Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

no i już po...

2011-06-27

Mili Moi...

Wczoraj się nie opublikowało, więc może dziś...

No i już po... Wieczór ewangelizacyjny przy naszej parafii odbył się wczoraj i w zasadzie jestem bardzo wdzięczny Panu Bogu, bo zadbał o najmniejsze detale tego spotkania, a nade wszystko dziękuję Mu za pokój w moim sercu, bo właściwie do wieczora czułem się, jakbym to nie ja był organizatorem... Wielki spokój wewnętrzny... Zespoły na scenie były cudowne... W galerii możecie zobaczyć nieco zdjęć, choć one nie oddają w pełni tego, co działo się tego wieczoru. 40 synów to porywający zespół. To co oni zrobili z publicznością przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie było tam człowieka, który nie podrygiwałby w rytm muzyki. Prosty przekaz, choć wielce głebokie teksty, muzyka, która nie pozwalała ustać w miejscu... Coś fantastycznego... Ale na tę beczkę miodu przypada oczywiście łyżka octu... Mimo właściwie pięknej pogody było bardzo, ale to bardzo mało ludzi... Przyznam szczerze, że na początku byłem tym załamany... Rozpoczynaliśmy przy 50 osobach... Potem nieco ludzi doszło, więc sądzę, że na koncercie 40 synów mogło być 150-200 osób... Czujecie to??? Nasza parafia to prawie 10 tysięcy ludzi. Plakaty poszły do ponad 100 szkół i do wszystkich parafii naszej diecezji. promocja w prasie i internecie... Ręce opadają... A jak w jakimś niedługim czasie usłyszę od kogoś, że Kościół nic nie robi, zwłaszcza dla młodych, to obawiam się, że nie powstrzymam się od wypowiedzi w najbardziej dosadny z możliwych sposobów... I tu naprawdę nie chodzi o pieniądze, które w to zainwestowaliśmy, bo ja uważam, że one właśnie na tego typu wydarzenia winny być wydawane, ale kiedy myślę o całym wysiłku wielu ludzi, który został w to włożony... To mnie to najzwyczajniej złości, tak po ludzku, najprościej... Oczywiście strasznie mnie ucieszyli ci, którzy przyszli, to jak przeżywali, jak reagowali... Dziś już myślę o czymś następnym, bo nadal uważam, że warto... Ale czuję się trochę osłabiony w tych przekonaniach... No, ale dość narzekania... Było naprawdę cudownie...

Dziś natomiast taka mała anegdota... Na koncert przybyły również Magda z Gorzyc i Marta z Łodzi, dziewczyny, które znam z rekolekcji dla dziewcząt niegdyś przeze mnie prowadzonych. Ich obecność przedłużyła się na dzień dzisiejszy, więc pojechałem z nimi do Gdyni, aby zaczerpnęły nieco z klimatów nadmorskich. Kiedy poszliśmy do restauracji na obiad, pani, która przydzielała nam stolik, zaproponowała - pan niech usiądzie sobie na tej kanapie, a... córki może na tych krzesełkach obok:) Czujecie to... Jedna z nich właśnie zdała maturę, druga też zbliża się do końca liceum... Jak ja muszę wyglądać??? Bożesztymój... No "tatuś" Michał normalnie... A kiedy potem jakaś inna pani w Sopocie wręczyła mi próbkę kremu przeciwzmarszczkowego dla panów o pięknej nazwie "40+" i zaprosiła mnie do namiotu na jakieś badanie elastyczności skóry, to nawet już się nie zdziwiłem:)

A dziś Słowo, które moim skromnym zdaniem wzywa nas do radykalizmu... Dlaczego? Otóż radykalizm jest życiodajny, ożywiający... Zobaczcie, radykalny prorok Elizeusz, uczeń bardzo radykalnego proroka Eliasza, człowke całkowicie przeniknięty wiarą. Ma on odwagę w imię Boga obiecać kobiecie, że za rok będzie matką. Mało tego, gdybyśmy poczytali nieco dalej ten 4 rozdział 2 Księgi Królewskiej, to dowiedzielibyśmy się, że Elizeusz przywraca życie temu chłopcu, który zachorował i umarł... Pomyślałem dziś - kto z nas jest gotów czynić takie rzeczy, skoro Jezus zapewnia w Ewangelii Marka, że takie znaki będą towarzyszyć wierzącym? W czym rzecz? Jeśli w przypadku innego, przenikniętego wiarą człowieka (a myślę tu o św. Piotrze) nawet jego cień uzdrawiał, czy przepaski, które go dotknęły, a później zostały położone na chorych, niosły im zdrowie, to dlaczego nie my? Odpowiedź chyba w połowiczności, czyli w letniości naszej wiary. Ona zaczyna się od bardzo małych rzeczy, a prowadzi do wielkich niewierności, które ocierają się o hipokryzję. Bo czyż nie jest hipokryzją wyznawać w każdą niedzielę wiarę swoimi ustami, a całe swoje życie przeżywać jako wielką dyskusję z tym prawdami? Bo to tak czasem wygląda. Czy największymi wrogami naszej wiary nie jesteśmy my sami przez swój krytykancki sposób odczytywania rzeczywistości, kwestionowanie prawd wiary, wielkie dyskusje i nieustanne podważanie autorytetu Kościoła? Oczywiście nie uogólniam, nie dotyczy to z pewnością wszystkich, ale połowiczność to równia pochyła, na której bardzo trudno się zatrzymać i już tylko krok do oziębłości, czy hipokryzji. Jak wiele rzeczy, czy osób stoi w naszym życiu wyżej, niż Bóg? Jak wiele spraw jest istotniejszych? A Bóg przecież może poczekać, On zrozumie... Rachunek sumienia jak najczęsciej powinniśmy sobie z naszej letniości robić i piszę to przede wszystkim z myślą o sobie, bo mnie to dotyczy tak samo jak każdego innego człowieka. Letniość jest temperaturą rozkładu, a przez gnijącego chrześcijanina Bóg się raczej rzadko objawia. Dlatego jeśli chrześcijanin ma w ogóle być, to winien być gorący, radykalny, bo tylko taki chrześcijanin rodzi życie, niesie życie, jest życiodajny mocą Boga samego...