Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

problemy z prawem...

2011-09-03

Mili Moi...

Jestem znowu w Gnieźnie, w miejscu, w którym rosłem u początku mojej drogi zakonnej... Kaplica nowicjacka (a dziś postulancka) jest miejscem, w którym wyciszam się chyba najbardziej na świecie. Tam się chce nawet mówić szeptem. Kiedy odmawiamy wspólnotowe modlitwy, to głos tych kilku zaledwie gardeł zlewa się w coś, co przypomina niewielki, szemrzący strumień, który, ufam w to, łączy się z niezgłębionym oceanem modlitw całego Kościoła, odmawianych w dzisiątkach miejsc takich jak to. W naszej kaplicy na stryszku jestem w stanie sobie to chyba najlepiej wyobrazić.

Trwa spotkanie kandydatów do naszej prowincji zakonnej na ten rok formacyjny. Jest ich zaledwie trzech. Rzecz jasna i za tych trzech składamy Bogu wielkie dziękczynienie, bo są oni niewątpliwie dla nas wielkim błogosławieństwem. Przeżywają te rozmowy z Wikariuszem Prowincji, które mają podprowadzić do ostatecznej decyzji ze strony zakonu, czy zostaną przyjęci, czy też nie. Ktoś może pomyśleć - macie ich tylko trzech, nad czym się tu jeszcze zastanawiać, bierzcie ich z pocałowaniem ręki i z wdzięcznością, że jeszcze w ogóle ktoś się tym rodzajem życia interesuje.  Od kilku już ładnych lat w naszej prowincji nie stosuje się metody - przyjmować wszystkich jak leci, a potem się zobaczy... W myśl zachęty bł. Jana Pawła II nawet wobec kryzysu liczby zgłaszających się, nie wolno obniżać wymagań. I cieszy mnie, że u nas bardzo wiernie się tego przestrzega. Niektórzy złośliwie mówią o tym - casting. Ale nie ma to nic wspólnego z jakąś niewrażliwą selekcją. Wiele razy odmowa jest podyktowana troską o człowieka, o którym od samego początku czasem wiadomo, że nie podoła wyzwaniom życia zakonnego, tudzież wysyła wyraźne sygnały, że nasz, ściśle wspólnotowy charakter życia nie jest jednak dla niego. Wówczas szkoda jego czasu i naszych wysiłków i informuje się go o przyczynach odmowy. Ale na szczęście takich przypadków jest mało i z radością możemy raczej przyjmować kandydatów na nowych braci. Mam nadzieję, że z tą trójką właśnie tak się stanie i zostaną przyjęci. Piszę, że mam nadzieję, bo ostateczną decyzję zawsze podejmuje o. Prowincjał. Ale aż miło na nich popatrzeć, na ich gorliwość, ideały, marzenia i fascynacje... To jest ogromne świadectwo dla nas "starych wyżeraczy", żebyśmy nigdy nie zapomnieli, po co tu przyszliśmy...

A dziś Słowo kolejny raz prowokuje mnie do refleksji na prawem. Prosiłem dziś Jezusa, żeby dał mi jasno poznawać granice, zwłaszcza w tych sytuacjach, w których nie wolno niczego poszerzać. A z drugiej strony, abym miał w sercu to wielkie zaufanie do Niego, żebym rozumiał, że On chce raczej miłosierdzia, niż ofiary, szczerego nawrócenia ku Niemu, niż mnożenia przepisów i reguł. Czasem przeżywam różne wahania... Nawet w dość banalnych okolicznościach... Choćby wczoraj - piątek, a zatem obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Z drugiej strony podróż, która dyspensuje od tego nakazu. Ale jako że prawie zawsze podróżuję w habicie, to zastanawia mnie problem zgorszenia... Bo co pomyślą sobie bracia w wierze, którzy zobaczą zakonnika pożerającego ze smakiem hamburgera, czy inne niezdrowe świństwo... I nie chodzi o to, co ludzie powiedzą, tylko o to, jaki wpływ będzie to miało na ich wiarę, czy nie zaowocuje myślą - no, skoro nawet zakonnik wcina prosiaka, to i ja mogę... Rzecz jasna zawsze można wybrać coś z rybą, ale... No właśnie... Takich niuansów w codzienności jest sporo... A wyczucie co jest lepsze na daną chwilę, co przyniesie lepszy owoc, jest wielką łaską i o nią dziś szczerze się modliłem...

Po obiedzie odprawiałem Drogę Krzyżową. Czynię to zwykle w piątek, ale wczorajsza podróż trochę mnie wybiła z rytmu. Wykorzystałem rozważania papieża Benedykta z Koloseum z 2005 roku. Papież już w pierwszej stacji mówi tak - Piłat nie jest jakimś nikczemnym potworem. Wie, że skazaniec jest niewinny; szuka sposobu, aby go uwolnić. Serce ma jednak podzielone. Ostatecznie nad prawem bierze górę jego zdanie, on sam...  A w dziewiątej stacji są druzgocące słowa - Czy jednak nie powinniśmy myśleć również o tym, ile Chrystus musiał wycierpieć w swoim Kościele? Ileż razy nadużywa się sakramentu Jego obecności, w jaką pustkę i złość serca tak często On wchodzi? Ileż razy sprawujemy go tylko my sami, nie biorąc Go nawet pod uwagę! Ileż razy jego słowo jest przekręcane i nadużywane! Jakże mało wiary jest w tylu teoriach, ileż pustosłowia! Ileż pychy i samouwielbenia!

I nie mogę przestać o tym myśleć...