Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

rozdać życie...

2011-06-10

Mili Moi...

Wczoraj, podczas modlitwy z naszą wspólnotą Odnowy w Duchu Świętym Syjon, zastanawialiśmy się nad charyzmatami potrzebnymi nam tu i teraz, na naszą sytuację ewangelizacyjną... Duch daje zawsze to, co jest nam potrzebne... Cały problem w tym, żebyśmy zdali sobie sprawę, że jest nam coś potrzebne i uświadomili sobie, co nam jest potrzebne. Taka świadomość zaś pojawia się tylko wówczas, kiedy człowiek idzie ewangelizować. Muszę wiedzieć kogo ewangelizuję i jak chcę to zrobić. Wówczas rodzą się w moim sercu konkretne potrzeby, które Duch może zaspokoić. Tej świadomości bardzo potrzeba... Inaczej idziemy po omacku, nie zdając sobie sprawy, jak wielkich rzeczy moglibyśmy dokonać...

Każdy z nas jest dla kogoś ewangelizatorem... I każdy z nas potrzebuje charyzmatów. I tych zwyczajnych i tych nadzwyczajnych, które być może czas widzieć w sposób nieco bardziej zwyczajny... Bo może potrzebujesz daru języków... żeby przemówić wreszcie jakimś zrozumiałym językiem do twojego męża, czy dziecka... A może potrzeba ci łaski tłumaczenia języków, żeby zrozumieć, co oni mówią do ciebie... A może dar proroctwa, czyli słowa skutecznego, przemawiania z mocą, przydałby ci się wobec twoich przyjaciół, czy pracodawców... I to wszystko jest w zasięgu ręki, czy raczej serca...

Ja wczoraj uświadomiłem sobie, że bardzo jest mi na dziś potrzebny charyzmat pogłębnionej modlitwy. W ferworze nieustannych działań, gonitwie i załatwianiu tysiąca spraw, zaczyna mi brakowac czasu na to, co najważniejsze. Odkrywam w swoim sercu głeboką tęsknotę za spotkaniem z Panem, które będzie trwało dłużej, niż skromne pół godziny... I tak dziękuję Mu za to, że nie brakuje mi możliwości głoszenia różnorodnych dni skupienia, czy rekolekcji zamkniętych, co daje szansę na uczestniczenie w rzeczywiście głębszej modlitwie. Bo wtedy właśnie na to jest czas. Ale mimo to, życie nie składa się z samych rekolekcji, ale z tych dni, które między nimi...

W kontekście tego charyzmatu pomyślałem o rozdawaniu... Rozdać swoje życie. To jest możliwe tylko wówczas, jeśli jest połączone z głębią modlitwy, bo inaczej szybko zaczyna brakować czegokolwiek do rozdawania. Zdałem sobie sprawę, że człowiek, który naprawdę się modli, nie ma problemu z ewangelizowaniem "na całego". Może spokojnie rozdawać życie, wiedząc, że Pan uzupełni i on tak naprawdę nie daje ze swojego. Wówczas nie może spocząć, nie może się zatrzymać, jest gotów iść, gdziekolwiek go poślą i cokolwiek mu polecą zrobi... Wówczas nie mówi się o jakimś nadzwyczajnym wypoczynku, przerwie, czy zasłużonych dniach wolnych... Od razu stanęli mi przed oczami wielcy... Wczoraj szczególnie o. Jan Beyzym, jezuita, któy oddał swoje życie trędowatym na Madagaskarze... Nie miał czasu jeść i spać, tak bardzo rozdawał życie... I choć nawet Pan Jezus kazał uczniom odpocząć nieco, to jednak nacisk chyba należy położyć na "nieco"... Dusze wciąż giną... Może także przez nasz za długi odpoczynek, który ma zdolność rozleniwiania serca... Byle nie zgnuśniec, byle ukończyć biegi i zlecone mi posługwanie... Byle z Duchem Bożym... wyposażonym w Jego charyzmaty...

Piszę o tym wszystkim, bo właśnie wróciłem z uroczystości święceń diakonatu z elbląskiej katedry. Ci młodzi chłopcy, którzy dziś zostali wyświęceni, mają rozdać swoje życie... Czy oni wiedzą co to znaczy? Czy ja wiedziałem, gdy byłem święcony na diakona? Czy wiem dziś? Byłem zaproszony przez dwóch z nich, moich rodaków ze Sztumu... Chciałbym bardzo, żeby rozpoczeli naprawdę szybki bieg... I żeby obiegli wiele miejsc, w których już na nich czekają...

Ja próbuję biegać w zawodach, do których mnie Pan zaprosił. Dlatego jutro z rana święcenia prezbiteratu, we wspominanej już katedrze. Zostałem zaproszony przez Artura, kolejnego krajana ze Sztumu. A tuż po nich szybciuśko do Gdyni, gdzie prowadzę skupienie dla sióśtr nazaretanek. A zaraz po tym w samochód i do Morąga, gdzie mam głosić podczas nocnego czuwania wspólnot Odnowy w Duchu Świętym... Daj Boże siły... I niezbędne charyzmaty...