Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

uwiodłeś mnie...

2011-08-28

 

Mili Moi...

Wczoraj nawiedziłem Czersk - rodzinne wydarzenie - ślub, który dla mnie zakończył się średnio - spadłem ze schodów i skręciłem nogę... Noc nie przespana i takie tam... A dziś w Kołobrzegu osiem kazań... No jakieś rekordy biję... Ale dla Jezusa warto... No i na Facebooku się wreszcie zamontowałem... Czyli zacząłem istnieć, bo jak cię nie ma na Facebooku, to znaczy, że podobno nie ma cię w ogóle:)

Jakiś czas temu czytałem pewien artykuł w Internecie poświęcony ascezie i kiedy zostało tam szerzej omówione zagadnienie „zaparcia się samego siebie”, jeden z komentatorów (anonimowych rzecz jasna), wysłał wszystkich autorów i czytelników do psychologa, używając wobec nich niewybrednych epitetów, których tu nie przytoczę.

 

Czy rzeczywiście zaprzeć się siebie, to oznaka utraty kontaktu z rzeczywistością domagająca się reakcji farmakologicznej? Bo w czasach wszelkich spełnień, samorealizacji i dążenia do rozwoju wszelakich ludzkich potencji, pomysł ten wydaje się rodem ze średniowiecza, a nawet, jak pokazuje Ewangelia, z jeszcze dawniejszych czasów.

 

O co chodzi Jezusowi, kiedy udziela nam tej mało zrozumiałej lekcji – niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje…?

 

Nie tak dawno wróciłem z pielgrzymki (to żadna tajemnica)– a tam codzienny różaniec i całe mnóstwo próśb o uwolnienie od cierpienia, o usunięcie krzyża, o wyzwolenie z życiowych trudności. Niewiele próśb o umocnienie w cierpieniu, o zrozumienie krzyża, o akceptację woli Bożej…

 

Nasze największe życiowe pragnienia dotyczą naszej codzienności, która ma być wolna od smutku, cierpienia, ale też od wysiłku i trudu. Takie życie lekkie, łatwe i przyjemne i najlepiej bez zobowiązań, bo to wszystko za dużo kosztuje.

A w tym kontekście - triumfujący Bóg, Bóg zwycięzca, Bóg gromiący swoich przeciwników – do takiego Boga możemy należeć, w takim obozie byśmy siebie widzieli, taki Mesjasz to jest Mesjasz…

 

Podobnie sprawę widział i rozumiał Piotr – nie mogło mu się w głowie pomieścić, ze Ten, którego przed chwilą nazwał Mesjaszem i który mu tę intuicję potwierdził nazywając ją natchnieniem z wysoka, nagle zaczyna mówić o śmierci, męce i cierpieniu. To wszystko nie ma sensu, jest mową bez ładu i składu… To może nawet sprawka demona…

 

A zatem trzeba Mistrza pouczyć, przypomnieć Mu jakim ma być Mesjaszem, żeby ludzie Go szanowali, a przy okazji, żebyśmy i my, Apostołowie, mogli z uśmiechem dumy za Nim podążać… Bo to nas wybrał, bo to myśmy rozpoznali…

 

Jezus nie zostawia na Piotrze suchej nitki – nic nie zrozumiałeś Piotrze, nie widzisz oczami Boga. Moja misja jest podporządkowana Jego woli i ona jest najważniejsza. Nie twoje pragnienia, marzenia, przeżycia i emocje. Nie ty stoisz w centrum, ale Bóg, wróć na swoje miejsce, wróć za mnie, nie wychodź przede mnie…

Ta bolesna lekcja to lekcja krzyża. Nie ma przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła bez doświadczenia krzyża. Trudno nam to zrozumieć także wówczas, kiedy on już przychodzi, nie mówiąc o czasie względnego spokoju. Bunt, złość, gniew, bezsilność, zwątpienie, niewiara… To wówczas jest nam bliskie…

 

Tymczasem Jezus mówi, że uczeń nie jest nad Mistrza i uczeń ma Go naśladować. Taki jest twój Mistrz… On jest Mesjaszem Ukrzyżowanym, wzgardzonym, pobitym, odrzuconym… Czy chcesz za takim iść? Naśladować Mistrza to brać krzyż przeciwności i cierpienia i nie bacząc na łzy iść za Nim, bo na końcu tej drogi nie ma śmierci, ale życie…

 

Taka postawa naprawdę domaga się wiary. O ileż bardziej przekonująca wydaje się postawa lawirowania życiowego – aby uniknąć tego, co trudne, aby uniknąć wszelkiego wysiłku, cierpienia… Ile przy tym krzywdy, ile egoizmu, kłamstwa, złego słowa…

 

Tymczasem Paweł mówi – uczyń ze swojego życia ofiarę miłą Bogu, czyń to, co się Jemu przede wszystkim podoba – postaw Go na pierwszym miejscu w swoim życiu, zacznij żyć tak, żeby najpierw liczył się On, a potem ty, przeorientuj swoje życie, zmień Jego bieg, nie skupiaj się na sobie, ale na Nim… To dopiero droga do szczęścia…

 

Niemożliwe? Po ludzku nie… Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego… Paweł powie – teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus… A na innym miejscu – umarliście z Chrystusem i wasze życie ukryte jest w Bogu…

 

Żeby zacząć to przeżywać potrzeba doświadczenia, o którym dziś pisze Jeremiasz – uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść… Czy myślisz, że to tylko jego doświadczenie??? Zostać uwiedzionym przez Pana… Co to znaczy? Pozwolić się Mu zafascynować, nie widzieć świata poza Nim… Wtedy On staje się wzorem i nie chce się już brać wzoru z tego świata… Możliwe… Trzeba tylko pozwolić…

 

Wówczas nawet krzyż nie jest straszny, bo Miłość niesie go wraz ze mną. Wówczas żadne zadanie nie jest ponad moje siły, bo Miłość realizuje je wraz ze mną… Uwiodłeś mnie Panie…