Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

byli znękani...

2011-07-05

Mil Moi...

Siedzę i czytam, a może już więcej jednak piszę... O Maksymilianie rzecz jasna i przyznam szczerze, że dowiaduję się niezwykłych i porywających moje serce informacji. Bo pozwólcie, że przytoczę wam tylko fragment konferencji, opartej na artykule z 1935 roku, w kórym jest opisane życie mieszkańców ówczesnego Niepokalanowa. Będę o tym mówił w czasie pielgrzymki. Tu chce tylko przedstawić plan dnia ówcześnie żyjących tam braci... Sami zobaczcie, czy to nie chwyta za serce...

Wstają po piątej. O 5.30 jest rozmyślanie w kaplicy, podczas którego przełożony czyta kilka zdań po czym wszyscy obecni myślą o nich i modlą się w milczeniu przez pół godziny, po rozmyślaniu Msza święta z komunią wszystkich braci, po czym pacierze, razem do 7.30. O 7.30 śniadanie w milczeniu (jak zawsze w refektarzu), chwila wolnego czsu na uporządkowanie siennika i o ósmej praca. Trwa ona do 11.55 z 15 minutową przerwą na rekreację. Owych 5 minut przerwy między pracą, a obiadem używa się na umycie rąk i krótką adorację w kaplicy. Po obiedzie modlitwy w kaplicy i rekreacja do 13.30. O 13.30 półgodzinny wykład religijny, rodzaj pogawędki w swobodnej pozycji.

O 14.30 praca do 18.30, kolacja, druga medytacja półgodzinna i godzina rekreacji głównej; o 21 grupa musi gasić światła i starać się spać; jak to się udaje, nie bardzo wiem, bo braciszkowie przeważnie śpią na strychach nad maszynami, które dudnią przez całą noc. Ale twierdzą, że śpią i spać muszą, bo wyglądają dobrze.

No i jak tu nie zadumać się nad naszym wygodnickim klasztornym życiem i nie zapytać się - Panie, a jak i czym my na nasze niebo zapracujemy, jeśli dziś duch pokuty, podobnie jak w świecie, i w klasztorach odszedł do lamusa? Nie wiem... Szukam, pytam Jezusa i wierzę, że On każdemu z nas wskaże najlepszy sposób wejścia w ducha ofiary, którym życie zakonne karmić się powinno...

Odwołuję się przy tym do jego litości, której wyraz daje dziś w Ewangelii i którą mnie rozczula... Ulitował się nad nimi, bo byli znękani jak owce nie mające pasterza. Jak bardzo czułe musi być Jezusowe serce... Serce, które nie czyni różnic i dla którego najważniejszy jest poziom znękania... nie poziom przygotowania na Jego łaskę, nie poziom nabożności i wszelkich religijnych zangażowań... Ból istnienia jest wystarczający, aby mieć udział w łasce Jezusa... Pomyślałem dziś o sytuacji wczorajszej - znów nie dałem ubogiemu pieniędzy... Zawsze toczę walkę wewnętrzną i wczoraj znów wygrała logika, mądrość ludzka... A on tak bardzo starał się zasłużyć... Powiedział do mnie - ale proszę księdza, ja jestem trzeźwy... Potem powiedział - przepraszam bardzo, spuścił głowę i poszedł... A ja zostałem z moją logiką, która nie bardzo radziła sobie z argumentacją, bo naczelny argument "pewnie na wódkę" jakoś tak rozpłynął się we mgle trzeźwości... Jezus pewnie postąpiłby inaczej... Bo spotkany przeze mnie był niczym owca... ze spuchniętą twarzą... pobity przez życie, które może rzeczywiście przegrywa dnia każdego... 

No i jak tu nie szukać form pokuty za mnie samego i podobnych do mnie "mędrców", którzy odwracają głowę, bo logika podpowiada, że nie naprawię całego świata i nie pomoge wszystkim... Ale temu wczoraj mogłem pewnie jakoś pomóc... I temu jutro też pewnie będę mógł... A dziś... Przynajmniej dla siebie i dla nich będę wołał o łaskę, aby Pan wzruszył się naszym losem... tymi przegranymi i tymi, którzy zapominają, że o własnych siłach nie wygrają i też przegrywają nie wiedząc o tym... Bo wszyscy, niczym owce, tęsknimy za pasterzem... I wszyscy mamy tendencję szukać Go nie tam, gdzie trzeba...