Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

daj...

2011-09-18

Mili Moi...

Własnie wróciłem ze Stagniewa po kolejnej już turze trzydniowych rekolekcji dla katechetów. Zmęczony, ale szczęśliwy, bo mówienie o Jezusie naprawdę uszczęśliwia. Niby to bardzo blisko Elbląga, ale właściwie koniec świata w znaczeniu komunikacyjnym. Ani zasięgu w telefonach, o internecie już nie wspominając... Ale może to i dobrze. W takich sytuacjach badam zawsze poziom mojego uzależnienia od tych cywilizacyjnych zdobyczy. I stwierdzam ze smutkiem, że jest wciąż zbyt duży...

Piszę tu zawsze o tym, czym żyję, więc muszę wspomnieć, że nadal reflektuję nad czwartkowym pogrzebem, choć teraz nieco w inny sposób. Otóż pogadałem sobie szczerze z mężem Eweliny, dowiedziałem się od niego, co się tak naprawdę stało. Tak jak wspominałem, mam takie poczucie w sercu, że Pan Bóg daje mi tego człowieka jako brata i możemy sobie coś wzajemnie dać. Czuję, że zarówno ja dla niego, jak i on dla mnie, może stać się darem. Bardzo dobry, serdeczny człowiek... Jakoś bardzo z nim współodczuwam tę sytuację i nie przestaję się za niego modlić. Umówiliśmy się na spotkanie... Pogadamy, pomilczymy... chce mnie zabrać w miejsca, w których bywał ze swoją żoną, ich ulubione miejsca... Jedno, co mnie bardzo podnosi na duchu to jego słowa - Michał, ta sytuacja bardzo mnie zbliżyła do Boga, a poza tym przestałem się bać śmierci... Artur, dobrze, że jesteś... Ja naprawdę czuję, że jestem blisko ciebie... i w sercu cię nieustannie powierzam Jezusowi... Proszę was wszystkich, wesprzyjcie Artura waszą modlitwą...

Dziś zamyśliłem się nad hojnością Boga... Wszyscy tak naprawdę wyciągamy do Niego rękę, a On każdemu udziela... No właśnie... Tyle, ile sam uznaje za dobre i słuszne... Tymczasem my niejednokrotnie stosujemy nasze, ludzkie kryteria oceny i poprzez porównywanie się z innymi wpuszczmy do serca zawiść i zazdrość, jednocześnie z Boga robiąc niesprawiedliwego krzywdziciela, bo przecież innym dał więcej, a może nie zasługują, a może nie są wystarczająco potrzebujący... Bo my wiemy... A gdyby tylko odwrócić sposób patrzena i w Bogu widzieć hojnego dawce, który każdemu daje najwięcej, czyli tyle, ile on w danej chwili jest w stanie przyjąć... Gdyby widzieć w Nim naprawdę dobrego Ojca, który nie splamił się cieniem niesprawiedliwości wobec nas, ale jest przeniknięty miłością w każdym geście...

Ale do tego potrzeba wielkiej wolności wewnętrznej, powiedziałbym, optymistycznej wolności, która we wzystkim widzi Jego łaskę... Tylko wówczas, gdy zdecydujemy się zachwycić hojnością Boga, możemy się nieustannie czuć obdarowanymi... I to w każdym calu naszego istnienia... 

Ostateczną weryfikacją tej wolności jest nasz stosunek do śmierci... Obawiam się, że w niewielu z nas jest ten Pawłowy dylemat - umrzeć, czy żyć? Dla nas odpowiedź jest cżesto jedna - żyć, żyć, żyć, za wszelką cenę... Umiejętność przyjęcia śmierci jako dowodu hojności Boga jest przejawem wielkiej dojrzałości... Nie bać się śmierci może człowiek prawdziwie wolny, który wie, że wszystko jest darem. Nawet to, co tak bradzo kocha i co go tu na ziemi tak bardzo trzyma - rodzina, praca, marzenia... Wszystko jest darem Jego miłości, podobnie jak i śmierć, która ostatecznie nas zaprasza do wielkiego świętowania... I w tym widać wyraźnie, że Jego myśli nie są naszymi, a Jego drogi są tak różne od naszych... Nawrócić się w swoim myśleniu ku hojnemu Bogu... I zacząć od dziś... nie od jutra...