Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

nie zamykajcie drzwi...

2011-10-13

Mili Moi...

Niedawno wróciłem z Niepokalanowa. Pierwsza audycja po wakacjach za nami. Temat chyba ważny, bo spory oddźwięk od słuchaczy, a to zawsze cieszy. Następnym razem spotkamy się na żywo 9 listopada, ale już za tydzień, w środę audycja suplementowa, w której odpowiadamy na zadawane nam pytania... Szkoda, że mam tak daleko do tego radia, bo sporo rzeczy możnaby jeszcze zrobić. Ale mimo wszystko idzie coś nowego. Niewykluczone, że zrobię coś, czego jeszcze nie robiłem, a to zawsze jakoś twórcze i wymagające. A takie wyzwania lubię. Chodzi o czytanie lektury radiowej w odcinkach. Nie jest to łatwe - długi tekst przeczytać interesująco. Pewnie bym w to nie wszedł, gdyby nie fakt... że chodzi o książkę, która ścięła mnie z nóg jakiś czas temu, a mianowicie - "Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy" Michaela O'Briena. Kto nie czytał, niech natychmiast biegnie do księgarni... Niebywała pozycja. I chyba tylko dlatego zdecydowałem się poświęcić sporo godzin na tę lekturę w radio. A kto wie, może z tego jakiś audiobook się zrodzi. Przyszłość nieznana, ale wyzwanie podjęte:)

Spotkałem się też w Niepokalanowie z Arturem, którego również zabrałem na spotkanie wspólnoty Odnowy i nad którym modliliśmy się wstawienniczo. Ufam, że Pan Jezus go pocieszy w jego stracie. Cieszyłem się z tego spotkania, bo ta relacja chyba ma szansę na dobrą, męską przyjaźń. Nic dziwnego. Chłop ma wrażliwość zbliżoną do Eweliny, swojej żony, z którą można było gawędzić godzinami. Z Arturem jest podobnie. Lubię takich ludzi, ludzi z pasją, z takimi zainteresowaniami, że gdy o nich mówią, inni też się interesują. Artur to fotograf... A przy okazji zna się na komputerach, co zademonstrował na moim sprzęcie, który domagał się powiedzmy to "wewnętrznego przewietrzenia", a ja tego zrobić rzecz jasna nie umiem. Dziś "chodzi" szybciej:)

Czytam Słowo i niepokoję się - sami nie weszliście, a tym, którzy chcieli wejść, nie pozwoliliście... Wielkie biada, które Jezus kieruje do faryzeuszów. Kiedy czytam o faryzeuszach, zawsze jakoś myślę o sobie, bo wszak to oni stali w wierze na czele ludu i mieli za zadanie temu ludowi pomagać w spotkaniu z Jahwe. Tymczasem wydaje się, że robili wiele, żeby przeszkodzić. Pogarda i wygórowane wymagania. Często mi te cechy faryzeuszów stają przed oczami jako przestroga, ale jednocześnie jako niemały rachunek sumienia. Czy ja czasem nie mylę celu drogi z jej początkiem, czy nie stawiam zbyt wysokich wymagań wobec tych, którzy dopiero raczkują na drogach Pańskich? I z jednej strony mam pełne przekonanie, że granice ludzkie trzeba szanować, a z drugiej, że trzeba je jakoś przekraczać, żeby nie zatrzymać się w miejscu, a co za tym idzie, nie cofać się... Jak to zrobić jednak, żeby zachęcić ludzi do rozwijania swojej wiary, do odważnego wkraczania w jej świat, do odkrywania piękna relacji z Bogiem? Żeby nie czynić tego z przemocą, delikatnie, a jednocześnie, żeby nie tkwić w minimalizmie duchowym i nie poklepywać ich po ramieniu biernie czekając aż pójdą jakoś sami do przodu. Trudno uchwycić te granice. Bo jeśli pójdzie się w przemoc, to rodzi pogardę, a jeśli w minimalizm, to rodzi lekceważenie. I bądź tu chłopie mądry...

Z pewnością w odpowiedzi pomaga słowo klucz - miłość. I wcale nie jest to słowo eteryczne, nieuchwytne, ale słowo, które musi u wypowiadającego łączyć się z cierpliwością, a jednocześnie ze stawianiem mądrych wymagań, z głoszeniem miłosierdzia, ale jednocześnie nie pomijaniem bolesnej prawdy. Czyli wszystkiego po trosze, z wyczuciem tego, co lepsze...

Rozmyślam o tym dziś, bo już we wtorek rozpoczynamy kolejne Seminarium Odnowy w Duchu Świętym w naszej elbląskiej parafii, na które z pewnością przyjdzie sporo osób raczkujących w wierze, ale jednocześnie spragnionych czegoś więcej. Z wielkim szacunkiem wobec nich, ich wewnętrznych stanów i możliwości, mam za zadanie pociągnąć ich w górę, pokazać im Jezusa, pomóc im się do Niego zbliżyć, zachwycić ich Nim... Trudne zadanie i modlę się, żeby Pan wskazał jak najlepszy sposób. A dziś wieczorem z naszą wspólnotą Syjon przeżyjemy adorację Najświętszego Sakramentu,w  której chcemy uwielbić Jezusa za dar posługi, za możliwość głoszenia Jego Słowa, świadczenia o Nim, bo to naprawdę wielka łaska...