Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

jeszcze o św. Franciszku..

2011-10-05

Mili Moi...

Pozwólcie na jeszcze jeden franciszkański tekst... owoc dni ostatnich...

Dziś Kościół wspomina św. Franciszka z Asyżu - przyjrzyjmy się jego postaci i przyjaźni łączącej go ze św. Klarą, o której w rozmowie z Marią Rachel Cimińską, powiedział o. Michał M. Nowak OFM Conv- Prowincjalny Asystent ds. Powołań

Maria: Chciałabym porozmawiać o św. Franciszku w aspekcie jego przyjaźni ze św. Klarą. Może na początku Ojciec przedstawiłby nam postać świętego Franciszka – jak to się w ogóle stało, że młody mężczyzna rezygnuje z bogactwa i staje się ubogim bratem?

 o. Michał M. Nowak OFM Conv: To rzeczywiście intrygujące pytanie i to chyba nie tylko dla tych, których Franciszek zachwycił i ida za nim w zakonach odwołujących się do jego doświadczenia, ale dla wielu chrześcijan, a nawet dla tych, którzy z wiarą nie mają wiele wspólnego. Ba, może właśnie dla nich… Bo rzeczywiście niełatwo zrozumieć młodego człowieka, który mając wszystko, czego tylko zapragnął, nagle z tego rezygnuje i staje się żebrakiem. Fanaberie i kaprysy młodości? Choroba psychiczna? Jakaś odmiana fanatyzmu religijnego? Dziwne… 

Tydzień, miesiąc, trzy miesiące… Ale już dość zabawy Franciszku… Wracaj… Wracaj do tego kim byłeś… Taki chyba był początkowy odbiór i reakcja na jego postawę… Przecież to był „Król Młodzieży Asyża”, przecież to on decydował gdzie dziś będą się bawić, to on miał w głowie najbardziej fantastyczne, szalone pomysły, to on snuł najciekawsze opowieści, to on… płacił rachunki po ucztach.

Dlatego szokujące było jego zachowanie, które utrzymywało się dłużej, niż przewidywano. U jednych budziło to rozbawienie prowadzące do jawnej pogardy, okazywanej zwłaszcza wobec ojca Franciszka, Piotra Bernardone, który miał wielkie ambicje, u innych zainteresowanie, które wkrótce zaowocuje przyłączeniem się pierwszych towarzyszy do tego, który stał się „Heroldem Wielkiego Króla”.

A przyczyna tego wszystkiego jest tylko jedna i na imię jej Jezus. To Jego spotyka Franciszek bardzo realnie w swoim życiu, to Jego głos słyszy, choć na początku wcale nie jest pewien kto do niego mówi. Pytania, które są mu stawiane, jak choćby to w drodze na wojnę z sąsiednim miastem, Perugią – Franciszku, komu lepiej służyć – panu, czy słudze?, budzą w nim refleksję, która ostatecznie otwiera go na wołanie Ewangelii, na słowa Jezus skierowane do Apostołów – nie bierzcie ze sobą ani torby, ani laski, ani sandałów, darmo otrzymaliście, darmo dawajcie, idźcie i głoście wielkie dzieła Boże - wówczas to Franciszek zakrzyknął – tego właśnie chcę, tego pragnę. I zaczyna żyć w sposób, wobec którego nikt nie przechodził obojętnie - fascynacja Ubogim Królem, Ogołoconym Mesjaszem, Ukrzyżowanym Zbawicielem jest tak wielka, że prowadzi go do czynów wręcz szalonych, żeby wspomnieć choćby ostateczne rozstanie z ojcem, który nie mógł zrozumieć postępowania syna, a ten oddaje mu całe swoje odzienie wobec biskupa i mieszkańców Asyża twierdząc, że teraz ze spokojem może zwracać się do Ojca w niebie, który będzie o niego dbał. To doświadczenie niezwykłe bliskości Boga staje się dla Franciszka znacznie cenniejsze, niż wszelkie dotychczasowe dobra. To doświadczenie rzeczywiście wprowadza go do grona asyskich żebraków. To doświadczenie, jak wspominałem, po jakimś czasie przyprowadzi do niego jego dawnych kompanów, którzy zapragną podobnej wolności i radości z samego faktu istnienia i przynależności do Boga, radości z bycia mniejszym.

