Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

coś z najgłebszych głębin... Francesco...

2011-10-04

Mili Moi...

Mówią mi – napisz coś chłopie o św. Franciszku… Najlepiej, żeby było krótko, i żeby „chwytało”… Nie bardzo rozumiejąc, czego się ode mnie wymaga, siadam przed pustą kartą papieru i pierwsze pytanie, które przemyka pomiędzy moimi zwojami mózgowymi brzmi – dlaczego miałby kogoś zainteresować człek, który żył 800 lat temu? Co jest w nim takiego, co może „chwytać”?

Pytanie o tyle ważne, że mnie przecież „chwycił” lat temu 12 i fakt, że do swego jakże rzadkiego nazwiska dołączam kilka liter wyglądających mniej więcej tak – OFM Conv, niemal codziennie mi przypomina, żem francisz – kanin. No więc czym…? Czym mnie „chwycił”? Z najgłębszych głębi mojego trzydziestojednoletniego istnienia spróbuję coś wydobyć i się z wami podzielić…

 

Z krwi i kości – dzieciak w rodzinie

Mama, tata, codzienność… radości, smutki, łzy i śmiech… Dużo pieniędzy i spełniane marzenia… Wszystko takie zwyczajne… Przecież u każdego zaczyna się tak samo. Może brakować poszczególnych elementów składowych… Ale każdy przechodzi przez ten okres i każdy ma jakieś korzenie. Święci nie zasiedlają ziemi z kosmosu, ale się rodzą, rosną, jedzą i piją, śmieją się i „za Chiny” nie przychodzi im do głowy, że będą świętymi. Żyją… I to zwyczajne życie jest pierwsze.

Z krwi i kości – dusza towarzystwa

Takich się lubi… Mają kasę i mnóstwo durnowatych pomysłów. A im durniejsze, tym lepsza zabawa. I ten wrzut adrenaliny do krwi. Ehhh… Ucieczki wąskimi uliczkami Asyża przed wściekłymi gospodyniami domowymi, sklepikarzami, czy właścicielami restauracji. Prawdziwy król młodzieży – tak o nim mówiono. Szli, gdzie on prowadził, nie chodzili, gdzie on nie bywał. Zawsze razem, w dużej grupie, weseli… Młodzież Asyża… Kto tak nie miał? A jak nie miał, to kto tak nie chciałby mieć? Dużo dobrej zabawy i beztroska… Zwyczajność… Życie… Młodość… Francesco… Ojciec dumny, matka szczęśliwa… Dorośli przymykający oko…

Z krwi i kości – marzyciel

Tak jak on potrafił opowiadać, nie potrafił nikt. Te wszystkie podboje, które miał w planach. Damy mdlejące na widok pokonanych potworów, lśniące zbroje, szczękające miecze… Wystarczyło zamknąć oczy…. Francesco… Ileż dziewczyn liczy, że spojrzysz dziś właśnie na nie, iluż kumpli zazdrości ci tej twojej gadki. A wszyscy wiedzą, że z takim ojcem, jakiego masz, to wszystko może się kiedyś ziścić. Zazdroszczą? Pewnie nieco… Ale i tak cię lubią, bo obiecujesz, że ich ze sobą zabierzesz, że im pokażesz, że zrobicie to razem…

Z krwi i kości – rycerz

Ślepa ulica, ale o tym jeszcze nie wie… Ojciec zakupił – konia, zbroję, miecz… Okazji nie brakuje… Czasy niespokojne… Wojny i wojenki to przecież codzienność. Wyrusza. Nie on jeden zresztą. Jest dziwnie. Wszystko trochę inaczej, niż wymarzył. Wojna z Perugią, sąsiednim miastem, nie trwa długo, ale wszystko miało być inaczej… To nie on miał trafić do więzienia, to nie on miał cierpieć głód, to nie on… I jeszcze ten dziwny głos wewnątrz… Kiedy zaczął go słyszeć? I te sny, które zdają się potwierdzać przyszłość rycerską – mnóstwo broni i zapewnienia, że to dla niego i dla jego rycerzy… Co to za głos? Co to za sny? Powrót… Smutek… Rozczarowanie… Porażka…

Z krwi i kości – przemieniony

Nic nie smakuje – ani towarzystwo, ani wino, ani zabawa… Dobrze czuje się sam… w lesie… w kościele? Gdzie? No w kościele i co poradzić… Cisza, rozmyślanie… Nie zna tego świata, nigdy nie był mu bliski. Więc co go tak pociąga? Co zawładnęło jego myślami? Patrzą z troską… Wszyscy… Choroba psychiczna? A może jakaś nowa gra, fanaberia młodości… Minie, dajmy mu czas… Dojdzie do siebie…

