Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

uobecniamy...

2011-06-12

Mili Moi...

Kiedy patrzymy na apostołów w opisanej w dzisiejszej Ewangelii scenie, to jedyny duch jaki przychodzi nam do głowy, a który zdaje się ich wypełniać, to duch trwogi i lęku, niepokoju i rozczarowania…

Oni są zamknięci z obawy… Widząc nieprzychylny świat, wrogość tłumu, szczególną perfidię przywódców ludu, obojętność władzy, apostołowie kulą się w sobie, zamykają się w jakimś pomieszczeniu i zamierzają niedługo zamknąć sprawę Jezusa…

Zresztą ona została zamknięta, bo, choć z daleka, to pewnie widzieli jak umierał na krzyżu, może dane im było widzieć jak składano Go w grobie… Oni są złamani… Ich wiara legła w gruzach… 

Nie są zupełnie przygotowani an to, co za chwilę nastąpi, choć wydaje się, że powinni, wszak Jezus wielokrotnie im to zapowiadał, ale jak mówi żydowskie przysłowie – ludzie słyszą tylko to, co są gotowi usłyszeć… 

I nagle staje przed nimi On, mówiąc proste „pokój wam”. Tak bardzo Mu zależy, żeby rozpędzić ich smutek, lęk, niepewność, bo to, co przed nimi nijak ma się do tego, co w tej chwili przeżywają… Jezus kształtuje ich uczucia… Przemawiając łagodnie przypomina im wszystko, czego doświadczyli z Nim… Niczego im przecież nie brakowało, nigdy… On zawsze potrafił ich wyprowadzić z największej opresji… Nie było głodu, burze na jeziorze nie były groźne, tłumy z kamieniami się cofały, demony pierzchały… Pokój wam…

Pokazuje im ręce… To te same ręce, które dźwigały chorych, które wyciągał nad opętanymi, którymi pracował wiele lat. To ręce, które wyciągnęły Piotra z topieli, to ręce, którymi wycierał im nogi, to ręce, które wznosiły chleb i wino w czasie ostatniej wieczerzy… Te ręce zostały przybite do krzyża, unieruchomione… Ale dziś znowu są mocne, silne, wolne. Dziś oni mają się im przyjrzeć, bo na nich są dowody miłości…

Jest jeszcze bok, który na zawsze pozostanie otwarty jako źródło, z którego każdy będzie mógł zaczerpnąć, bok, z którego wypływa strumień życia…

Po tej prezentacji po ludzku powinna nastąpić katecheza, albo rozpoczynająca się od słów – gdzie byliście?; albo interpretująca fakty – to dla was niewdzięcznicy…; albo pełne gniewu – dlaczego mi nie uwierzyliście?

Nic z tego nie następuje. Nie ma żadnego wyrzutu, nie ma słowa rozczarowania, nie ma gniewu i żalu… Jest powtórnie wypowiedziane – pokój wam…

Tak jakby Jezus chciał powiedzieć – wiem, co teraz czujecie, wiem, że nie wiecie w którą stronę skierować wzrok, znam wasz wstyd i to wszystko, co należy uważać za zdradę, ale nie jest to dla mnie przeszkoda…

Co więcej… To wszystko właśnie przygotowało was najlepiej do tego, co nastąpi za chwilę… Poznaliście swoją słabość, ona was skruszyła, ona pokazała wam jak bardzo potrzebujecie mnie, w codzienności. To właśnie wydarzenia dni ostatnich objawiły wam, że nie w sobie macie szukać siły, ale we mnie… To było konieczne także dla was… Moje odejście jest pożyteczne, bo inaczej Pocieszyciel nie przyjdzie…

A ja wam dziś pokaże co oznacza Jego obecność… I tchnął na nich i pomnożył ich radość i dał im władzę odpuszczania grzechów… Dziś mógł to już uczynić. Dojrzeli. Niegdyś, gdy dał im władzę nad chorobami i złymi duchami i wysłał ich na misje, wrócili i z radością nowicjuszy opowiadali, że złe duchy im się poddają… Wówczas ich uczył – nie z tego się cieszcie, ale cieszcie się, że wasze imiona są zapisane w niebie…

Dziś już wiedzą, że nie dla nadzwyczajności Jezus ich wyposaża, ale dlatego, żeby z nimi i przez nich tworzyć dalej historię zbawienia, według Jego planu…

Gdy mija 50 dni są znowu razem. Teraz już oczekują. Są bardziej świadomi, wszak ukazywał im się przez 40 dni, a potem widzieli jak wstępował do nieba… Ale nadal odczuwają swoją słabość. Mateusz napisze, że nawet podczas wniebowstąpienia niektórzy z nich wątpili.