 Maria: Kiedy poznał św. Klarę, czy proces jego wpływu na młodą kobietę trwał długo czy zachwyciła się jednorazowym spotkaniem, postanowiła również stać się ubogą i żyć Ewangelią w klasztorze?

o. Michał M. Nowak OFM Conv: Nie, to nie była kwestia nagłego, jednorazowego zachwytu. Klara bardzo szybko poznała grupę Franciszka przede wszystkim dzięki opowieściom swojego kuzyna, Rufina, który przyłączył się do Franciszka jako jeden z pierwszych braci. Ich bezkompromisowa postawa imponowała tej młodej dziewczynie i niejednokrotnie starała się ona nieść im pomoc na wszelkie możliwe i dostępne dla panny z dobrego domu sposoby. Przede wszystkim starała się, żeby nie przymierali głodem, co było dość nagminne w tym pierwszym okresie istnienia tej grupki. Uczynki miłosierdzia tak wobec braci, jak i wobec trędowatych, którymi oni się zajmowali nie wzbudzały większych podejrzeń u jej troskliwych krewnych, którzy z pewnością snuli marzenia o jej rychłym i bogatym ożenku. Tymczasem ona chłonęła słowa Franciszka całym swoim wnętrzem, a pragnienia, które się w niej rodziły daleko odbiegały od planów jej rodzinnych opiekunów. Kiedy jej wuj, Monaldo, zorientowali się, co dzieje się w sercu Klary, było już za późno.

Maria: Czy św. Franciszek tworząc nową wspólnotę zakonną dla mężczyzn, pragnął aby powstała również wspólnota kobiet?

o. Michał M. Nowak OFM Conv: Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że pragnieniem Franciszka nie było stworzenie żadnej rodziny zakonnej, ani męskiej, ani żeńskiej. On się nawrócił i przyjął określony sposób życia. Jak napisze wiele lat później w Testamencie – Pan dał mi braci - a zatem nie starał się o naśladowców, nie szukał jakiejś szczególnej misji czy roli w Kościele dla tych, którzy przychodzili. Pierwsi bracia służyli trędowatym, wzywali do pokuty i nawrócenia i głosili „wonne słowa Pana”. Jednakże w związku z tym, że coraz większa grupa młodych ludzi interesowała się tym raczkującym ruchem, a przypomnijmy, że czasy były niespokojne, bo grupy pauperystyczne i kontestatorskie mnożyły się wówczas jak grzyby po deszczu, a główne zadanie, które sobie stawiały to była reforma Kościoła, zwłaszcza niestety poprzez jego krytykę (choć nie brakowało pośród tych reformatorów z pewnością ludzi szlachetnych i zatroskanych). Większość z owych grup, nazywanych waldensami, albigensami, katarami bardzo szybko popadała w coraz dziwniejsze herezje i zrywała łączność z Kościołem. Franciszek zatem czuł wyraźnie i był nakłaniany również z zewnątrz do jak najrychlejszego poddania swojego sposobu życia osądowi Kościoła, co teżczyni w 1209 roku, uzyskując od papieża Innocentego III ustne zatwierdzenie swojego sposobu życia. Dokonuje się to zresztą w kontekście dziwnego wydarzenia, o którym piszą biografowie, a mianowicie chodzi o sen papieża, w którym widzi on małego człowieczka, odzianego w sposób podobny do Franciszka, który na swoich barkach podtrzymuje bazylikę lateraneńską. Być może również to skłania papieża do wydania pozwolenia na taki sposób życia i do otoczenia Franciszka i jego braci opieką ze strony Kościoła.

Tak, czy owak, pierwsza Reguła tego braterstwa, której niestety dziś nie posiadamy, a która prawdopodobnie składała się z kilkunastu, najważniejszych dla Franciszka tekstów ewangelicznych, została zatwierdzona i pozwoliła widzieć w „Pokutnikach z Asyżu” ludzi Kościoła.

Nie zamierzając zakładać zakonu męskiego, tym bardziej z pewnością Franciszek nie planował zakładania gałęzi żeńskiej. Cóż było jednak robić, kiedy Klara wykazywała wyraźne oznaki nawrócenia i koniecznie chciała rozpocząć życie według zasad jakimi kierowali się bracia? Zresztą i sam Franciszek nie szczędził jej zachęt do prawdziwie chrześcijańskiego życia. 

