Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

uczyń mnie gałązką...

2011-05-25

Mili Moi...

Wczoraj odszedł do Domu Ojca nasz najstarszy współbrat w prowincji, o. Witold (88 lat), z którym dane mi było pracować przez rok w Gdyni. Był to człowiek wielkoduszny i serdeczny, o wielkiej kulturze i życzliwości. O takich zwykło się mówić, że są "nie z tej epoki". I rzeczywiście sposób bycia o. Witolda był pięknym obrazem tego jak to było kiedyś i jak już chyba nie będzie nigdy... To był CZŁOWIEK. Niezwykła wiedza o naszym zakonie, pokorny zapał do pracy, właściwie do ostatnich dni, wielkie cierpienia fizyczne, które znosił bez uskarżania się. Ostatnimi laty, ilekroć przybywałem do Gdyni, zawsze witał mnie z promiennym uśmiechem, który niewątpliwie nie zniknie spod moich powiek i ze wspomnień. I choć śmierć w tym wieku nie jest raczej niczym zaskakującym i niespodziewanym, to jednak chyba wszyscy doświadczamy poczucia jakiejś straty - brata, ale może jeszcze bardziej OJCA, który już nam na imieninach nie zaśpiewa żadnej lwowskiej piosnki, ani podczas świąt jakiejś zupełnie nieznanej kolędy...Dobrej drogi Ojcze... I proś tam za nami, żebyśmy byli dobrymi franciszkanami... I św. Franciszka pozdrów... Powiedz mu, że tęsknię za spotkaniem z nim i że chciałbym, żeby to on mnie zaprowadził do Domu Ojca, kiedy i mój czas nadejdzie...

Jakoś szczególnie w kontekście odejścia o. Witolda brzmią mi dziś słowa Ewangelii - ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami... Beze mnie nic nie możecie uczynić... Stając rano na modlitwie prosiłem Jezusa, żebym nigdy nie zapomniał o tym, że wszystko jest łaską, że wcale nie musi być tak jak dziś, że mogłoby być inaczej. Tak wiele łaski mi Pan okazuje, pozwala służyć w tak wieloraki sposób, mało tego, pozwala mi niejednokrotnie z radością widzieć owoce mojej pracy. Tym bardziej potrzebuję poddania się miłującym dłoniom Ojca, który oczyszcza latorośl, aby przynosiła owoc obfity. To zawsze boli, ale rodzi dobro... Proście o co chcecie trwając we mnie, mówi Jezus, a Ojciec chętnie to spełni... Proszę więc dziś z całą natarczywością dyktowaną miłością za Jackiem, który w sobotę miał przeszczep nerki... Proszę o to, żeby ona zaczęła działać, bo jeszcze to nie nastąpiło, co jest powodem niemałego zmartwienia... O Jacku, z którym robimy audycje radiowe, już kiedyś pisałem na tym blogu, mówiąc, że jest dla mnie bohaterem, ale o jego bohaterstwie nie pisałem więcej... Właśnie w tym się ono objawia... Młody człowiek, mąż i ojciec dwójki dzieci, który nosi w sobie cudze serce, a który teraz potrzebował cudzej nerki. Jedno i drugie ktoś mu ofiarował... Proszę również was, pomóżcie mu wygrać tę walkę. Módlcie się dziś za niego... To bohater, bo nigdy się nie poddał... Stara się żyć i naprawde mądrze swoje życie przeżywać... On zna wartość tego daru. Niech się dzieje wola Ojca... Ona zawsze jest najlepsza...

Ja tymczasem medytuję nad uczniami wędrującymi do Emaus, nad tymi, którzy utracili nadzieję i nad Jezusem, który im ją przywraca. Od dawna chciałem zgłębić tę perykopę i na jej podstawie stworzyć konferencję, która będzie studium ludzkiego lęku i Bożej obecności w tak trudnej po ludzku sytuacji... Rekolekcje, które mam wygłosić wkrótce katechetom zmotywowały mnie do tego, żebym wreszcie się za to zabrał. Dziś wieczorem idę zaś do sióstr klarysek z kolejną jubileuszową konferencją o św. Klarze. A wczoraj zadzwonił ksiądz Tomasz z Morąga prosząc o nauczanie w Wigilię Zesłania Ducha Świętego... A zatem będę czuwał w Morągu... Ponownie więc wyrażam przekonanie, że życie zakonne nie jest nudne, a roboty nie zabraknie... Nic jednak nie byłoby możliwe bez krzewu winnego, w którym chcę trwać na wieki. Amen.

A na dowód... niewielki zaśpiew płynący z serca samego... bardzo ten utwór lubię i za łaskę jego zaśpiewania też składam Bogu dzięki...