A On znów okazuje się wierny swojej obietnicy, nie zawodzi… Znaki zewnętrzne towarzyszą temu, co dzieje się w ich sercach. Szum wichru tak gwałtownego, że słyszy go pół Jerozolimy i ludzie się zbiegają. Ten wicher przewiał ich serca, przepędził chmury zwątpienia, przyszedł niczym wiosenne orzeźwienie…

I języki z ognia, nad każdym spoczął jeden – to symbol światła, ale i żaru, rozpalenia ich do skutecznego działania… Ich serca zostają przeminione, porwane… Już nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami wyjścia i opowiadania o Jezusie… Co więcej Duch wyposażą ich w zdolność mówienia do wszystkich narodów… Nikt nie będzie wykluczony spod wpływu Dobrej Nowiny.

Idą i ogłaszają wielkie dzieła Boże… Chyba żaden z nich nie był w stanie przewidzieć do jak wielkich dzieł przygotowywał ich Jezus i do jak niezwykłej posługi wyposażał ich Duch. To, co zaczęło się tego dnia, trwa do dziś… A my jesteśmy uczestnikami tych wydarzeń na nowo.

I to jest chyba najważniejsze – uświadomić sobie, że to nie jest baśń z tysiąca i jednej nocy, którą sobie co roku czytamy, zapominamy o niej i idziemy dalej w swoje życie. Uobecniamy tę tajemnicę, bo Ducha dokładnie z taką samą mocą działa dziś w Kościele. Zawsze na nowo powołuje ewangelizatorów, głosicieli Słowa, świadków Chrystusa. Wyposaża ich i posyła…

Nie jest najważniejsze, czy jesteś gorliwym chrześcijaninem, czy też biernym, miernym, ale wiernym. Nie ma znaczenia czy jesteś wielkim grzesznikiem, czy w twoim życiu pojawiają się tylko drobne niedoskonałości, nie ma znaczenia czy posiadasz rozległą wiedzę religijną, czy jesteś zupełnym ignorantem… Dla Ducha to nie ma znaczenia, bo On jest zupełnie wolny w swoim działaniu i posługuje się bardzo różnymi ludźmi, żeby nieustannie głosić tajemnicę Jezusa…

Tak samo skuteczny jest zbrodniarz Paweł, który morduje chrześcijan, jak Piotr, czyli protos – pierwszy, przewodnik tej wspólnoty… Tak samo dobry do głoszenia Słowa będzie niejaki Jan Bernardone, zwany Franciszkiem z Asyżu, młodzieniec hulaka, niedojrzały i rozpieszczony chłopiec jak i Żydówka o wysokiej kulturze, inteligencji, filozof Edyta Stein…

Bo nie w nich leży tajemnica skuteczności, nie w ich historii, nie w ich zdolnościach i umiejętnościach, ale w mocy z wysoka, mocy Ducha, w którą zostają wyposażeni…

Oni wszyscy wiedzą doskonale, że te wszystkie dary, które ich przepełniają, te zwyczajne i nadzwyczajne, nie są dane im ze względu na nich samych, po to, żeby mogli się nimi cieszyć, pokazywać innym i licytować, kto ma największe, najlepsze, najdroższe…

Wszystkim bowiem objawia się Duch dla wspólnego dobra, jak powie dziś św. Paweł. Bo Kościół niczym ciało, ma wiele członków, a każdy z nich, jak w ciele, jest bardzo ważny…

Odnaleźć swoje miejsce w Kościele, poznać moją własną wartość dla tej wspólnoty, w której żyję… Każdy z was zasiadających w kościelnych ławach jest ważny, ba, każdy ma takie dary, których brakuje innym, ponieważ Duch jest twórczy, a Jego pomysłowość jest niewyczerpana…

Zobaczcie jak mogłaby wyglądać nasza parafia, gdyby każdy uświadomił sobie, co już dziś ma, prosił Ducha więcej i zechciał tym służyć innym… Dla budowania ciała, dla wspólnego dobra…

Zechcieć… To jest ostatni punkt tego dzisiejszego słowa, a jednocześnie absolutnie pierwszy punkt do tego, żeby różne dary łaski, różne posługiwania, różne działania mogły się rozpocząć…

Pragnienie inicjuje przybycie Ducha Świętego… Nawet jeśli towarzyszy ci zwątpienie, jak niektórym apostołom przy wniebowstąpieniu, nawet jeśli czujesz się mały i niegodny, nawet jeśli nie bardzo potrafisz sobie wyobrazić swoje życie owładnięte mocą Ducha, to wzbudź w sobie pragnienie, choć odrobinę tęsknoty… Uczyń najmniejszą szczelinę w swoim sercu… Zdecyduj się przyjąć to, co On dziś dla ciebie ma…

Konsekwencje mogą cię zaskoczyć… Ale z pewnością Bóg nie chce zniszczyć twojego życia… Wręcz przeciwnie – chce je zbudować na piękną w Panu świątynię… A dzięki tobie pomóc budować innym… Jesteś potrzebny Jezusowi, jesteś potrzebny Kościołowi… jesteś naprawdę ważny w Bożym planie zbawienia, w Jego historii… Właśnie ty… na ciebie on liczy…