Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

nawrócenie...

2011-09-30

Mili Moi...

Wczoraj piękny dzień, radosny dzień imienin... Wszystkie te życzenia... Poza tym, że piękne, to niesłychanie zobowiązujące... Bo gdyby tak prawdziwie się nimi przejąć, na przykład tymi wołającymi o świętość kapłanów, to przyczynek do nawrócenia jest znakomity. A zdaję sobie sprawę, że wiele z tych życzeń może się zrealizować tylko z moim udziałem, ba, przy mojej wytężonej pracy. Piękne życzenia nadesłał mi mój o. Prowincjał. Żeby zacytować jedno zdanie - Życzę Ci, aby Słowo Boże, które głosisz z takim zamiłowaniem, przemieniało Twoje życie, Twoje wartościowanie, Twoje myślenie... Chciałoby się zakrzyknąć - Amen! Niech tak właśnie się stanie... Cieszę się z tej pasji głoszenia, którą Pan Bóg wlewa moje serce, ale rzeczywiście musze pamiętać, że głoszę najpierw i przede wszystkim sobie... Jeśli ja się bedę nawracał w świetle Słowa, to i inni będą... Jeden z przyjaciół napisał - aby Trzódka zdołała dorównać kroku Przodownikowi... Obym to ja nie został w tyle, ale nieustannie zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, którą Pan włożył na moje barki...

A nie jest ona mała - Kto was słucha mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi - mówi dzisiaj Pan... Cieszę się z każdego, kto jeszcze jest zdolny do słuchania... Dziś wszelkie badania socjologiczne wskazują, że jest coraz mniej osób chętnych do słuchania głosu Kościoła. Opluwać Kościół jest dzisiaj w modzie, jak napisał któryś z internautów i to raczej tacy są promowani w mediach, a im bardziej plują, tym stają się większymi "autorytetami". Najwięcej w mediach w sprawach Kościoła mają dziś do powiedzenia ci, którzy Go kiedyś współtworzyli, byli w Nim, przewodzili nawet, a dziś "oświeceni", porzuciwszy wspólnotę, doskonale orientują się, co należy zrobić, aby ją uzdrowić... Mają już przecież "wolny umysł". Szkoda... Naprawdę nad tym boleję... 

Myslę, że jest to związane z coraz mniejszą zdolnością do słuchania kogokolwiek, nie tylko Kościoła... Klasyczny postmodernizm... Ty tworzysz prawdę i nikt nie ma prawa ci jej narzucać z zewnątrz, bo żadna prawda nie może pretendować do miana obiektywnej. I tu Kościół jawi się jako największy wróg, bo ośmiela się mówić, że coś jest prawdziwe zawsze, dla wszystkich i dla każdego... Nasza, ludzka pycha wzbija się dziś na wyżyny... Jeden z braci powiedział mi ostatnio coś, co dotyczyło młodych w szkole na lekcjach religii, ale z pewnością można tak powiedzieć w znacznie szerszym kontekście - brakuje dziś bojaźni Bożej. Ludzie są w stanie bez lęku opluwać, deptać największe świętości... Niedawno jedna z gazet zaszokowała okładką, na której dwaj politycy udzielają sobie wzajemnie komunii świętej... Dostzeżono w tym kpinę z polityków, która jest przecież dziś nie tylko dopuszczalna, ale nawet wskazana (mój Boże, szacunek do człowieka to już chyba przeszłość), dostrzeżono kpinę z księży, która przecież jest czymś najlpeszym na świecie i najśmieszniejszym zarazem (mój Boże, co tu komentować). Jednego nie zauważono, że zakpiono również z Najświętszego Sakramentu, z Jezusa, który na tej okładce też się znalazł... I to największy dramat, bo dla wielu, także katolików niestety, ten "opłatek" (jak mawiają niektórzy) stracił już wszelkie znaczenie... Bojaźń Boża... Tego brakuje... I sądzę, że przyjdzie taki czas, kiedy ona powróci, bo Bóg nie pozwoli z siebie szydzić... Tylko w jakich okolicznościach będziemy się jej uczyć na nowo...

Kiedy patron dnia dzisiejszego, św. Hieronim, przebywając w Betlejem, usłyszał w 410 roku o upadku Rzymu wobec najazdu barbarzyńców, napisał - Szloch odbiera mi słowa. Upadło Miasto, które podbiło świat. Ginie zarówno z głodu jak i od miecza... Chciałem dziś studiować Ezechiela, lecz w chwili, gdy zacząłem dyktować, pomyślałem o katastrofie Zachodu i musiałem zamilknąć, odczuwając, że nadszedł czas płaczu... Może to mało optymistyczny komentarz, ale jestem przekonany, że nadejdzie czas płaczu... I żadne optymistyczne prognozy mnie nie przekonają... Nawrócenie się dokona... Tylko czemu zawsze musi temu towarzyszyć płacz, a nie radosny śpiew? Tego pojąć nie mogę...