Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

kryzys

2011-06-30

 

Mili Moi...

Całe dnie zgłebiam dziedzictwo kolbiańskie i naprawdę mi z tym dobrze... Dowiaduję się niesamowitych rzeczy o samym o. Maksymilianie oraz o tym, czego dokonywał. Czy wiecie na przykład, że do Niepokalanowa zgłaszało się 1800 (nie pomyliłem się) kandydatów rocznie. Wybierano z tego 100, pozostawało 50...  A pierwszy numer Rycerza Niepokalanej po japońsku wyszedł w miesiąc po przyjeździe o. Maksymiliana do tego kraju - bez żadnych pieniędzy i bez znajomości języka, bez koneksji i wsparcia... Pan Bóg może dokonywać wielkich rzeczy z ludźmi, którzy zdecydują się pójść krok dalej i którzy porzucą marzenia o "świętym spokoju"... Czytam to wszystko z okazji pielgrzymki, na którą przygotowuję konferencje kolbiańskie...

Takim człowiekiem, którego Pan Bóg wyprowadził ze świętgo spokoju był Abraham... Zaastanawiałme się czasem dlaczego tak gwałtowny kryzys, dlaczego tak trudne doświadczenia? Czyżby serce Abrahama zrobiło się tak senne, tak ospałe, że łagodniejszych bodźców by nie usłyszał, nie pojął, nie zrozumiał? A może Pan chciał Mu pokazać swój dynamizm przy jednoczesnej lekcji o możliwościach które tkwiły w samym Abrahamie, w człowieku. Wiele hipotez wysnuć można, wiele można zrozumieć... Niemniej zdaję sobie sprawę, że po wielokroć, kiedy odczuwam spokój w swoim życiu, mam tendencję do "osiedlania się tam". I z własnej woli nigdzie bym nie szedł, bo czego będę szukał, skoro mi tu dobrze. Tymczasem wiara jest drogą i nie znosi stania w miejscu, a żebym w niej nie gnuśniał i żeby mi się nie wydawało, że już wszystko osiągnąłem, potrzebuję kryzysu, na który sam się nie zdobędę. Wóczas Bóg, w swoim miłosierdziu, dba o to, żeby mnie wyrwać z tego mojego odrętwienia. Chwila, w której przestaje mi "być dobrze" jest paradoksalnie najczęsciej chwilą największej łaski. Wówczas tego nie widzę, wóczas jestem oburzony i mam poczucie niesprawiedliwości, bo komu to przeszkadzało, że ja już byłem taki zadowolony? Ale z perspektywy widzę, że to własnie w chwilach "burzy i naporu" uczyłem się o sobie najwięcej, a nade wszystko najpełniej odkrywałem Boga. A przecież o to chodzi... Aby być coraz bliżej Niego...

Te moje kryzysy pozwalają mi rozumieć lepiej innych. Mało tego, pozwalają mi czasem wziąć ich na ramiona i przynieść ich do Jezusa, podobnie jak przyjaciele dziś przynoszą doń paralityka. Niektórzy z tych blisko mnie są sparaliżowani grzechem. Czasem wcale nie zaliczam ich do przyjaciół, wręcz ich nie lubię. Ale staram się nieść, póki mam siłę, ufając, że znajdą się i tacy, którzy mnie poniosą, gdy to ja będę tego wymagał... Paraliż grzechu nie omija nikogo. Jedni trwają w nim krócej, inni dłużej. Kto wie komu zawdzięczam łaskę częstej spowiedzi, kto za mnie wznosi modły, jako za grzesznika, żebym się często nawracał. Ja już dziś rozumiem potrzebę nieustannego nawracania... Moja misja, to pomóc to zrozumieć tym, którzy tego nie widzą i nie rozumieją... A zatem niech Pan wprowadza nas w kryzysy, a my sobie nawzajem pomagajmy przez nie przechodzić...A jeśli trzeba to na nosze... i do Jezusa!!!

http://www.youtube.com/watch?v=M3XRRyNHLDI&feature=player_embedded