Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

co z tym Herodem???

2011-09-22

Mili Moi...

Trwamy na kapitule duchowej w Koszalinie... Jak to dobrze, że można spędzić trochę czasu przy Jezusie i nie wybiegać w przyszłość martwiąc się o to, co będzie za chwilę... I to mnie najbardziej chyba cieszy, bo taki stan oznacza, że duchowo wypoczywam, a tego bardzo potrzebuję. Właśnie fakt, że nie wybiegam myślą w przyszłość jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że "czas się zatrzymał" i mogę rzeczywiście z niego skorzystać.

A staram się to robić gorliwie... Dziś na przykład tematem naszych obrad jest kapituła klasztorna. To szczególne i franciszkańskie zjawisko, które niemal od początku zakonu (a właściwie od chwili, gdy bracia zaczeli się osiedlać w stałych miejscach) jest naszym zwyczajem. To bardzo szczególne spotkanie braci, z natury swojej duchowe, które nie ogranicza się tylko do wspólnego planowania, czy omawiania spraw bieżących - ekonomicznych, klasztornych, apostolskich, ale to przestrzeń wzrostu, wzajemnej troski o siebie, pouczenia duchowego... Szczególny czas. Nad tym, jak przeżywać go jeszcze lepiej, bardziej świadomie i pełniej, dziś właśnie się zastanawiamy... Już za chwilę popołudniowa praca w grupach, której zresztą jestem bardzo ciekaw... Bogactwo zakonu to również zróżnicowanie wiekowe braci. Są starsi, którzy pamiętają inne odsłony tego samego zjawiska, co samo w sobie jest ciekawe i daje nam dużo inspiracji... Poza tym uczy nas cierpliwości, zwłaszcza nas, młodych, którzy bylibyśmy skłonni zmieniać wszystko już, teraz, od zaraz... A poważne zmiany czasem potrzebują wielu lat dojrzewania...

Dzisiejsza medytacja postawiła mi przed oczami słowo "zaniepokojony". Taki właśnie był Herod, gdy usłyszał o wszystkich cudach dokonanych przez Jezusa... Pomyślałem sobie - czy moje życie, poza tym, że głosi chwałe Najwyższego, głosi Jego dobroć i miłość, również niepokoi? Czy ci, z którymi się stykam są rzeczywiście jakoś zaniepokojeni? Ba, czy ja sam daję się zaniepokoić Słowem Boga, tudzież świadectwem innych, którzy są wokół mnie... Zdolność odczuwania wewnętrznego niepokoju w kontekście moralności jest oznaką działąjącego sumienia, co samo w sobie jest bardzo ważnym znakiem, dobrym znakiem...

Sięgnąłem również do następnego Łukaszowego wspomnienia Heroda, którego dokonuje w 23 rozdziale swojej Ewangelii. Wówczas, gdy Jezusa przyprowadzono do Heroda podczas procesu, ten bardzo się ucieszył, bo liczył, że coś zobaczy. Zasypał go też wieloma pytaniami, na które jednak Jezus mu nie odpowiadał. Wówczas Herod nim wzgardził i odesłał, niczym rzecz, zabawkę, którą się znudził... Zdałem sobie sprawę, że w przepowiadaniu Słowa trzeba się liczyć z tym, że wokół mnie będą również i tacy, którzy będa się chcieli zabawić moim kosztem, że nie będzie ich interesowało Słowo, a na pewno nie nawrócenie, ale raczej ich zamysłem będzie wyszydzić, wyśmiać, sprofanować... I nad tym skupiłem się w modlitwie nad słowem - aby Pan dał mi łaskę odróżniania, abym nie pozwolił profanować Słowa, abym milczał wobec tych, którzy chcą zadrwić z Boga... To wielka sztuka, bo choć nie ma takich z pewnością bardzo wielu, to jednak są i trzeba umeić wobec nich przyjąc postawę Jezusa... Pełną szacunku, ale i zdecydowania...