Warto spojrzeć na tę sytuację w całym jej dramatyzmie, bo dla samego Franciszka był to niewątpliwie niemały problem. Po pierwsze dlatego, że u początku z pewnością nie miał pełnej jasności nawet co do kierunku w jakim ma prowadzić wspólnotę braci, a co dopiero wspólnotę sióstr. Poza tym mógł się narazić na wrogość możnych Asyża, którzy z pewnością chętnie oskarżyliby go o zawracanie w głowach młodym, pięknym dziewczętom. Franciszek wiedział doskonale, że nie może przyjmować kobiet do swojego braterstwa – byłoby to zbyt niebezpieczne upodobnienie się do ówczesnych ruchów heretyckich. Przyjął więc Klarę pod posłuszeństwo i osadził ja (a wkrótce także jej współsiostry, które zgłaszały się równie szybko, jak bracia do Franciszka) przy kościele św. Damiana, który zresztą bracia wyremontowali własnymi rękami. Dodajmy, że wszystko to dokonuje się za zgodą biskupa asyskiego, Gwidona.

Maria: Św. Klara została zaślubiona Bogu, i co dalej? Czy miała zapewnioną opiekę duchową? Czy święty Franciszek zatroskany o sprawę swej grupy nie zapominał o niej?

o. Michał M. Nowak OFM Conv: Nie, Franciszek nie zapomniał o siostrach, choć sam bywał u nich niezmiernie rzadko, a kiedy już się decydował je nawiedzić, to zwykle łączył to z wymownym pouczeniem, jak choćby wtedy, gdy w ramach kazania siada w popiele i odmawia Psalm 51, a potem szybko wychodzi. Tomasz z Celano, jeden z pierwszych biografów Franciszka, wprowadzając nas w tę sytuację zauważa, że siostry chciały go słuchać, ale nie mniej pragnęły go oglądać, a tego Franciszek nie chciał i nie oczekiwał. Jego spotkania z Klarą były zawsze niezwykle poruszające, włącznie z tym ostatnim, kiedy jego martwe ciało zostało przyniesione i ukazane siostrom.

Z pewnością chodzi również o lekcję daną braciom. Aby ich obecność wśród sióstr nie powodowała zgorszenia maluczkich. Dlatego w Regule zapisuje – zakazuję stanowczo wszystkim braciom wdawać się w podejrzane znajomości i rozmowy z kobietami. I niech nie wchodzą do klasztorów mniszek, oprócz tych braci, którym Stolica Apostolska udzieli specjalnego pozwolenia.

Gdy bracia dziwili się, że tak rzadko sam odwiedza siostry, mówił – kochani, nie myślcie, że ich nie miłuję w sposób doskonały. Jeśliby bowiem grzechem było opiekować się nimi w Chrystusie, to czyż nie jeszcze większym grzechem byłoby zaślubiać je Chrystusowi? Przeto o ile nie powołać ich w ogóle, nie byłoby żadną krzywdą, o tyle nie troszczyć się o już powołane, byłoby jak największym brakiem życzliwości – pisze wspominany już Tomasz z Celano. Dlatego też Franciszek z cała mocą przyrzeka im oraz innym, co w podobnym trybie życia przyrzekną ubóstwo, nieść zawsze i stale swoją i swoich braci pomoc i radę. Dopóki żył, zawsze dotrzymywał tego przyrzeczenia, a gdy był bliski śmierci, z wielką troskliwością polecił, by tak było zawsze. Mówił, że bracia i ubogie panie wyszli z tego świata w jednym i tym samym duchu.

Klara z radością korzystała z posługi braci, która nie ograniczała się tylko do posługi duchowej, bo bracia byli również kwestarzami, czyli dbali o materialne potrzeby sióstr. Dla niej jednak ta duchowa posługa jest o niebo ważniejsza od materialnej - kiedy papież Grzegorz zarządził, aby żaden z braci nie udawał się do klasztorów sióstr bez jego pozwolenia, Klara natychmiast odesłała również kwestarzy, motywując – zabrał nam tych, którzy dawali nam pokarm życia, niech też zabierze wszystkich innych braci. W konsekwencji papież swój zakaz złagodził, jak podaje Tomasz z Celano. Ostatecznie w Testamencie Klara pisze – powierzam więc również wszystkie moje siostry, obecne i przyszłe następcy świętego naszego ojca Franciszka i całemu zakonowi, aby nam pomagali służyć coraz lepiej Bogu, a zwłaszcza zachowywać najświętsze ubóstwo.

 Maria: Jan Paweł II do Sióstr Klarysek z Asyżu napisał „ Trudno jest oddzielić Franciszka od Klary, te dwa zjawiska, dwie legendy, legendy świętości. To głęboki temat … to nie są , to nie tylko jedynie dusza: byli oni ciałem, osobami, duszą” . Czy słowa papieża potwierdzają historię, co tak naprawdę łączyło św. Klarę i św. Franciszka?

o. Michał M. Nowak OFM Conv: Aby właściwie rozumieć relację Franciszka i Klary, którą po wielokroć chciano spłycić, czy nawet sprofanować, warto zrozumieć czym dla świętego ojca jest czystość. Bynajmniej nie ogranicza się ona tylko do rezygnacji z prokreacji i „używania” seksualności, ale jest ona dla niego synonimem wolności.

