Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

dobroci i miłości pełne...

2011-07-01

Mili Moi...

Trwam dalej w nauce mojego świętego współbrata, o. Maksymiliana. Dziś zajmowałem się jego działalnością misyjną... Co za gość:) Wyrzucił ze słownika słowo "niemożliwe" i to chyba jest tajemnica jego sukcesu.Jadąc do Chin na misje już po drodze próbuje w miejscach postoju organizować wydawanie Rycerza Niepokalanej. Kilka godzin do dyspozycji? Dlaczego nie spotkać sie z biskupem miejsca i nie omówić spraw wydawniczych... Podejrzewam, że musieli być owi biskupi niepomiernie zdziwieni... Ale to był on, Maksymilian, jak samo imię wskazuje, nie zadowalał się półśrodkami...

A dziś tajemnica Serca Jezusa... Jestem nią bardzo poruszony, bardziej niż zwykle, co poczytuję sobie za łaskę od Pana... W naszym kraju robi ostatnio karierę sformułowanie "prawdziwy Polak", czy "prawdziwy patriota". Oczywiście przetacza się wielka dyskusja, bo każdy stosuje inne kryteria w ocenie, a doba relatywizmu, w której przyszło nam żyć, głosząca, że twoja prawda jest równoważna mojej prawdzie i żaden z nas nie ma prawa swojej prawdy narzucać drugiemu, też nie jest tu bez znaczenia. Ale nie o Polakach prawdziwych chcę pisać, tylko o prawdziwej miłości, której źródłem dla chrześcijan jest sam Bóg. On jest ostatecznym kryterium miłości w świetle którego oceniamy każdą inną miłość i orzekamy czy jest prawdziwa, czy też nie. To On wyznaczył normy, granice, możliwości... To od Niego się miłości uczymy...

W pierwszym czytaniu zawarta jest dziś zachęta - uznajcie, że wasz Bóg jest Bogiem... To niezwykle ważne, bo z postawienia Boga na pierwszym miejscu w życiu wynika całkiem sporo i wszystkie wartości nabierają zupełnie nowego kształtu. Konsekwencje uznania Boga Bogiem rodzą radykalizm i nie dopuszczają już postawy "Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek". Uznanie Boga niesie nowe spojrzenie na miłość i formy jej wyrazu i tak dalej, i tak dalej...

Znów nie w tym kierunku biegną moje myśli. Raczej wstrząsa mną fakt, że człowiek, który rozpoznał miłość Boga, który jej doświadczył, natychmiast odkrywa jak mało sam kocha, jak nieporadnie na tę miłość odpowiada, jak niewdzięczny jest wobec ogromu tej Bożej miłości. To rodzi wręcz cierpienie i ból, bywa, że odczuwany również fizycznie i wprowadza w tajemnicę wynagradzania, czy zadośćuczynienia za zniewagi wyrządzone tej miłości. I tu już dochodzimy do św. Małgorzaty Marii Alacoque, powiernicy Serca Jezusowego. To do niej Jezus mówił o niwdzięczności ludzkiej i ją prosił - przynajmniej ty wynagradzaj za te zniewagi wyrządzone mojej miłości, na ile tylko możesz. I staje się to jej życiową misją. Nie stroni od żadnego cierpienia, co skwapliwie wykorzystuje demon, aby ją jeszcze bardziej pognębić i upokorzyć... Żeby zacytować tylko epizody z jej opowieści...

W tym czasie podjęła pracę przy chorych. Szatan z zazdrości o jej miłość do Zbawiciela wytrącał jej nieustannie z rąk to, co niosła. Było to przyczyną wielu upokorzeń ze strony innych. Potem odzywał się: "Głupia, nigdy niczego dobrego nie zrobisz". Pewnego dnia chciała wyciągnąć ze studni wiaderko wody, ale uchwyt koła nieszczęśliwie wymknął się jej i tak silnie uderzył w twarz, że runęła na ziemię. Przednie zęby zostały wybite, a dziąsła poszarpane. Spowodowane przez to boleści i nieustanny ból głowy, sprowadziły na nią niejedną bezsenną noc. Zatopiona w rozmyślaniu o cierpieniach Zbawiciela w ogrodzie oliwnym, uczuła w sercu pragnienie uczestniczenia w mękach Boskiego Oblubieńca. Jezus odezwał się: "Przeszedłem tam większe wewnętrzne cierpienia, niż w całej mej pozostałej męce, ponieważ uczułem się opuszczonym i obciążonym brzemieniem grzechów świata całego.

Pomyślałem dziś bardzo intensywnie o duchu pokuty, o duchu wynagrodzenia w moim życiu. Jest to szczególnie ważne i aktualne, ponieważ należę do Zakonu Pokuty, jak sam nazywał go św. Franciszek, który po wielokroć z płaczem wołał - Miłość nie jest kochana... Przyznam, że i mnie się dzisiaj płakać nad tym chciało. Dawno już nie byłem tak poruszany i naprawdę napracowałem się na mszy, żeby się nie wzruszyć do łez nad miłością Pana. Dawno już m się to nie zdarzyło... To odczytuję naprawdę w kluczu wielkiej łaski...

Jest mi tym smutniej, że doświadczam na co dzień, że ten temat, ta treść - zadośćuczynienie, wynagrodzenie, to rzeczywistości właściwie nieobecne w życiu większości chrześcijan. My kapłani z pewnością mówimy o tym za mało. Post piątkowy? A kto o tym dziś pamięta... A co mówić o czymś większym... Podobnie z pielgrzymką pieszą. Od kilku lat się nad tym zastanawiam... Dlaczego tracimy ludzi? Czy ta forma się już przeżyła? Nie... Ale jeśli rodzice usuwają najmniejsze źdźbło sprzed nóg swego dziecięcia, nie oczekują od niego żadnego wysiłku, to o jakim duchu ofiary możemy z nimi rozmawiać... Treści zupełnie niezrozumiałe... Oby Pan zechciał mnie nauczyć  w jaki sposób mogę wynagradzać Mu tę moją niedoskonałą miłość, która ciągle jest bardziej skierowana ku stworzeniu, niż ku swemu Stwórcy...