Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

warto było...

2011-08-16

Mili Moi...

No i jesteśmy już  powrotem:) W zasadzie trzeba przyznać, że z Jasnej Góry wróciliśmy już w piątek... To jest małe, choć dotkliwe cierpienie mojego serca. Wchodzimy w czwartek wieczorem, po mszy natychmiast udajemy się spać, żeby w piątkowy poranek już wyruszyć do domu, bo trzeba po pielgrzymce posprzątać... Jako organizator, nigdy nie mogę się nacieszyć obecnością w domu Mamy. Jestem tam tylko przez mgnienie i to musi wystarczyć... W każdym razie wróciłem w piątek, a już w sobotni poranek udałem się do Krynicy Morskiej, gdzie prowadziłem dwudniowe skupienie dla wspólnoty "Effatha" z Gdańska. Skończyłem je w niedzielny wieczór i natychmiast pojechałem do Bolszewa, gdzie w poniedziałek przez dzień cały głosiłem kazania z okazji odpustu parafialnego Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dziś więc dopiero udało mi się nieco zrealizować marzenie chyba każdego pielgrzyma, które zostało zresztą uwiecznione na zdjęciu powyżej - WYSPAĆ SIĘ!!! Nie napiszę więc, o której dziś wstałem, żeby nikogo nie zgorszyć, ale wszak dziś rozpoczął się mój urlop (znów kilkudniowy zaledwie) więc może nie byłoby to aż tak gorszące...

Co o pielgrzymce? Możnaby pisać wiele... Grupa jak zawsze fantastyczna, choć wciąż smutno, bo z naszej parafii elbląskiej skrajnie mało ludzi. W sumie było nas około 60 osób. Przewodził nam św.Maksymilian i o nim głównie każdego dnia traktowała konferencja. Przechodzimy też przez miejsce narodzin i chrztu św. Faustyny, więc zawsze odprawiamy triduum przed tym dniem, które poświęcone jest także w nauczaniu Sekretarce Bożego Miłosierdzia. Zakończyliśmy nasze pielgrzymowanie, jak co roku wieczorną adoracją Najświętszego Sakramentu z błogosławieństwem indywidualnym, oraz z przyjęciem przez każdego z nas Cudownego Medalika...

Ludzie, którzy pielgrzymują z nami są w różnym wieku i różnego stanu. Niemniej są każdego roku dojrzalsi i to mnie zawsze dziwi, bo właściwie sporo osób idzie z nami pierwszy raz. Tę dojrzałość widać zwykle w codziennym dzieleniu Słowem, które następuje wieczorem. Jak głęboko ludzie potrafią mówić o swoim odkrywaniu Pana Boga!!! To mnie strasznie ceszy i jest bardzo umacniające. Otwartość i szczere pragnienie  przeżycia rekolekcji w drodze... To wyróżnik naszej grupy. Nie ma u nas świeckiej muzyki, nie ma kabaretów odtwarzanych przez tuby, nie ma wielu innych rzeczy, które można usłyszeć niestety na trasie... I nie piszę o tym dlatego, żeby kogokolwiek oskarżać, czy oceniać, ale po to, żeby podkreślić, że ludzie idący w naszej grupie, właśnie za to byli wdzięczni i głośno tę wdzięczność wyrażali. Myliłby się jednak ktoś, kto sądziłby, że jest u nas smutno i ponuro. Wręcz przeciwnie. Młodzi ludzie idący z nami reprezentują ten najgłębszy poziom radości, radość duchową, która nie wyraża się w wesołkowatości, ale w dostrzeganiu Bożego pękna wokół... Strasznie jestem z nich dumny i naprawdę szczęśliwy, że mogę przewodzić takiej grupie...

Nie zabrakło jednak w tym roku sytuacji nowych i dla mnie osobiście trudnych. Przede wszystkim sześć osób wróciło z trasy do domu. Nie dali rady fizycznie, a niektórzy z nich chyba raczej psychicznie. To znaczy przeszkody ich pokonały i nie udźwignęli obciążenia. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo odkąd prowadzę tę grupę, nigdy nikt z trasy nie wrócił do domu, wszyscy dochodzili (nawet jeśli musieliśmy ich wieźć przez jakiś czas). Drugie nowe doświadczenie to fakt, że musiałem dwóm osobom podziękować za pielgrzymowanie z naszą grupą, co też dla mnie było czymś zupełnie nowym. Nie stało się to od razu, bo najpierw postanowiłem poszukać w sobie wszelkich możliwych zasobów cierpliwości, ale ostatecznie obecność tych osób bardzo negatywnie wpływała na całą grupę, więc należało coś z tym zrobić. Bolesne, ale wydawało się konieczne. Osoby te doszły na Jasną Górę, ale już nie z naszą grupą. Wreszcie, trzecie trudne doświadczenie (może najtrudniejsze), to człowiek, który pełnił jedną z ważnych funkcji w pielgrzymce, a który okazał się zupełnie nieodpowiedzialny i stał się przyczyną niemałego cierpienia mojego, ale jak się dziś okazuje również wielu innych osób. Jego zniewolenie dało się nam wszystkim mocno we znaki. Ale jak powiedział jeden z moich przyjaciół - chwast i pszenica muszą rosnąć razem... I jakoś tego doświadczyliśmy. Ale on stał się przyczyną, że po raz pierwszy w życiu modliłem się, żeby ta pielgrzymka skończyła się jak najszybciej...

Doświadczyliśmy też na trasie wielu duchowych walk, a demon deptał nam po piętach... Chcę wspomnieć tylko o jednym wydarzeniu, które pokazało mi to bardzo wyraźnie... Otóż mijamy jedną z parafii na naszym szlaku, w której proboszcz od lat chciał się pozbyć pielgrzymki, bo była dla niego jakimś ciężarem i szukał do tego jakiegoś pretekstu. Nie jest to trudne i w zeszłym roku po jakimś niefrasobliwym komentarzu pewnej młodej dziewczyny, która nie umiała być wdzięczna i skrytykowała jedzenie, któe jej podano, ów proboszcz stwierdził, że więcej naszej pielgrzymki nie przyjmie. Musiał niestety chyba również podburzyć swoich parafian, bo w całkiem dużej wiosce nie czekał na nas nikt, co jest sytuacją zupełnie nienaturalną na pielgrzymim szlaku. Zatrzymaliśmy się w tym nieprzychylnym miejscu na chwilę, a gdy z niego wyruszaliśmy, tuż przy wyjściu z wioski, napotkaliśmy dużą grupę Świadków Jehowy, któzy właśnie do tej wsi wchodzili. Tak jakby demon nam pokazał kto zajmie nasze miejsce. Modliliśmy się bardzo za tego proboszcza, bo jego odpowiedzialność za tę parafię zostanie z pewnością rozliczona przez Pana, ale nie wpuszczając wysłanników Boga, pielgrzymów, dał niejako przyzwolenie na wejście do swojej owczarni ludzi inspirowanych przez złego, który nie pyta o zgodę, ale zawsze chętnie wchodzi tam, gdzie odwracają się od Boga... Serca zamknięte na Boga są łatwym łupem dla demona... Ciarki mi przeszły po plecach kiedy zobaczyłem ten obrazek i był to dla mnie jawny znak, że demon pielgrzymuje tuż obok nas...

A teraz chwila relaksu... Jutro do lasu na grzyby... Trochę samotności, bo chyba niczego na dziś tak bardzo nie potrzebuję, jak ciszy i spokoju:)