Człowiekiem czystym jest tylko ten, kto jest wolny od fałszywych uczuć zrodzonych w kontekście ludzkich, życiowych wartości – sławy, bogactwa, samo promocji, władzy, czy nawet świętości zdobywanej dla niej samej. Takiej wolności i czystości Franciszek pragnął dla siebie i swoich braci i sióstr i ta czystość w jego relacji z Klarą objawia się w stopniu najwyższym. 

Dostrzegamy między nimi niezwykłą czułość, wręcz intymność, a jednocześnie przeźroczystość intencji i skoncentrowanie się na miłości Boga.

Coś z uroku tej czystej relacji przekazuje nam stara legenda, w której czytamy o Franciszku oddalającym Klarę pod wpływem złych, nieprzyzwoitych aluzji, mówiąc – Klaro, słyszałaś co mówią o nas ludzie, trzeba nam się rozstać. Ona zaś strwożono, pełna smutku pyta, kiedy znów się zobaczą, na co Franciszek odpowiada – kiedy nadejdzie lato, kiedy zakwitną róże. I w okamgnieniu piękne róże pojawiają się na polach pokrytych śniegiem. Klara zbiera ich pęk i ofiarowuje Franciszkowi. To taki piękny, średniowieczny Harlequin, ale niosący w sobie głębokie przesłanie – niebo wie o waszej czystości, sam Bóg o niej świadczy.

Klara i jej siostry zdają się ufać Franciszkowi bezgranicznie i nie ma w nich cienia podejrzeń, że relacja ze świętym ojcem, mogłaby w jakikolwiek sposób zagrażać ich relacji z Chrystusem, stać się zbyt ważną w ich życiu.

Tymczasem Franciszek żywi w tym względzie chyba dość dużą obawę, którą wyraża w przeróżny sposób. Gdy mówił o Klarze, nie używał jej imienia, ale, jak twierdzi brat Stefan, z wielkim szacunkiem nazywał ją „chrześcijanką”. Być może jego postawa ostrożności wynika z jego postawy nieufności do samego siebie. Jest mężczyzną, który z pewnością nie jest wolny od pokus. Znamy historię budowania bałwanów – żony i dzieci, o których Franciszek mówi – to twoja żona i dzieci, nakarm je i odziej, jeśli potrafisz. Innym razem Franciszek rzuca się w róże, które mają poskromić pokusy cielesne. Do chwalących go mawia – nie chwalcie mnie, bo jeszcze mogę się ożenić i mieć gromadkę dzieci. Franciszek jest realistą i doskonale potrafi ocenić ludzkie możliwości. Być może to go powstrzymuje od zbyt częstych kontaktów z Klarą i siostrami.

Maria: Czy przykład ich funkcjonowania, jest możliwy do zrealizowania w XXI wieku między mężczyznami i kobietami? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

o. Michał M. Nowak OFM Conv: Przyznam szczerze, że osobiście jestem dość pozytywnie nastawiony wobec możliwości realizowania podobnych przyjaźni współcześnie. Rzecz jasna przy bardzo konkretnych i jasnych zasadach. Przede wszystkim realizm – nasza przyjaźń nie może być źródłem zaspokajania naszych emocjonalnych głodów, czy niezaspokojonych potrzeb, ponieważ bardzo trudno będzie uchwycić granice i ich zdecydowanie przestrzegać. Po wtóre konieczna jest wielka uczciwość – musimy dobrze wiedzieć ku czemu zmierzamy razem i oddzielnie, a jednocześnie potrzeba wielkiego szacunku dla sposobów życia, które wybraliśmy i którym bynajmniej nasza przyjaźń nie powinna zagrażać, ale raczej je wspierać i dopełniać. I wreszcie owa przyjaźń winna być przeżywana w obecności Boga samego, aby, podobnie jak przyjaźń św. Franciszka i św. Klary, była przesycona Jego łaską i prowadziła obie strony do głębokiego zjednoczenia przede wszystkim z Nim. 

Rzecz jasna wszystko to domaga się niemałej dojrzałości i dlatego jawi się jako bardzo trudne współcześnie. Ale może właśnie dlatego, że tak trudna, przyjaźń ta jest równocześnie tak piękna i owocna, o czym przypominają te „dwie legendy” Franciszek i Klara, których nijak nie da się od siebie odłączyć.