśmy stawali się piękni, bo piękno pociąga. Nie brak dziś bardzo mądrych, inteligentnych i utalentowanych braci, ale czy mamy odwagę być piękni. Bo sama skuteczna nieprzeciętność nie pociąga i być może w tym trzeba upatrywac kryzysu powołań. Nie ma zbyt wielu, którzy chcą się do nas przyłączyć, choć świat niejednokrotnie nas oklaskuje. Mówił o konieczności podejmowania ryzyka. To jakoś szczególnie mnie uderzyło... Franciszkanin to ktoś, kto nieustannie podejmuje ryzyko, nie wiedzie cichego i spokojnego życia, ale jest w jakimś sensie szaleńcem. Takimi byli zarówno św. Franciszek, jak i św. Maksymilian. Wreszcie podkreślił coś, co dla nas winno być tak ważne... Jesteśmy braćmi mniejszymi konwentualnymi... nie księżmi mniejszymi konwentualnymi, bo nie ma w Kościele takiej formacji, takiego zakonu. Żebyśmy nigdy nie zapomnieli o naszej tożsamości, a to braterstwo jest jednym z najbardziej wyrazistych jej cech... Kiedy tylko owa homilia ukaże się w internecie, a z pewnością się ukażę, zalinkuję tu, żebyście mogli jej posłuchać w całości, bo słowo plus włoski temperament naszego generała naprawdę przekonują.

A mnie dziś w Słowie zastanowiło wezwanie Jezusa do wierności także wśród prześladowań. Ja ich właściwie nie doznaję, bo trudno za prześladowanie uznać jakieś okrzyki na ulicy, czy nienawistne komentrarze. Ale pomyślałem dziś, co będzie z moim radykalizmem i gorliwością, kiedy przyznanie się do Jezusa będzie naprawdę kosztowało. Kiedy zostaniemy odarci z szacunku, który jeszcze ciągle mamy wśród ludzi, zwłaszcza my, zakonnicy. Co będzie, gdy Jezus zażąda ofiary z dobrego imienia, z poczucia własnej godności i roli w społeczności. Co będzie, kiedy nasze ubóstwo dotknie naszego prestiżu i świadomości, że jesteśmy jeszcze komuś potrzebni jako księża, a nie jako listonosze, murarze, czy barmani (bo kto wie jakie zawody trzeba będzie podjąć w przyszłości, żeby zarobić na kawałek chleba ze smalcem). Nie jestem fatalistą, ale nie mam też wątpliwości, że z każdym dniem będzie gorzej i jeśli Pan Bóg pozwoli mi trochę pożyć, to z pewnością będziemy obserwować jeszcze bardziej ciekawe czasy, niż teraz. Nie tylko obserwować, ale w nich żyć... Niech we wszystkim dzieje się Jego wola, ale w swoim własnym postępowaniu muszę szukać trwałych punktów oparcia, a nie tak ulotnych, jak ludzki szacunek, akceptacja, czy aplauz... Nie tędy droga... Bo czy z nimi, czy bez nich chcę być wierzący...  A to znaczy więcej, niż deklaracje, to radykalizm, wierność i... ryzyko, którego bać się nie należy...