Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

jesteś dzieckiem Boga...

2011-06-20

Mili Moi...

Wczoraj cały dzień głosiłem kazania w naszej elbląskiej parafii, w których zachęcałem do udziału w naszej pieszej pielgrzymce... Trochę mnie martwi tendencja spadkowa, nie tylko zresztą w naszej grupie... Wiele jest przyczyn. Mnie najbardziej martwi ten brak otwartości na ducha ofiary, bo i to wśród przyczyn wymienić należy. Jak go wzbudzić, w jaki sposób mówić o tym, że potrzebujemy w naszym życiu ducha pokuty??? Nie wiem, przyznam szczerze, że nie wiem... Mimo, że jest to dla mnie prawda oczywista, to nie wiem jak się nią dzielić... W każdym razie zapraszałem i mam nadzieję, że może w tym roku pójdzie jednak więcej osób z naszej parafii. Liczy ona prawie dziesięć tysięcy osób, a w zeszłym roku szły z nami... trzy!!! Sami więc rozumiecie... Skrzydła opadają...

Poza tym jest to ostatni tydzień przed naszym wielkim koncertem (zobaczymy zresztą jak wielki on będzie:). Niemniej jest jeszcze trochę spraw do dopięcia. A to oświetlenie, a to Dziennik Elbląski chce coś o tym napisać, a to trzeba w okolicznych blokach kartki wywiesić, że przepraszamy, ale będzie głośno po 22.00... No niby niewielkie rzeczy, ale zrobić je trzeba, a to wszystko zajmuje czas... A mało go mam jak zwykle:)

W każdym razie zastanowiło mnie dziś w historii Abrahama, że ma wyjść i iść do miejsca, które Bóg mu wskaże... Czyli tak naprawdę nie wie gdzie idzie... Uderzyło mnie to bardzo, bo wszystko wokół zdaje się krzyczeć, że to nierozsądna decyzja, a jednak on idzie... Bardzo mi się to dziś połączyło z Maryją, ponieważ siedzę i czytam trochę o tajemnicy Wniebowzięcia, ponieważ 15 sierpnia mam kazania odpustowe w Bolszewie, a jako że będzie to tuż po pielgrzymce, trzeba o kazaniu pomyśleć odpowiednio wcześniej. I czytając o Jej wierze, odniosłem podobne wrażenie. Ona niczym Abraham, nie wie dokąd idzie. To jest wielka trudność wiary. Niby w jakimś tam ogólnym sensie wiemy jaki jest cel, jest to jakaś bliżej nam nieznana "ziemia obiecana". Ale wychodząc z naszego tu i teraz, czujemy często, jak Maryja, że zaproszenie nas przerasta, że jest tak mało danych, że jest jakiś ogólny kierunek, a co z całą resztą? Z naszymi uczuciami, z "życzliwymi" w naszym otoczeniu, z logiką ludzką, z naszym doświadczeniem... Kiedy wszystko zdaje się przeczyć Bożym pomysłom, my mamy się zdobyć na odwagę i wyruszyć do celu, który On sam nam wskaże. Ale kiedy wskaże, kiedy dojdziemy, jak będzie wyglądała droga, w jaki sposób ją pokonamy z naszym zasobem sił??? Na te pytania bardzo często nie ma odpowiedzi... I to jest wiara wbrew nadziei...

Może to jest też jakiś sposób mówienia o pielgrzymce. Tu, co prawda, cel dojścia jest znany, przynajmniej w tej warstwie materialnej. Bo celu duchowego, ku któremu chce nas poprowadzić Pan nie znamy, nie wiemy jakie mogą być konsekwencje tego wsłuchania się w Niego w drodze, nie wiemy czy podołamy, nie znamy wszystkich trudności, które nas czekają, mimo przygotowań nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego... Wyruszamy, a co będzie dalej wie tylko Pan... Z jednej strony niepokojące, z drugiej - fascynujące... Nade wszystko rozwijąjące. Bez ryzyka nie idziemy ani o krok do przodu... Zwłaszcza w wierze... Ale to ryzyko, które ostatecznie jest zanurzone w miłości Jezusa. A nikt nie daje większego poczucia bezpieczeństwa, niż On... Sprzeczność? Pozorna... Trzeba zaryzykować, żeby poczuć się naprawdę bezpiecznym... W Jego ramionach... Bo jesteś dzieckiem Boga...