Z krwi i kości – żebrak

Nie mija… trwa… Rozpoznał głos, tak, tak… ten, który mówi mu teraz już tak wyraźnie – idź, odbuduj mój Kościół, idź w pełnej zależności ode mnie, idź, nie zginiesz, bo ja będę z tobą… idź Francesco, wyrusz z tego miejsca… bądź wolny, bądź pusty, abym ja mógł cię wypełnić, idź… zostaw dotychczasowość, idź… Ojciec wściekły, matka załzawiona, a on nagi… bo jeden jest Ojciec, ten niebieski… Nic nie chcę od ciebie mój ziemski ojcze, Piotrze Bernardone, nic nie mogę od ciebie mieć, bo mnie to wiąże, ogranicza, więzi… Chcę być wolny w ramionach Najwyższego… Idź Francesco – ojciec się odwraca, matka płacze, ludzie się śmieją… Panny nie mdleją, kumple patrzą z niedowierzaniem… Na pewno zwariował… Żebrak… z drewnianej miski zjada resztki… Marzyciel umarł… Narodził się Herold Wielkiego Króla…

Z krwi i kości – mężczyzna

Chłopy nie znoszą bezrobocia, pustki… On też nie… Dojrzał… Nosi kamienie, odbudowuje kościoły… Zanurza palce w ropiejących ranach trędowatych… Boże, jak oni śmierdzą… Boże, oni nic nie czują… Nieprawda… Czują tak wiele. Każde spojrzenie pełne trwogi, pogardy, odrazy… Czują wzrok zdrowych – pali niemiłosiernie… Tylko jego ręce i współczujące spojrzenie łagodzi ten ich ból istnienia… Wchodzi do ich osiedli… Nie boi się… Przecież On mu obiecał, że będzie… A On jest większy, niż całe to zło… Bo ON jest MIŁOŚCIĄ… Francesco… Dużo śpiewa… Nie umie, ale to przecież nie szkodzi… Ważne, że Jemu się podoba… Czasem przychodzi pokusa… Po prostu… Męska, zwyczajna… Napięcie, zmysły, ciało… Dobrze, że jest śnieg – akcja – budujemy bałwana… Jednego? Nie… Osiem, dziewięć… ten duży to twoja żona, te małe to dzieciaki… Wytarzany w śniegu… Minęło… Za chwilę to samo… Ale śnieg zniknął, już wiosna… Róże… Ich kolce ranią… Ale skutecznie odwracają uwagę… Chłop to chłop… To wróci… Ale z Nim się uda… Jak mu na imię? JEZUS! Jeśli On mój, to wszystko moje…

Z krwi i kości – brat

Rufin, Leon, Bernard… A pamiętacie, jak… Pamiętają… Dziś się z tego śmieją, dziś wspominają… W przerwie, między jednym trędowatym, a drugim, którego trzeba obmyć, między jedną piosenką, a drugą, między jedną modlitwą, a następna… Przyszli… Wierzyć się nie chce... Przyszli, wszyscy najbliżsi… Zrozumieli… Oni też… Tak bardzo się ucieszył… Francesco… nie jesteś wariatem… Naucz nas swobody istnienia, wolności… pokaż gdzie jest odpowiedź na naszą tęsknotę… Ale musicie wiedzieć, że one już nie będą piszczeć i mdleć, że odwrócą głowy, że nieraz dostaniecie kijem, albo psem was poszczują…

Z krwi i kości – przyjaciel

Ona była taka młoda, świeża, niewinna… Całe piękno miłości Boga, jak w soczewce, w niej skupione… Clara – Jasna… Nic więcej o niej nie mógł powiedzieć… Mrużył oczy, gdy na nią patrzył… Ją można tylko wielbić z daleka… Nie można dotykać… Jest taka krucha… Przyszła… Podała mu nożyce… Ich szczęk słyszy do dziś… a jej włosy z cichym szelestem opadają na posadzkę… To będzie twój dom… tu będziesz żyć i tu umrzesz… z miłości… Do mnie? Do nas? Nie… Do Niego… Francesco… Mój Miły jest mój, a ja jestem Jego… Wiem Klaro, wiem… I potrafię się tym cieszyć… Francesco… ty cały drżysz… Bo jestem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy…

Z krwi i kości – święty

Potem już było tylko gorzej… Choroba, cierpienie i te nieprzeniknione ciemności wewnątrz… Przemów do mnie, chcę Cię usłyszeć… Przemówił… Boże, jak boli!!! I wszędzie ta krew… Nie zabraknie ci jej Francesco… Pamiętasz? Ja będę z tobą… I był… I jest… I będzie…

 

Minęła godzina… Czy tym mnie „chwycił”? Poezja? Życie? Zwyczajność? Wszystkiego po trochu… Ale serce nie przestaje bić… Każde uderzenie jak recytatyw – fran – ci – szka – nin… fran – ci – szka – nin… Jestem nim… Chcę nim być… Stawać się…

Można też rzucić okiem na:http://www.franciszkanska3.pl/FRAN-CI-SZEK--CZLO-WIEK--SWIE-TY,a,11926