Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

dawać...

2011-09-01

Mili Moi...

I tak oto mamy 1 września... 1925 dzień mojego kapłaństwa... Przyznam, że jest to dla mnie ważny dzień i zawsze jakoś wewnętrznie go przeżywam, z racji na kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej. Stają mi przed oczami te zastępy męczenników, tych kanonizowanych i tych, którzy niedostrzeżeni, oddali swoje życie za Ojczyznę... Zawsze stawiam sobie pytania - a gdyby dziś? a gdybym ja? a gdyby Ojczyzna wezwała? Przekonuję się, że to nie są we mnie proste pytania, a odpowiedź nie jest tak spontaniczna, jakbym tego chciał... Ale jest... Gdzieś w głebi duszy jest...

Dzisiejszy dzień jest szczególny z jeszcze jednego powodu... Z powodu pożegnania... Nie lubię pożegnań (chyba nikt ich nie lubi), a dziś jadę do Gdyni, aby pożegnać mojego współbrata Michała, który jutro wylatuje na misje do Ekwadoru. Z jednej strony czuję wielką radość i jakąś swoistą dumę z Michała. Wszak wyrósł nowy misjonarz. Z drugiej strony, czuję że tracę coś cennego, jakąś szczególną więź porozumienia, bo jest to jeden z najbliższych mi braci, z którym naprawdę jestem w serdecznej relacji... Pewnie, że nie żegnamy się na wieki, pewnie że są środki komunikacji różnorakie... Ale dwa lata się nie zobaczymy... A to długo... Poza tym... odezwały się przy tej okazji moje dawno uśpione tęsknoty misyjne, ale o tym przy innej okazji...

Dziś odczułem wielką tęsknotę za Słowem. Niczym ten tłum ewangeliczny, który ciśnie się do Jezusa, aby słuchać Słowa. Ja odkryłem w sobie prawdziwy głód słuchania... Już nie raz o tym pisałem, ale jest to coś, co pożera mnie od środka i jest niezaspokajalne... Tak bardzo chcę o Nim słuchać, a tak mało mam okazji... Bardzo dużo głoszę, a słuchanie... Ja, jak każdy inny człowiek, potrzebuję, żeby ktoś głosił mi Jezusa... Tęsknię już za dobrymi rekolekcjami, za ciszą w Nim... Wkrótce jadę na tzw. Kapitułę Duchową, takie quasi rekolekcje, które w tym roku przeżywamy w naszych prowincjach franciszkańskich. Nie są to jednak takie rekolekcje z prawdziwego zdarzenia... Ale już żyję tęsknotą za rekolekcjami lectio divina u salwatorianów w Krakowie, które zaplanowałem na przełom kwietnia i maja przyszłego roku... Tęsknota rośnie z każdym dniem...

Ale dziś też pojąłem jakie wielkie znaczenie ma moje głoszenie, jak wielką łaskę Pan mi wyświadczył powołując mnie do takiego dzieła. Stanęło mi to znowu przed oczami. Poczułem się niczym Filip, do którego przychodzą Grecy i mówią - pokaż nam Jezusa... Ja mogę robić to każdego dnia... Pan dał mi do tego narzędzia. I to napełniło mnie również wielką wdzięcznością. Podobnie jak fakt, że mogę poranek spędzać w kaplicy.Tak wiele osób cierpi na brak czasu na poranną modlitwę, na brak miejsca, w którym mogliby się skupić, a ja to wszystko mam... Dziś odczucie ogromu tej łaski i wielka wdzięczność...

Poza tym nowa świadomość odpowiedzialności - odtąd ludzi będziesz łowił... Na Twoje słowo zarzucę sieci. Przecież to jest wielka sprawa. Czasem o tym zapominam. A tu nie ma miejsca na rutynę, na zwietrzałą sól, na oszczędność ewangelicznego światła. Tu naprawdę trzeba rozdać siebie... I tu naprawdę potrzebne są słowa Jezusa - nie bój się... Bo bardzo szybko okazuje się, że ludzkie siły tu na nic, za słabe, niewystarczające... Potrzeba herosów Słowa, zwłaszcza na dzisiejsze czasy... Takim heroizmem może nasycić tylko Jezus... Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść - chce mi się dziś zawołać wraz z Jeremiaszem... Zatracić się w tęsknocie za Słowem Jezusa, pozwolić Mu się napełnić, a potem tylko dawać, dawać, dawać... nie tylko ze swojego, ale nade wszystko z Jego miłującego serca...